Tęsknota u celu

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 4/2019

dodane 24.01.2019 00:00

Jego oczy mówią wszystko o tym, co dzieje się z człowiekiem, który po latach poszukiwań odnajduje spełnienie. Mężczyzna przyjął chrzest jako 34-latek.

Tęsknota u celu Nowo ochrzczony z bp. Romanem Pindlem, księżmi Przemysławem Sawą i Markiem Droździkiem i rodzicami chrzestnymi Marzeną Pietroszek i Zdzisławem Szkucikiem. Urszula Rogólska

To było jakieś 25 lat temu. Wywiadówka w szkole Grzegorza. Wychowawczyni przekazuje rodzicom informację od katechetki o niskiej frekwencji dzieci na lekcjach religii. Tata zapobiegawczo tłumaczy, że on syna na religię nie zapisywał. Słyszy: − Ale Grzesiu to akurat chodzi!

Kiedy urodził się Grzegorz i jego brat, ich rodzice postanowili, że nie ochrzczą synów. Tę decyzję oni sami mieli podjąć już jako dorośli ludzie.

Wierzyć jak on

– Myślami dążyłem do tego już dawno. Od początku szkoły podstawowej uczęszczałem na religię, bo czułem taką potrzebę – opowiada Grzegorz. – Uczestniczyłem w przygotowaniach moich rówieśników i do sakramentu Pierwszej Komunii, i bierzmowania. Zdawałem wszystkie egzaminy, ale do sakramentów nie mogłem przystąpić. Coś tam w domu próbowałem załatwić, widziałem, że mama nie jest przeciwna, ale temat umierał. W czasach studenckich zrobiłem kolejne podejście. Rozmawiałem z duszpasterzem akademickim o moim chrzcie, ale odniosłem wrażenie, że to pierwszy taki przypadek w jego posłudze, i nie poszliśmy dalej.

Konkretną decyzję podjął, już pracując. – W moim miejscu pracy poznałem człowieka, który był niezwykle religijny – był, bo jest już świętej pamięci – i potrafił ze mną rozmawiać na temat Boga i Jezusa. Zaszczepił we mnie chęć działania. Poruszyła mnie jego głęboka wiara i to, że był pierwszą znaną mi osobą, która nie wstydziła się mówić otwarcie o swojej wierze, o Bogu. On zawsze stawał w obronie wiary i operował takimi argumentami, że we mnie wzbudziło to ogromny szacunek i pragnienie, żeby móc wierzyć tak jak on.

Z kim rozmawiać?

Kolejnym ważnym momentem w życiu Grzegorza było poznanie dziewczyny, osoby wierzącej. – Podjąłem decyzję, że skoro chcę się związać na całe życie z osobą, która jest wierząca, to chcę sprawy mojej wiary uporządkować – mówi Grzegorz. Znów próbował dotrzeć do kogoś, kto by mu pomógł. Wszyscy proponowali, by szukał pomocy w pierwszym lepszym kościele. – Przyjść z ulicy i co dalej? Może by to zadziałało, ale dla mnie to była ostateczność – wyznaje. – Aż przypomniał mi się mój Andrzejek. Tamten kolega z pracy. Często wspominał, że ma szwagra księdza – Marka Droździka, proboszcza w Kamienicy.

We wrześniu 2017 roku Grzegorz skontaktował się z ks. Markiem, a ten odnalazł dla niego wspólnotę SECiM – Szkołę Ewangelizacji Cyryl i Metody. Przed świętami Bożego Narodzenia spotkał się z jej pasterzem, ks. Przemysławem Sawą. Razem z Marzeną Pietroszek opracowali plan formacji, która miała pomóc mu w przygotowaniach do przyjęcia sakramentu. Spotkania rozpoczęli w lutym 2018 roku.

Spotkać Boga

– Od początku byłam przekonana, że przygotowania nie mogą przebiegać w ukierunkowaniu katechetycznym. Żeby dojść do momentu katechezy, intelektualnego zgłębiania nauki Kościoła, trzeba najpierw głosić kerygmat, Ewangelię i doprowadzić człowieka do spotkania z Bogiem – wyjaśnia Marzena. – Na pierwszym spotkaniu Grzegorz usłyszał, że Bóg go kocha i że jest Jego synem, o którego On się troszczy. Później musiał usłyszeć, że jest też grzesznikiem, dlatego potrzebuje zbawienia, Jezusa. Po każdej rozmowie Grzegorz dostawał zadanie: przemyśleć jakiś problem, przemodlić to wszystko w kontekście swojej relacji z Bogiem.

– To, co się wydarzyło, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania – relacjonuje Grzegorz. – Nasze spotkania były nastawione na odkrywanie Boga, Jego miłości. Wzbudziły we mnie jeszcze większą wiarę i miłość do Niego. Po raz pierwszy też spotkałem osoby, które potrafią swoją pasją do wiary zarażać innych.

Marzenie i ks. Przemysławowi zależało, by Grzegorz choć raz przyszedł na spotkanie SECiM do bielskiej świątyni pw. św. Pawła i zobaczył, jaki jest Kościół, jeżeli są w nim ludzie, którzy rzeczywiście spotkali Jezusa.

– Na takiej Mszy byłem pierwszy raz w życiu! Tyle osób, które wyrażają swoją miłość do Pana Boga w śpiewie, wznosząc ręce – nigdy czegoś takiego nie widziałem – opowiada Grzegorz. – Rozpaliło mnie to na dobre. Szybko zauważyłem, że moje przygotowania idą w tym kierunku, żebym naprawdę stał się prawdziwym chrześcijaninem, a nie tylko człowiekiem, który „ma sakramenty”.

Po co mi to?

Grzegorz odkrył, na czym polega wiara. – Ale nie było tak kolorowo. Zaczęły mną targać niesamowite wątpliwości – czy to jest dobry kierunek i po co mi to? – wyznaje. – Nagle przychodziła myśl: przecież Boga nie ma i to jest bez sensu. Ale im więcej wątpliwości miałem, tym bardziej byłem przekonany, że idę dobrą drogą.

– To normalny etap w walce duchowej. Musi pojawić się taki moment, że człowiek mierzy się z jakąś pokusą, rzeczywistością złego – mówi Marzena.

I Grzegorz, i Marzena podkreślają wagę zaufania oraz… świadectwa. – Kiedy spotykam człowieka, który przychodzi, by poszukiwać Boga, to jest we mnie potrzeba, żeby mu pokazać, kim jestem w kontekście relacji z Jezusem – dodaje Marzena. – Jak mam przekonać człowieka, żeby szedł za Bogiem, żeby wybrał Jezusa, jeśli mu najpierw nie pokażę, że ja już to zrobiłam?

Czy Grzegorzowi udało się spotkać Jezusa przed chrztem? – Takich momentów, jeszcze z mojej przeszłości, miałem wiele – mówi. – Po latach zrozumiałem, że tam była ręka Boga. Zdarzyła się też sytuacja dramatyczna – zagrożenie życia bliskiej osoby. Przedziwny zbieg okoliczności sprawił, że jej życie zostało uratowane. Ktoś powie: przypadek. Ja już wiem, że nie.

Do wspólnoty

Grzegorz przyjął chrzest, bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą 22 grudnia ubiegłego roku z rąk biskupa Romana Pindla. Jego rodzicami chrzestnymi zostali Marzena, jego animatorka, i Zdzisław Szkucik ze wspólnoty SECiM.

– Tego dnia nie da się zapomnieć – opowiada wzruszony i żartując dodaje, że chciał wtedy dziękować rodzicom, że nie był ochrzczony jako dziecko. –

Wszystko w całym moim 34-letnim życiu prowadziło do tego dnia. Od 22 grudnia czuję niesamowitą lekkość. Mogę przystępować do sakramentów, moje życie nabrało duchowego sensu. W końcu wiem na sto procent, że Bóg jest.

Choć Grzegorz wcześniej chodził do kościoła, w głębi serca czuł, że nie jest prawdziwym chrześcijaninem. – Od czasu moich przygotowań do chrztu zacząłem rozumieć, co się dzieje na Mszy; zacząłem się w kościele czuć bardzo dobrze, mimo że jeszcze nie mogłem przystępować do sakramentów − mówi.

Przed siebie

Cztery dni po chrzcie Grzegorz i jego narzeczona, którzy w czerwcu doczekali się syna (ochrzczonego wcześniej niż tata), wzięli sakramentalny ślub. Wcześniej nie planowali go na żaden konkretny dzień, choć zapobiegliwie narzeczona zaproponowała Grzegorzowi nauki przedślubne jakiś czas temu i mieli je już za sobą.

– Zazwyczaj katechumenów chrzci się w czasie wielkanocnym. W tej sytuacji postanowiliśmy, że decyzję tę musimy przyśpieszyć, by Grzegorz mógł żyć w łasce uświęcającej – tłumaczy ks. Przemek.

− Dla narzeczonej to był trudny rok. Przez nasze życie bez sakramentu małżeństwa nie mogła w pełni uczestniczyć we Mszy św. Dla mnie to także był problem. Ta szybka data – 26 grudnia – połączyła dwie sprawy: jej tęsknotę za pełną Eucharystią i moją za byciem prawdziwym chrześcijaninem. Po spowiedzi ks. Przemek powiedział mojej przyszłej żonie słowa, które pamięta do dziś: „Nie patrz na to, co było. Zapomnij. Patrz przed siebie”. Poczuła ogromną ulgę w sercu. Dziś oboje czujemy to samo: patrzymy do przodu.

Jak się ochrzcić, będąc dorosłym?

Jak informuje ks. Przemysław Sawa, trwają prace nad powołaniem diecezjalnego Centrum Katechumenatu Dorosłych, niemniej juz teraz osoby, które chcą się przygotować do przyjęcia sakramentu chrztu, mogą się zgłaszać do ks. Sawy lub biura Szkoły Ewangelizacji Cyryl i Metody – e-mail: biuro@secim.pl, tel. 691 200 303. By formacja była rzetelna i prowadziła do świadomego spotkania z Bogiem w sakramencie, przygotowanie trwa około roku. Katechumeni spotykają się co tydzień lub co dwa tygodnie.