Zróbmy to razem

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 44/2018

publikacja 01.11.2018 00:00

Jedyna świątynia w diecezji pod wezwaniem świętego, którego imię otrzymał na chrzcie przyszły papież Jan Paweł II. Choć dzieli ich 400 lat historii, istnieją zbieżne wydarzenia obu życiorysów, o których opowiedzą wkrótce witraże w kościele parafialnym.

Koszarawska fara. Koszarawska fara.
Urszula Rogólska /Foto Gość

W XVI wieku Karol Boromeusz zmieniał oblicze Kościoła. Piastował najwyższe urzędy kościelne, ale nie wahał się iść tam, gdzie potrzebowali go ciężko chorzy i ubodzy. Nie wszyscy patrzyli przychylnie na jego postawę. Szczęśliwie próba zamachu na jego życie zakończyła się jedynie zranieniem.

– Historia św. Karola Boromeusza, który patronuje naszej parafii, ma szereg punktów zbieżnych z życiem Karola Wojtyły – mówi ks. Krzysztof Kozieł, administrator w Koszarawie od 2016 roku. – Kiedy padła propozycja, by w oknach tutejszego XIX-wiecznego kościoła zamontować witraże, ks. dr Szymon Tracz, diecezjalny konserwator zabytków, zaproponował, by ukazać na nich równoległe sceny z życia obu świętych.

Teraz parafianie z Koszarawy czekają na rezultat pracy artystów.

Kult św. Karola sięga tu odległej historii. We wtorki mieszkańcy Koszarawy spotykają się na wieczornej Mszy św. i specjalnym nabożeństwie ku jego czci. Wielu modli się przy jego relikwiach, ustawionych na bocznym ołtarzu. Tam też stoi figura św. Jana Pawła II, przywieziona z jednej z pielgrzymek. – Potrzeba nam znaków obecności świętych − takimi są relikwie. Mamy relikwie św. Karola. Myślę, że dopełnieniem jego kultu będzie także obecność relikwii św. Jana Pawła II, o które wkrótce chcielibyśmy wystąpić – mówi ks. K. Kozieł.

Świadectwem wiary koszarawian jest też wyjątkowa pamiątka – okazałe metalowe serce przy lewym bocznym ołtarzu. Zawiera stos karteczek, na których w latach 60., podczas peregrynacji kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, ojcowie wypisali imiona członków swoich rodzin, którzy wówczas razem się modlili.

Koszarawscy duszpasterze – ks. Kozieła wspiera ks. Piotr Susfał – zwracają uwagę, że pobożność parafian przekłada się na codzienność. W liczącej ok. 2100 osób wspólnocie modli się 18 róż Żywego Różańca (w tym cztery męskie), a kilkadziesiąt osób aktywnie działa we Franciszkańskim Zakonie Świeckich. Młodzież i dzieci angażują się we wspólnocie młodych i służby liturgicznej. Parafia cieszy się trzema powołaniami kapłańskimi z nieodległej przeszłości. Stąd pochodzą księża: Łukasz Tlałka, Piotr Góra i Adrian Mętel.

Dla koszarawian także troska o kościół jako dom Boży jest naturalna. To zabytek, ale i miejsce, które służy ich spotkaniu z Bogiem. – Zaraz na początku mojej obecności w parafii otrzymaliśmy dotację na remont zabytkowych organów. Potrzebowaliśmy jednak wkładu własnego – 50 tys. zł – mówi proboszcz. – Parafianie zaskoczyli mnie bardzo, kiedy szybko zebrali potrzebną sumę. Znawcy z uznaniem mówią o brzmieniu instrumentu po remoncie i mieszkańcach Koszarawy – bo zabytek ocalał dzięki nim – dodaje ks. Kozieł, doceniając współpracę parafian, władz gminy i instytucji społecznych dla dobra wspólnoty. Ważnym jej elementem jest zaangażowanie młodych. Parafia nie ma sali, w której mogłyby się spotykać wspólnoty. Dorośli korzystają z plebanii, grupy prowadzone przez wikarego spotykają się w szkole.

Z myślą o młodych odradza się regionalny zespół Jaferki (w tutejszej gwarze: borówki), prowadzony przez animatora pielgrzymkowego Jana Hulbója. Niegdyś zespół działał przy parafii, dziś spotyka się w Gminnym Ośrodku Kultury. Młodzi ze sportowymi pasjami znajdują swoje miejsce w sekcjach koszarawskiej szkoły sportowej. – Najważniejsze to nie przeszkadzać w dobru. Jeśli razem możemy zrobić coś dobrego, to róbmy to – mówi ks. Kozieł.

Okiem proboszcza

ks. Krzysztof Kozieł, administrator w Koszarawie od 2016 r. – Na jednym z pierwszych spotkań z radą parafialną mówiłem, że jeśli para koni ciągnąca ciężki wóz idzie zgodnie do przodu, wjadą pod największą grapę. Ale jeśli jeden chce do przodu, a drugi do tyłu, to i pustego wozu nie ruszą. Moi parafianie czują się odpowiedzialni za to, co wspólne. Odradza się wiele dawnych pomysłów – mam nadzieję, że wkrótce odrodzi się istniejący niegdyś chór. Zależy mi także bardzo, żeby powstał tu dobrze zorganizowany zespół charytatywny. Prawdziwa bieda się kryje. Czasem przez przypadek dowiadujemy się o trudnych sytuacjach. Taka grupa byłaby także dobrym polem działania dla wolontariatu młodych.