Z Betlejem przywiozła Józefa

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 51-52/2018

dodane 20.12.2018 00:00

Były tak blisko celu, że gdy jedna rzuciła: „Jedźmy na święta do Betlejem!”, nie wahały się. – Na jednym z portali podróżniczych trochę egoistycznie szukałam miejsca, w którym mogłabym spędzić Wigilię z tutejszymi chrześcijanami – wspomina Sylwia. Nie znalazła. Znalazła dużo więcej.

◄	Sylwia i Yousef Hazboun podczas ustrońskiej „Podróży życia” opowiadali o polsko-palestyńskim życiu. ◄ Sylwia i Yousef Hazboun podczas ustrońskiej „Podróży życia” opowiadali o polsko-palestyńskim życiu.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Mieszkanka Ustronia Sylwia Cieślar zaczęła studiować filologię arabską, gdy Bliski Wschód ogarnęła Arabska Wiosna. – Przez te wszystkie rewolucje bardzo mało było miejsc, do których można by wówczas pojechać, by zobaczyć to, o czym słuchałam na studiach. Wtedy dowiedziałam się o wolontariacie w Domu Pokoju u sióstr elżbietanek w Betlejem – mówi Sylwia. – Pojechałam tam, bo chciałam pobyć w kraju arabskim, a nie dlatego, że to Ziemia Święta. Miałam w głowie świąteczne obrazki z Betlejem: stajenka, nad nią Gwiazda, Trzej Królowie, cicha noc. I chciałam, żeby takie Betlejem żyło w mojej wyobraźni. Nie to prawdziwe.

To prawdziwe jest inne. Leży za wysokim murem oddzielającym Autonomię Palestyńską od Izraela. Jest miastem arabskim, w którego krajobrazie minarety meczetów stoją obok wież kościołów. Chrześcijan jest tu coraz mniej, choć i tak stanowią mały odsetek mieszkańców. Piękne, stare miasto kontrastuje z opuszczonymi, zniszczonymi domostwami z kamiennymi krzyżami nad drzwiami – opowiada. Właśnie takie Betlejem miało być arabskim miejscem pierwszego, upragnionego, półtoramiesięcznego pobytu młodej arabistki. Pomagała siostrom w codziennej opiece nad powierzonymi im dziećmi.

Tak blisko

Sylwia wróciła do Polski, kontynuowała studia, działała w Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym (była na misjach w Peru). Trzy lata temu znów pojawiła się szansa wyjazdu, tym razem do Jordanii. Na pół roku.

– Na miejscu koleżanka namówiła mnie na święta Bożego Narodzenia w Betlejem. Wyjątkowa okazja, bo przecież jest tak blisko! – opowiada.

Dziewczyny marzyły o klimacie znanym z domów rodzinnych, a przynajmniej jego namiastce, o Wigilii spędzonej w gronie chrześcijan. – Zajrzałam na portal dla podróżników, gdzie można poznać miejscowych. Tak trafiłam na Yousefa Hazbouna. W opisie przeczytałam, że zawsze zachęca obcokrajowców, żeby spędzali święta w Betlejem. Pomyślałam, że skoro tak namawia, to może nas wesprze. Liczyłam, że się gdzieś załapię na wigilię. Niestety, okazało się, że miejscowi chrześcijanie jej nie obchodzą…

Nowy dom

Tego wyjątkowego wieczoru Sylwia nie miała szans spędzić tak, jak sobie wyobrażała. Ale spotkanie w Betlejem z Józefem, czyli Yousefem – palestyńskim chrześcijaninem – nie było pierwszym ani ostatnim. Odtąd miasto, w którym urodził się Jezus, zaczęło stawać się jej domem. Przed rokiem w lipcu Sylwia i Józef wzięli ślub cywilny, a w lutym tego roku kościelny – w betlejemskiej bazylice Narodzenia Pańskiego.

Uczucie młodych pokonało już niejedną barierę związaną ze skomplikowaną sytuacją polityczną Palestyńczyków. Ich ojczyzna nie jest międzynarodowo uznawanym państwem. Starania o pozwolenia na pobyt za granicą czy pracę to prawdziwa szkoła wytrwałości. Dziś małżeństwo mieszka w Polsce, ale marzy o domu w Betlejem. Dzięki pracy w dziale zagranicznym Caritas Polska w Warszawie, gdzie zajmują się projektami wspierającymi mieszkańców Bliskiego Wschodu, młodzi mogą odwiedzać także Betlejem. Zajmują się między innymi pomocą osobom niepełnosprawnym – dzieciom, młodym i dorosłym. Razem z miejscowymi współpracownikami odnajdują ich często ukrytych przed światem w maleńkich wioskach, zamkniętych w domach. Pomagają w rehabilitacji, tworzeniu miejsc pracy, zachęcają do zakładania własnych mikrobiznesów.

Przy daktylach

Tuż przed świętami Sylwia i Józef odwiedzili Ustroń i parafię Sylwii – św. Klemensa. W ramach cyklu rodzinnych spotkań „Podróż życia”, przygotowywanych przez wiślańskie duszpasterstwo rodzin i jego opiekuna ks. Mirosława Szewieczka, opowiedzieli, jak jest „Dzisiaj w Betlejem” (taką nazwę nosi internetowy blog Sylwii). Mówili o mieszkańcach Izraela i Autonomii Palestyńskiej – żydach, muzułmanach i najmniejszej grupie religijnej – chrześcijanach tak wielu obrządków, że nikt nie pyta, kto z jakim Kościołem jest związany. Przybliżyli słuchaczom obchody Bożego Narodzenia betlejemskich chrześcijan, życie codzienne, tradycje związane z wchodzeniem w relacje narzeczeńskie i małżeńskie. Sylwia – pasjonatka języka arabskiego i muzyki – zaśpiewała jedną z chrześcijańskich pieśni, a razem z Józefem zaprosili do wspólnej modlitwy „Ojcze nasz” – po polsku i arabsku.

Na stole ustrońskiej Czytelni Katolickiej pojawiły się przywiezione przez nich daktyle i chałwa i misterne stajenki z drewna oliwnego, wykonane przez niepełnosprawnych uczestników warsztatów współfinansowanych przez Caritas i polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rękodzieło to można kupić także przez stworzoną w ramach projektu stronę internetową: dbobox.com.

Tak się tutaj robi

– Arabscy chrześcijanie to wspólnota różnych denominacji, w większości obrządku grecko-prawosławnego i katolickiego. Istnieją też wspólnoty ormiańskie, syryjskie, protestanckie, etiopskie – tłumaczy Sylwia. – Temat ten omijam szerokim łukiem. Dlaczego? Tak się tu robi. Nikt nikogo nie pyta, do jakiego należy Kościoła, nikt nie organizuje przepychanek na dogmaty. Małżeństwa mieszane wśród arabskich chrześcijan są na porządku dziennym. 25 grudnia wyznawcy prawosławia odwiedzają katolików i protestantów z okazji Bożego Narodzenia. 7 stycznia z kolei ci drudzy odwiedzają prawosławnych z okazji Bożego Narodzenia. Sama pochodzę z rodziny katolicko-zielonoświątkowej… Ekumenizm jest dla mnie żywym przykładem pokory, pochodzącym prosto z Ewangelii.

Jak opowiadała Sylwia, jedną z najbardziej powszechnych wspólnot kształtujących młodych chrześcijan arabskich jest harcerstwo. Widać to szczególnie w Boże Narodzenie, które jest dla nich szczególną uroczystością. Ulicami Betlejem przechodzą delegacje harcerzy z Zachodniego Brzegu Autonomii Palestyńskiej. Można je zobaczyć w Wigilię, potem w styczniu i jeszcze raz pod koniec miesiąca, gdy świętują Ormianie.

Nie ma tradycji polskiej Wigilii, jednak w święta chrześcijanie tłumnie, w gronie najbliższych, ale i dużo dalszym pokrewieństwie, odwiedzają się nawzajem. Nie potrzeba specjalnej gościny. Trudno ją sobie wyobrazić dla takiej liczby gości – wystarczą kawa i czekoladki.

Córka i syn

Tegoroczne Boże Narodzenie Sylwia i Józef spędzą w domu Alicji i Jerzego Cieślarów, rodziców Sylwii. Nie ukrywają, że Józef jest dla nich jak syn (który wytrwale oswaja się z polską rzeczywistością i chce się nauczyć polskiego).

– Gdy pytają mnie, jak radzimy sobie z różnicami w naszym małżeństwie, odpowiadam, że to dla mnie trudne pytanie, bo nie widzę dużych kontrastów – tłumaczy Sylwia. – Może dlatego, że wiele lat temu, kiedy myślałam o przyszłym mężu, przede wszystkim chciałam, by był wierzącym chrześcijaninem. Nic nas nie dzieli, a język, tradycje, obrączka na lewej ręce są dla mnie nowością, czymś ciekawym i budującym jedność. Czasem w małżeństwach jednonarodowościowych pojawiają się dużo większe problemy, gdy na przykład rodzice którejś ze stron nie lubią czy nie potrafią zaakceptować jej wyboru. Moi rodzice kochają Józefa, a jego rodzice traktują mnie jak córkę.

– Muszę coś dodać – śmieje się mama Sylwii. – Mamy w domu dużo zwierząt. Kiedy Sylwia z Józefem przyjeżdżają, pomagają nam sprzątać wszystkie kuwety. Józef nosi żwirek i mówi mi: „Kiedy Sylwia przyjeżdża do mojej mamy, chodzą do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy, a ja przyjeżdżam do jej mamy i muszę kuwety sprzątać…”. A tak serio, nie mieliśmy żadnych problemów, by go zaakceptować. Od dłuższego czasu widzieliśmy, że coś się kroi. Zawsze staraliśmy się tak wychowywać dzieci, aby były otwarte na inne kultury, narodowości. Przez lata chodziliśmy sprzątać ustroński cmentarz żydowski, Sylwia bardzo wcześnie zaangażowała się także w ekumeniczne spotkania wspólnoty z Taizé.

Ustrońska „Podróż życia” zakończyła się wspólną modlitwą o prawdziwy pokój na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Ziemi Świętej. Małe Betlejem rodzin Cieślarów w Polsce i Hazboun w Palestynie pokazuje, że nie jest to bardzo odległe marzenie.•