Czekając na Zbawiciela

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 16/2019

dodane 18.04.2019 00:00

Na przeżycie Świąt Wielkiejnocy ci aktorzy amatorzy solidnie przygotowali i siebie, i innych. Po wytrwałych próbach stanęli przed widownią, by dać świadectwo swojej wiary i szczęścia, które daje im spotkanie ze Zmartwychwstałym.

▲	Radość poranka paschalnego na scenie cieszyńskiego teatru. ▲ Radość poranka paschalnego na scenie cieszyńskiego teatru.
Alina Świeży-Sobel

Dwa lata temu w parafii w Targanicach udało się wskrzesić tradycję widowisk jasełkowych, które z rozmachem wystawiał przez prawie 30 lat zespół aktorów amatorów pod przewodnictwem Jana Fujawy. Dziś staranności i niezwykłego zaangażowania targanickiej grupie teatralnej można tylko pozazdrościć. Jej ważnym walorem jest rodzinny charakter, bo na scenie stają razem głównie przedstawiciele różnych pokoleń Walczaków, Bizoniów i Balonów…

Jak rekolekcje

W tym roku jasełek nie było, lecz po wielomiesięcznej pracy w okresie wiekopostnego przygotowania do Wielkiejnocy aktorzy zaprosili do refleksji nad treścią „Gościa oczekiwanego” Zofii Kossak-Szatkowskiej. – Warto było czekać na to przedstawienie, bo dostarczyło głębokich wrażeń i skłoniło do refleksji – przyznawali widzowie opuszczający salę tuż po owacjach na stojąco, kiedy dziękowano aktorom i współtwórcom sztuki. Jak dodaje ks. Dziedzic, który wcielił się w rolę Jezusa Frasobliwego z przydrożnej kapliczki, nie brakowało głosów, że publiczność przeżyła ten prosty i zarazem głęboki spektakl jak rekolekcje. Reżyserii podjęli się Danuta i Stanisław Walczakowie, a zespół przystąpił do prób jesienią ubiegłego roku. Uczestnicy włożyli w nie wiele serca i zaowocowało to na scenie. Do spotkania z widzami byli gotowi na czas i przypomnieli wielkie prawdy wiary, które chrześcijaninowi pozwalają iść z nadzieją na spotkanie ze Zmartwychwstałym.

– Kiedy podczas premiery słuchałem przejmującej modlitwy Kurka, z taką ufnością błagającego o Boże miłosierdzie, to pomyślałem, że Pan Bóg nie mógł takiej prośby nie wysłuchać – przyznawał ks. Dziedzic. W rolę ubogiego Kurka, zapominającego o wszelkich troskach na wieść o Jezusowych odwiedzinach, wcielił się Marcin Mrzygłód, brat bliźniak pochodzącego z Targanic kapłana Michała, duszpasterza w Rosji.

– Grałem w naszym zespole od początku, jeszcze z panem Fujawą. Grywał też mój brat, zanim został księdzem. Kiedy przeczytałem tekst, wiedziałem, że postać Józefa Kurka to moja rola. Bardzo się cieszę, że widzowie dobrze odebrali naszą sztukę, i nie mam wątpliwości, że było warto – przyznaje Marcin Mrzygłód.

Postać młynarza Filipa brawurowo zaprezentował Zbigniew Brandys. – Każda z ról została dobrze zagrana, dzięki czemu temu jesteśmy umocnieni przesłaniem sztuki, pewni, że Chrystus przychodzi do naszego życia, jeśli tylko otworzymy nasze serca – podsumowywali zgodnie widzowie.

Misterium Zmartwychwstania

Od przeszło 30 lat na wędrówkę z Panem Jezusem drogami Ewangelii zaprasza Zespół Teatralny Parafii św. Elżbiety w Cieszynie, działający pod przewodnictwem s. Jadwigi Wyrozumskiej, elżbietanki. Jego misteria bożonarodzeniowe i wielkopostne są oglądane przez publiczność liczoną w setkach tysięcy.

Również w tej zasłużonej grupie aktorskiej dominują rodziny. W tegorocznej „Męce Pańskiej” wystąpiło 150 osób! Po raz kolejny aktorzy przygotowywali się do tych misteriów podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej, skąd przywieźli nowe stroje i rekwizyty, m.in. świece, trzymane przez tłum aniołów podczas finałowej sceny zmartwychwstania. W 9 spektaklach uczestniczyło ok. 5,5 tys. widzów, którzy w skupieniu oglądali Pana Jezusa nauczającego tłumy, uzdrawiającego, przemieniającego wodę w Kanie i prowadzonego na Golgotę.

– W tym roku dołączyliśmy scenę z faryzeuszami domagającymi się śmierci jawnogrzesznicy. Padają w niej słowa Bożego wezwania do nawrócenia i wiem, że widzowie bardzo mocno odbierają ten przekaz – mówi s. Jadwiga, reżyser misterium. Jej wielką troską jest to, czy członkom zespołu uda się zagrać w komplecie.

Z powodów zdrowotnych Marian Sowa, od lat oklaskiwany za rolę św. Piotra oraz pasterza Bartka w jasełkach, w tym roku pojawił się tylko dwa razy. W pozostałych misteriach św. Piotrem był Jan Surzycki. Z kolei po kilkuletniej przerwie powrócił Kazimierz Kaszper w pełnej dramatyzmu roli Judasza. Już po raz trzeci jako Jezus w „Męce Pańskiej” stanął na scenie Krzysztof Sikora.

– To wielka radość. Krzysztof zastąpił wcześniejszego odtwórcę, Stanisława Pońca, z którym dość długo czekaliśmy na godnego następcę, bo to nie tylko rola, ale także odpowiedzialność za świadectwo całego życia: w rodzinie, w pracy, w środowisku – mówi s. Jadwiga.

– Nie jest łatwo zmierzyć się z tym, co się stało dwa tysiące lat temu: z ogromem cierpienia, a zarazem miłości i miłosierdzia Boga. Pomaga mi w tym lektura Pisma Świętego. Zdaję sobie sprawę, że ta rola nie kończy się w teatrze. To wymaga konsekwencji i często w głowie zapala się czerwona lampka, że tego, co normalnie nie wypada, mnie nie wypada tym bardziej. Na pewno nie ma tu miejsca na gwiazdorzenie – mówi z powagą Krzysztof Sikora.

Co czuje w finałowym momencie, kiedy jako Zmartwychwstały staje wśród tłumu ludzi i aniołów? – Trudno to nazwać, bo panuje niezwykle wielkie uniesienie. Wszystkich nas na scenie i na widowni łączy ogromna radość ze zmartwychwstania. Ale też nie wiemy, co przeżywał Pan Jezus, i ta tajemnica skłania do wielkiej pokory – dodaje odtwórca postaci Zbawiciela. •