Licealistki z Cieszyna zajrzały do szafy babci

Urszula Rogólska

dodane 08.10.2018 23:57

Uważa się, że to najcenniejszy polski strój regionalny. Jeden z jego elementów stanowił równowartość "malucha". Mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego pokazali swój skarb na Rynku w Cieszynie.

Na Rynku w Cieszynie mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego ustawili się w kontur stroju cieszyńskiego Na Rynku w Cieszynie mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego ustawili się w kontur stroju cieszyńskiego
Urszula Rogólska /Foto Gość

Nie byłoby tego spotkania, gdyby nie Maria Sojkowa, urodzona w 1875 r., niezwykła mieszkanka Śląska Cieszyńskiego, która ma swoją lampę w Uliczce Cieszyńskich Kobiet przy tutejszym Zamku. Była żoną, mamą i działaczką społeczną. Członkinią Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, mocno zaangażowaną w przyłączenie Śląska Cieszyńskiego do Polski. To jej postać zainspirowała Dorotę Kanię, katechetkę w II I LO im. M. Kopernika w Cieszynie, by zrealizować coś, czego jeszcze w mieście nad Olzą nie było.

Dorota wymarzyła sobie, żeby sto osób założyło miejscowy strój regionalny i zaprezentowało go na tutejszym rynku, ustawiając się na liniach konturu stroju żeńskiego, wyrysowanego kredą na bruku. A żeby ten widok poszedł w świat, zaprosiła dziennikarzy, by wdrapali się na ratuszową wieżę i stamtąd zrobili zdjęcie osobom ubranym w stroje. Zatytułowała swój pomysł "Sto na sto – sto strojów na stulecie niepodległości". Bo jubileusz ten można upamiętnić w różny sposób. Zwłaszcza w miejscu, które ma ważną kartę w historii Polski.

To z myślą o Marii Sojkowej Dorota Kania zaprosiła na cieszyński rynek mieszkańców regionu w strojach cieszyńskich. Wiadomość o spotkaniu najpierw rozeszła się wśród licealistów "Kopera" i ich nauczycieli. Podchwycili ją przyjaciele Doroty – wolontariuszki z Hospicjum im. Łukasza Ewangelisty, któremu prezesuje, tancerze i śpiewacy Zespołu Pieśni i Tańca "Ziemia Cieszyńska", dyrektorzy przedszkoli, mieszkańcy miasta i okolic. Swoją obecność obiecał także burmistrz Ryszard Macura, przyszła także nestorka – dobiegająca 80. roku życia Eugenia Banotowa.

Od lewej: Eugenia Banot  –najstarsza cieszyniaczka prezentująca suknię na rynku, Dorota Kania – inicjatorka akcji "Sto na sto" i burmistrz Ryszard Macura   Od lewej: Eugenia Banot –najstarsza cieszyniaczka prezentująca suknię na rynku, Dorota Kania – inicjatorka akcji "Sto na sto" i burmistrz Ryszard Macura
Urszula Rogólska /Foto Gość

Tylko czy zbierze się setka osób? Było ich ponad sto! Wiele pań – zwłaszcza członkinie Kół Gospodyń Wiejskich i "Ziemi Cieszyńskiej" ma własne stroje. Młodzi zajrzeli w zakamarki babcinych i prababcinych szaf, popytali znajomych, starszych i znaleźli. Julia Brożyna, licealistka "Kopera", założyła suknię cieszyńską, którą odziedziczyła po babci. Miała ją na sobie drugi raz. Pierwszy – w czasie konfirmacji. Bo w Kościele Ewangelicko-Augsburskim wraca tradycja, by w tym ważnym momencie życia podkreślić swoją tożsamość kulturową.

Koleżanka Julii, Klaudyna Handzel z Kończyc Wielkich, też odziedziczyła suknię po babci. Mówi, że na pewno ma ponad 60 lat, jeśli nie więcej. Kilka razy miała już ją na sobie: podczas gminnych dożynek czy występów w szkole podstawowej. Ania Sobol ze Świętoszówki po strój poszła do pani wójt. Też już w nim występowała kilka razy podczas różnych uroczystości, jeszcze jako uczennica szkoły podstawowej. Strój pożyczyła także Ada Tomaszewska, by razem z koleżankami wziąć udział w wyjątkowym przedsięwzięciu na rynku. Dziewczyny czuły się świetnie w strojach, choć potrzebowały trochę pomocy przy ubieraniu poszczególnych ich elementów.

Julia Sarna z Brennej wypożyczyła strój od koleżanki. Michał Padło z Międzyświecia – od taty koleżanki. Julce strój żeński bardzo się podoba, jest wygodny – wbrew pozorom – choć przyznaje, że przy zakładaniu go także potrzebowała pomocy starszych cieszyniaczek. Michał trochę narzeka – niewygodnie, ale da się wytrzymać.

Licealistki "Kopera", przyglądając się sobie – ku zaskoczeniu, ale i radości nauczycieli – nieśmiało rzuciły: – A może byśmy tak się ubrały na studniówkę? Choćby tylko do poloneza?

Nauczycielki "Kopernika" w sukniach cieszyńskich   Nauczycielki "Kopernika" w sukniach cieszyńskich
Urszula Rogólska /Foto Gość

Wśród dorosłych uczestników spotkania była m.in. Halina Sajdok-Żyła, z KGW Macierzy Ziemi Cieszyńskiej z Mnisztwa. – Jakiś czas temu skompletowałyśmy i odświeżyłyśmy stroje – zakładamy je na kościelne uroczystości, ważne lokalne spotkania – mówi, prezentując swój strój: – Żywotek z haftem ślubnym, czyli tę część gorsetową, odziedziczyłam po szwagierce męża. Fartuchy mam ze trzy, podobnie jak inne panie.

Po raz pierwszy suknię cieszyńską miała na sobie Regina Rakowska, dyrektor "Kopernika": – Jest dreszczyk emocji i wielka radość z tego, co widzę. To dla nas wszystkich nowe doświadczenie, ale mam nadzieję, że będziemy je kontynuować. Chyba łyknęłam bakcyla i tak dziś pomyślałam: przecież taki strój trzeba mieć! Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Cieszę się bardzo, że pomysł pani Doroty przypadł do gustu także młodzieży, która się bardzo starała, by znaleźć, wypożyczyć stroje i zaprezentować się na rynku.

Po prezentacji strojów w centrum miasta, zdjęciu z lotu ptaka i odśpiewaniu kilku pieśni cieszyńskich – nie zabrakło oczywiście "Ojcowskiego domu" – uczestnicy spotkania przeszli do budynku liceum, gdzie odbyło się prawdziwie rodzinne spotkanie ze strojem w roli głównej. Najpierw wszystkich powitała piękną cieszyńską gwarą szkolna polonistka Ewa Błasiak-Kanafek, zachęcając młodzież do używania jej na co dzień, a następnie Dorota Kania opowiedziała o Marii Sojkowej,

Maria Sojkowa, z domu Biłko przyszła na świat w Lesznej Górnej. Stąd przeniosła się na trzy lata do Cieszyna, gdzie uczęszczała do szkoły sióstr boromeuszek. Wyszła młodo za mąż za wdowca z trójką dzieci i zamieszkała w Trzyńcu-Oldrzychowicach. Aktywnie udzielała się w Polskim Związku Niewiast Katolickich – na zebraniu założycielskim w Jabłonkowie wygłosiła wykład na temat roli kobiety dawniej i dziś. Kiedy uczestniczyła w różnorakich kongresach, zwracała uwagę swoimi wystąpieniami i cieszyńskim strojem, który nosiła z dumą, także w czasie delegacji zagranicznych i w Warszawie.

Działała także w Związku Śląskich Katolików. Jako członkini zarządu, w grudniu 1918 r. znalazła się w Radzie Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, gdzie jej kandydaturę zaproponował sam ks. Józef Londzin. Agitowała za przyłączeniem Śląska Cieszyńskiego do Polski. Na cieszyńskim wiecu, 27 października 1918 r., miała powiedzieć: – Cieszę się, że skończyły się nareszcie czasy, kiedy kobietę w stroju cieszyńskim wyśmiewano na rynku w Cieszynie. Oto i ona dochodzi wreszcie swych praw.

W 1938 r., w czasie konfliktu polsko-czeskiego została aresztowana i zwolniona dopiero w ramach wymiany więźniów. Po rozpoczęciu II wojny, znalazła się na liście ściganych przez hitlerowców. Ukrywała się. Jednak po dwóch latach wróciła do Oldrzychowic. Została aresztowano w czerwcu 1942 r. i osadzona w cieszyńskim więzieniu. Do domu wróciła w marcu 1943 r. Nie doczekała końca wojny. W marcu 1944 r. znalazła się w szpitalu w Trzyńcu, gdzie po kilku dniach zmarła. Pochowano ją 9 kwietnia 1944 r. Nie ma już cmentarza, na którym została pochowana, nie ma więc także i jej grobu.

Po prezentacji postaci Marii Sojkowej – zaczęło się! Polonistka "Kopera" K. Michałek, wraz z członkiniami Ziemi Cieszyńskiej, dała młodym porywającą lekcje miłości do lokalnej kultury i jej części, jaką jest strój cieszyński. A właściwie nie strój. Bo to babcia pani Katarzyny, powiedziała jej, że to suknia, nie strój. W strój się kobieta stroiła, a suknię się po prostu ubierało, bo była ona używana na każdą okazję.

Najcenniejsze (materialnie) elementy sukni cieszyńskiej to napierśnik i pas   Najcenniejsze (materialnie) elementy sukni cieszyńskiej to napierśnik i pas
Urszula Rogólska /Foto Gość

Licealiści poznali wszystkie części sukni i jej nazwy. A tworzą ją: pantalony i halka, białe rajstopy, czarne buty z paskiem, na niskim obcasie, suknia i żywotek – gorset (każda kobieta ma niepowtarzalny wzór haftu) z hoczkami (czyli ozdobnymi elementami metalowymi), galonka – szeroka wstążka na dole sukni, bluzka czyli ręcznie haftowany kabotek, fortuch – czyli fartuch, przeposka – wstążka wiązana w pasie. I są jeszcze elementy zdobiące głowę: dla mężatek: koronkowy czepiec, osłonięty chustką, dla dziewcząt i kobiet niezamężnych – bandla, wstążka zdobiąca warkocz. A co istotne – mieszkanki Śląska Cieszyńskiego, po wyjściu zamaż nie ścinały włosów. Spinały je "w dudek" i chowały pod czepcem. – Włosy miały zostać piękne dla męża – długie i zadbane, podkreślając kobiecą godność i urodę – powtarzała za swoją babcią Katarzyna Michałek, a jedna z pań nauczycielek zaprezentowała na sobie 200-letni czepiec jej praprababci.

W chłodne dni panie zarzucały na siebie hackę – ciepłą chustę, a od święta żakiet – szpancer. Jeśli kobiecie pozwalały finanse, nosiła jeszcze złoto-srebrny napierśnik i pas z filigranowych elementów. Kiedyś mówiło się, że pas stanowi równowartość "malucha". Dziś panie, które marzą o pasie mówiły, że jego koszt to ok. 8–10 tys. zł! Nie bezpodstawnie w wielu kręgach znawców kultury regionalnej suknię cieszyńską uważa za najcenniejszy i najbogatszy strój w Polsce. Jego dopełnieniem była biżuteria: broszka w kształcie kwiatu cieszynianki lub innego wzoru kwiatowego, kolczyki i pierścionek.

Zebrani w auli "Kopernika" – i młode, i starsze pokolenie – nie chcieli się rozstawać. O rodzinnych skarbach wyjętych z szaf i szuflad długo jeszcze rozmawiali przy cieszyńskim kołoczu z makiem.