Jedenastu bohaterów z Żabnicy

Urszula Rogólska

dodane 01.09.2018 22:34

- W ostatnich sekundach swojego życia wołali z tej szubienicy: "Do zobaczenia w niebie, rodacy!". A Fryderyk Gaweł zawołał: "Niech żyje Pol..." ale już nie powiedział całego słowa, bo stryczek zadzierzgnął się... - wspominał dziś ks. Jan Krawiec w Żabnicy.

Ks. dr Jan Krawiec opowiedział o tragicznych wydarzeniach z 1943 r., których był świadkiem Ks. dr Jan Krawiec opowiedział o tragicznych wydarzeniach z 1943 r., których był świadkiem
Urszula Rogólska /Foto Gość

Mieszkańcy Żabnicy i innych miejscowości gminy Węgierska Górka, wraz z licznymi gośćmi spotkali się dziś pod pomnikiem partyzantów, straconych dokładnie w tym miejscu przed 75. laty, 3 września 1943 r. przez Niemców. Wśród powieszonych wówczas było jedenastu partyzantów z Żabnicy i okolicznych miejscowości: 48-letni Rudolf Dobosz, 31-letni Ferdynand Dziedzic, 39-letni Józef Fijak, 39-letni Fryderyk Gaweł, 33-letni Franciszek Chowaniec, 53-letni Jan Kania, 17-letni Stanisław Konior, 37-letni Franciszek Szumlas, 28-letni Jan Waligóra, 18-letni Ludwik Zeman, 52-letni Jan Żabnicki.

Odnowiony pomnik żabnicki, pamięci zamordowanych w 1943 r. partyzantów   Odnowiony pomnik żabnicki, pamięci zamordowanych w 1943 r. partyzantów
Urszula Rogólska /Foto Gość

Uczestnicy dzisiejszych uroczystości modlili się za nich w czasie Mszy św. i oddali im cześć podczas Apelu Poległych.

W roku 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, obchody stały się także okazją do wyrażenia pamięci o bohaterach jeszcze dwóch dramatycznych wydarzeń wrześniowych: 79. rocznicy bohaterskiej obrony Węgierskiej Górki i 72. rocznicy zamordowania żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Przy odniowonym pomniku pomordowanych partyzantów spotkali się mieszkańcy Żabnicy i całej gmny Węgierska Górka   Przy odniowonym pomniku pomordowanych partyzantów spotkali się mieszkańcy Żabnicy i całej gmny Węgierska Górka
Urszula Rogólska /Foto Gość
2 września 1939 r. o godzinie 14.00 licząca 70 żołnierzy kompania forteczna kpt. Tadeusza Semika (z 1 Brygady Górskiej) została zaatakowana przez przeważające siły nieprzyjaciela. Polscy żołnierze wyposażeni w dwa działa kalibru 75 mm, trzy działka przeciwpancerne, 10 cekaemów i 3 erkaemy, w oparciu o cztery schrony bojowe, byli w stanie wstrzymać marsz niemieckiej 7 Dywizji Piechoty na 20 godzin. Obrona ufortyfikowanej pozycji pod Węgierską Górką przyczyniła się do wycofania Grupy Operacyjnej "Bielsko" z pozycji zagrożonej okrążeniem, co z kolei umożliwiło Armii "Kraków" gen. Antoniego Szyllinga zachowanie większości sił do dalszej walki z Niemcami, zakończonej dopiero 20 września 1939 r. w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim.

Msza św. przy żabnickim pomniku partyzantów   Msza św. przy żabnickim pomniku partyzantów
Urszula Rogólska /Foto Gość

Trzecia dramatyczna rocznica wrześniowa wiąże się z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flamego "Bartka", którzy zostali zamordowani przez komunistów we wrześniu 1946 r. Oddział kapitana Flamego był największą grupą zbrojną podziemia antykomunistycznego na Górnym Śląsku i w Beskidach. Liczył około 400 uzbrojonych żołnierzy. Zbrodnia była szczegółowo zaplanowana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Decyzję o niej podjął osobiście wiceminister MBP Roman Romkowski. Plan nosił kryptonim "Lawina".  Według ustaleń historyków IPN część członków zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych z terenu Podbeskidzia pod dowództwem Henryka Flamego zostało rozstrzelanych przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a kolejni wysadzeni w powietrze w zaminowanym baraku, jaki znajdował się na terenie dawnego lotniska w Starym Grodkowie. W taki sam sposób zginęło też kilkudziesięciu żołnierzy w rejonie miejscowości Barut.

O tych rocznicach mieszkańcy gminy Węgierska Górka pamiętają od lat. Dziś mówił o nich - a zwłaszcza o tragicznej śmierci jedenastu żabnickich partyzantów - ks. dr Jan Krawiec, naoczny uczestnik wstrząsających wydarzeń z 3 września 1943 roku (obszerne fragmenty świadectwa znajdziecie na str. 3 - TUTAJ).

Dzisiejsze uroczystości odbywały się pod honorowym patronatem dr. Jarosława Szarka prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który by obecny w Żabnicy oraz Jarosława Wieczorka, wojewody śląskiego.

Wśród zgromadzonych nie zabrakło rodzin i przyjaciół zamordowanych partyzantów, kolejnych pokoleń pamiętających o nich mieszkańcach, przedstawicieli organizacji społecznych, stowarzyszeń i wspólnot, władz wszystkich szczebli, a przede wszystkim ludzi młodych - na czele z harcerzami hufca w Węgierskiej Górce, którzy za swoich patronów wybrali obrońców swojej miejscowości z 1939 roku z hufcową Dominika Matuszewską. Z kolei podharcmistrz Tomasz Tomiczek był dowódcą uroczystości i poprowadził wieńczący ją Apel Poległych. Wśród młodych byli także uczniowie miejscowych szkół i członkowie Związku Strzeleckiego.

Apel Poległych poprowadzili harcerze z hufca Węgerska Górka, których patronem są obrońcy miejscowości z 1939 r.   Apel Poległych poprowadzili harcerze z hufca Węgerska Górka, których patronem są obrońcy miejscowości z 1939 r.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Obchody rozpoczęło wciągnięcie na maszt polskiej flagi i odegranie hymnu państwowego przez parafialną orkiestrę dętą "Barka" z Żabnicy. Wszystkich powitał Piotr Tyrlik, wójt gminy Węgierska Górka.

Centralnym wydarzeniem była Msza Święta w intencji poległych oraz Ojczyzny, sprawowana pod przewodnictwem ks. Jacka Jaskierni, żabnickiego proboszcza, z udziałem m.in. ks. dr. Jana Krawca oraz ks. Artura Suski, kapelana śląskiego oddziału Straży Granicznej w Raciborzu, który wygłosił homilię. Ze wszystkimi modlił się ks. Kornel Undas, ewangelicko-augsburski dziekan Straży Granicznej.

Po Mszy św. okolicznościowy program artystyczny przedstawili uczniowie szkoły podstawowej w Żabnicy: Martyna Kania, Hubert Jędrzejek i Dawid Kozieł, przygotowani przez Cecylię Bochenek i Monikę Wojtowicz. Następnie przejmujące przemówienie wygłosił ks. Jan Krawiec, który w 1943 r. miał 13 lat.

Ks. dr Jan Krawiec opowiedział o tragicznych wydarzeniach z 1943 r., których był świadkiem   Ks. dr Jan Krawiec opowiedział o tragicznych wydarzeniach z 1943 r., których był świadkiem
Urszula Rogólska /Foto Gość
Podsumowaniem świadectwa ks. Krawca były wystąpienia prezesa Jarosława Szarka oraz Waldemara Bocheńskiego prezesa Stowarzyszenia Weteranów Polskich Formacji Granicznych. Prezes J. Szarek podkreślił: - Mając takich świadków, macie państwo skarb. Czas biegnie, będzie ich coraz mniej. To jest zadanie dla nas - żeby ta pamięć trwała. Dobrze jej strzeżcie pod tym krzyżem, który ochroniliście, kiedy z nim walczono. Potrzebujemy tego świadectwa, tej pamięci lokalnej, wokół której buduje się wspólnota. Ona jest częścią pamięci całego naszego narodu.

Dr Jarosław Szarek, prezes IPN był gościem uroczystości w Żabnicy   Dr Jarosław Szarek, prezes IPN był gościem uroczystości w Żabnicy
Urszula Rogólska /Foto Gość
W imieniu wicewojewody Jana Chrząszcza głos zabrała Magdalena Szewczuk-Szturc, dyrektor wydział spraw obywatelskich i cudzoziemców, śląskiego urzędu wojewódzkiego.

Obecna w Żabnicy poseł Małgorzata Pępek wraz z wójtem Piotrem Tyrlikiem wręczyli przyznane przez Śląski Sejmik Wojewódzki dwie honorowe złote odznaki za zasługi dla województwa śląskiego. Odebrali je ks. Jan Krawiec i społeczniczka Krystyna Kuchejda. Swoje wyróżnienia Piotrowi Tyrlikowi i jego zastępcy, prowadzącemu uroczystość Marianowi Kurowskiemu, wręczyli członkowie Stowarzyszenia Weteranów Polskich Formacji Granicznych.

Uroczysty Apel Poległych i złożenie kwiatów pod tablicą pamiątkową przy pomniku, zakończyły część oficjalną uroczystości. Na finał orkiestra "Barka" zaprosiła na koncert. Na wszystkich czekała także żołnierska grochówka.

Fragmenty wygłoszonego w Żabnicy 1 września 2018 r. świadectwa ks. Jana Krawca - naocznego świadka egzekucji polskich partyzantów:

- Jest jeszcze jeden świadek tamtych tragicznych wydarzeń - ta olcha. Jedna z trzech, na których zostali powieszeni nasi drodzy rodacy. Dwie już nie istnieją. Zachowajcie ją jako relikwię, jako cenną pamiątkę, którą kiedyś będą oglądać z okazji stulecia tego tragicznego wydarzenia - zaczął swoją opowieść ks. Krawiec, opisując wydarzenia, które miały miejsca dokładnie w tym miejscu, w którym przemawiał, a które wówczas było rozległym pastwiskiem, z widokiem na panoramę Baraniej Góry.

- 3 września 1939 roku poddała się załoga Westerplatte Południa, przestała istnieć wolna Polska, wolny świat, ale nie przestał istnieć naród Polski, który w każdym zakątku naszej ojczyzny, również w Żabnicy, zajął się pracą konspiracyjną - mówił ks. Krawiec, przypominając, że polegała ona wówczas na gromadzeniu broni, którą pozostawili polscy żołnierze, opuszczający pobliskie forty, ale i przeprowadzaniu polskich oficerów przez gajowego Franciszka Szumlasa i pracowników leśnych na Słowację, skąd zmierzali na zachód, wstępując do formowanego tam wojska polskiego.

Ks Jan Krawiec i Krystyna Kuchejda zostali wyróżnieni złotą odznaką honorową za zaslugi dla województwa śląskiego   Ks Jan Krawiec i Krystyna Kuchejda zostali wyróżnieni złotą odznaką honorową za zaslugi dla województwa śląskiego
Urszula Rogólska /Foto Gość
W 1941 i 42 roku, działalność ta przerodziła się w ruch partyzancki. Po fatalnej wpadce, kiedy to gestapo wśliznęło się w szeregi grupy, 6 lipca 1943 r., rozpoczęły się aresztowania. Ks. Krawiec wymieniał kolejno nazwiska: Gaweł, Fijak, Szumlas, Dobosz, Konior i inni… - 3 września 1943 r. .- straszna wiadomość. Zawiadamiano mieszkańców, że o 15.00 będą powieszeni rodacy tutaj na placu, koło Krawcowego mostu… - wspominał dziś duszpasterz. - Od rana z bratem obserwowaliśmy, jak Polacy z Żabnicy, zmuszeni przez Niemców, budowali tu szubienicę pod nadzorem gestapowców. Miała metr pięćdziesiąt. Na trzech olchach była żerdź, na której zawisło jedenaście białych sznurów z pętlami.

Do oglądania egzekucji zmuszono mieszkańców Żabnicy, Cięciny, Ciśca i sąsiednich miejscowości. - Uzbrojeni Niemcy otoczyli nas wszystkich, bo spodziewali się, że partyzanci mogą robić im utrudnienia. O czternastej zaczęły zjeżdżać samochody z gestapowcami, którzy wcześniej uczestniczyli w egzekucji w Kamesznicy, dokonanej na dziesięciu Polakach o dwunastej. Po wykonaniu tamtej egzekucji, około piętnastej, w tumanie kurzu przyjechała kolumna samochodów. W środku - zakratowana więźniarka. Zatrzymała się przy wierzbie. Otwarto drzwi i wyrzucano skazańców. Ręce związane z tyłu. Dwóch gestapowców brało pod pachę więźnia i podprowadzali po schodach na szubienicę, ale najpierw ich pod pętlami ustawiano. Zrzucano im czapkę czy kapelusz. Rudolf Dobosz miał złamaną nogę. Upadła laska, upadł na ziemię. Gestapowcy go podnieśli i podprowadzili jak innych pod szubienicę. Kiedy stanęli, nagle jakieś poruszenie wśród gestapowców. Zauważyli, że pod dużą wierzbą stał ks. Gabriel Zemanek, którego powiadomił Jakub Wojtyła, że będą wieszani nasi rodacy. Ksiądz był ubrany w sutannę. Miał fioletową stułę. My z bratem staliśmy jakieś dziesięć kroków od niego. Na znak skruchy, skazańcy spuścili głowy, a on im udzielił rozgrzeszenia. Któryś z gestapowców to zauważył. Jeden z policjantów z Węgierskiej Górki powiedział księdzu, żeby się wynosił. Ksiądz zdjął stułę i alejką szybko szedł między ludźmi. Ruszyli za nim gestapowcy, a ludzie się ścieśniali, utrudniając im przejście. Ksiądz poszedł do domu mojego kolegi Mieczysława Kupczaka - do sieni - i szybko na strych, ruchomą drabiną, za komin.

Mieszkańcy gminy Węgierska Górka i ich goście pamiętali o bohaterskich obrońcach swojej miejscowości z 1943 r.   Mieszkańcy gminy Węgierska Górka i ich goście pamiętali o bohaterskich obrońcach swojej miejscowości z 1943 r.
Urszula Rogólska /Foto Gość

Gestapowcy nie znaleźli księdza - przeszukując dom, stwierdzili, że "klecha nie dalby rady wejść po belkach na strych".

- Tam trwało polowanie na księdza, a tu przez potężny głośnik wyczytywano wyrok: Rudolf Dobosz, urodzony w 1895, zamieszały w Sopotni Wielkiej, i kolejne nazwiska, aż po Jana Żabnickiego, urodzonego w 1892 roku - a potem zapadły straszne słowa, które brzmiały mniej więcej: Wyżej wspomniani tutaj więźniowie, za to, że różnymi środkami sposobami wspierali "zieloną kadrę", zostali przez sąd doraźny w Mysłowicach skazani na karę śmierci. Wyrok ma być wykonany natychmiast przez powieszenie… - wspominał ks. Jan.

Jak mówił ks. Krawiec, skazani, dotychczas milczący, wchodzili w przerażającej ciszy po schodkach, gdzie gestapowcy nakładali im pętle. - Kiedy mieli ich zrzucać, wtedy odezwali się nasi więźniowie i wyznali swoją wiarę. W ostatnich sekundach swojego życia wołali z tej szubienicy: "Do zobaczenia w niebie, rodacy!", "Do widzenia rodacy! Zostańcie z Bogiem!". A Fryderyk Gaweł zawołał jeszcze: "Niech żyje Pol..." ale już nie powiedział całego słowa "Polska", bo stryczek zadzierzgnął się i zakończył jego życie...

Mieszkańcy gminy Węgierska Górka i ich goście pamiętali o bohaterskich obrońcach swojej miejscowości z 1943 r.   Mieszkańcy gminy Węgierska Górka i ich goście pamiętali o bohaterskich obrońcach swojej miejscowości z 1943 r.
Urszula Rogólska /Foto Gość
Ciała wisiały do godziny osiemnastej. Jak opowiadał kapłan, kiedy je zrzucano, słychać było szloch, płacz, który trudno opisać Jedni zasłaniali oczy, inni odwracali się od szubienicy. Niemcy zapuścili silniki samochodów, by zagłuszyć szlochy. Kiedy lekarz stwierdził zgon, z jednego z samochodów wyszło dwóch więźniów z Auschwitz. Wywlekli ciała do samochodów. Następnie wywieziono je do krematorium...

Na drugi dzień ks. Zemanek odprawiał pogrzeb Michała Żyrka, kolegi Fryderyka Gawła, który dowiedziawszy się o aresztowaniu, zmarł na zawał. Sam ks. Gabriel, także zmarł na zawał niespełna dwa tygodnie później, 14 września.

- Przez tę publiczną egzekucję, Niemcy planowali złamać Polaków. To ich nie załamało, ale zmobilizowało. Bo oni wzięli sobie do serca, że jeśli będzie potrzeba, to będą za ojczyznę i jej wolność - jak ci ich rodacy - gotowi walczyć i oddać życie - podkreślił ks. Krawiec, apelując, by przykład żabnickich partyzantów stał się wzorem dla następnych pokoleń; by wiarę i miłość do ojczyzny zachować i przekazać kolejnym…