Jasna Góra pieszo - non stop w 36 h

Urszula Rogólska

dodane 09.06.2018 12:56

17 śmiałków zmierza pieszo z Jawiszowic-Os. Brzeszcze do Częstochowy w trzeciej pielgrzymce dla zapracowanych "JG24h - Jasna Góra bez kompromisów". U celu chcą być dziś o 21.00.

Pierwsze metry pielgrzymki bez kompromisów Pierwsze metry pielgrzymki bez kompromisów
Urszula Rogólska /Foto Gość

Na Jasną Górę wyruszyli po Mszy św. 8 czerwca z kościoła Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach-Osiedlu Brzeszcze. Siedemnastu piechurów i cztery osoby z ekipy technicznej. Pielgrzymi idą niemal non stop - mają do pokonania 126 km, które chcą przejść w 36 godzin. Trasa jest podzielona na 15 etapów o długości ok. 8,5 km. Idą z prędkością 5 km/h. Po każdym etapie odpoczywają ok. pół godziny.

Wśród piechurów są dwaj duszpasterze: ks. Łukasz Listwan - wikary w Wilkowicach i ks. Piotr Bratek - wikary w Roczynach. Ks. Łukasz jako jedyny idzie w pielgrzymce po raz trzeci. Ale w ekipie jest także Grzegorz Smolarek, który po raz drugi wziął na siebie obowiązki koordynatora i pilota pielgrzymki. To właśnie Grzegorz, ks. Łukasz i nieobecna w tym roku Agata Malicka zainicjowali przed trzema laty projekt "JG24h" - ekstremalne wędrowanie do Częstochowy dla tych, którym obowiązki bądź okoliczności życiowe nie pozwalają na pielgrzymowanie w sierpniu.

Tegoroczna ekipa pieszego wędrowania na Jasną Górę w 36 godzin   Tegoroczna ekipa pieszego wędrowania na Jasną Górę w 36 godzin
Urszula Rogólska /Foto Gość
Tegorocznym hasłem pielgrzymki są słowa: "Chcemy słuchać Cię!". - Co drugi etap zatrzymamy się na pięciominutowej konferencji w duchu tego tematu - mówi ks. Łukasz Listwan. - Będziemy mówić o słuchaniu Pana Boga, o tym, że On chce do nas mówić. Codziennie mówi do nas wiele osób. Usłyszeć w tym wszystkim głos Pana Boga -  to jest czasem bardzo trudna sprawa. A po drugie: co znaczy słuchać? Kiedy słucham i słyszę, muszę reagować. Jeśli po słuchaniu nie ma mojej reakcji, to znaczy, że nie słuchałem…

Ks. Łukasz zaznacza, że na tej pielgrzymce jest wiele szans na słuchanie głosu Boga - na trasie nie ma wspólnego śpiewu, głośnej wspólnej modlitwy: - W drugiej połowie trasy zaproponuję wszystkim cały etap bez wypowiadania słowa - w milczeniu. To może być fizycznie wykańczające, bo kiedy się z kimś rozmawia, jest łatwiej. Ale wiem, że potrzebujemy takiego czasu. Bo człowiek, który wychodzi na pustynię słowa, ma szansę wyrzucić z siebie toksyczne myśli. Kiedy się od nich uwolnimy, na Jasną Górę wejdziemy na czysto, ze łzami szczęścia, a nie łzami, które będą nam przypominać, że coś zawaliliśmy. Jest nas dwóch księży - żeby każdy miał okazję zrzucić w sakramencie spowiedzi to, co chcemy zrzucić.

Od lewej: ks. Piotr Bratek, ks. Eugeniusz Burzyk i ks. Łukasz Listwan   Od lewej: ks. Piotr Bratek, ks. Eugeniusz Burzyk i ks. Łukasz Listwan
Urszula Rogólska /Foto Gość
Pielgrzymkę rozpoczęła Msza św. sprawowana przez księży pielgrzymów i ks. proboszcza Eugeniusza Burzyka, który na początku liturgii zauważył, że pielgrzymka wyrusza w dniu uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa: - Wiemy jak ważne jest serce w czasie wysiłku, w czasie pielgrzymki, przy wysiłku tak ekstremalnym. Ale dzisiaj mówimy o Sercu Jezusa - pełnym miłości, o tym Sercu najważniejszym. Módlmy się, abyśmy podczas tej pielgrzymki mogli otworzyć się na Bożą miłość. Pomyślmy też o naszej motywacji, bo miłość do Boga i człowieka jest podstawową motywacją tej ekstremalnej pielgrzymki.

W kazaniu ks. Piotr Bratek przypomniał, że uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa poprzedza sobotnie wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi. - To swoiste wyjście do Matki Bożej. Droga trudna i wymagająca, ale jest jeden cel: zbawienie, poświęcenie, ofiara, intencja, którą noszę w sercu. Ktoś stojący z boku mógłby nazwać nas szaleńcami Bożymi. Gdyby nie nasze postanowienia i intencje w sercu, to nie miałoby sensu. Chcemy prosić o serce pokorne w tej drodze do nieba.

Większość piechurów solidnie się przygotowywała do pielgrzymki - także w trosce i innych idących obok.

Ks. Łukasz Listwan przygotowując się, od zeszłego roku przespacerował ponad 1100 km, z czego wcale nie tak mało podczas wieczornych spacerów z wilkowickimi parafianami, w ramach swojej duszpasterskiej inicjatywy "Zaproś księdza na spacer". W dowolnie wybranym dniu tygodnia można się umówić z ks. Łukaszem na spowiedź czy rozmowę w trasie. - Większość moich tras w tygodniu - to spacery wokół kościoła w Wilkowicach. Nawet z 15 km można tak zrobić. Ja trenuję, a jednocześnie cieszę się, że mogę służyć jako kapłan.

Zaznacza, że przygotowanie fizyczne jest bardzo ważne, ale trzeba do tego pielgrzymowania podchodzić z ogromną pokorą. - Dwie poprzednie pielgrzymki nauczyły nas, że kryzys i tak przychodzi - ostrzega. - Jest pokusa, żeby stwierdzić, że nie dam rady dalej. Plecak pełen intencji mobilizuje. Mimo przygotowań staram się cały czas uświadamiać, że trzeba wielkiej pokory i nienastawiania się, że w sobotę o 21.00 znajdę się na Jasnej Górze. Może się tak nie stać. I wtedy tym bardziej trzeba przyjąć to, co Pan Bóg dla mnie przygotował. Można się zamknąć na ten wymiar duchowy i przeżyć ten czas jako pewne ekstremum sportowe. Tyle że wtedy tracę połowę wartości tego czasu...

Ks. Łukasz Listwan idzie w ekstremalnej pielgrzymce na Jasną Górę po raz trzeci   Ks. Łukasz Listwan idzie w ekstremalnej pielgrzymce na Jasną Górę po raz trzeci
Urszula Rogólska /Foto Gość
Po raz pierwszy w pielgrzymce biorą udział  Agnieszka i Wojciech Andrzejczakowie z Brzeszcz. - Prawdopodobnie nie uda się nam pójść na klasyczną pielgrzymkę, stąd decyzja, żeby pójść teraz - mówią. - Paradoksalnie - idziemy teraz i w takiej formie z powodu braku czasu! Przygotowywaliśmy się na miarę możliwości. Braliśmy też udział w czterech spotkaniach, na które zaprosili nas organizatorzy - na pierwszym pan rehabilitant wyjaśniał nam, jak ćwiczyć, by na trasie dobrze stawiać stopy i uniknąć kontuzji, a także jak się odżywiać. Na kolejnym rozmawialiśmy o przygotowaniach duchowych. Trzecie było małym treningiem - razem szliśmy 20 km w tempie pielgrzymkowym, by ostatecznie podjąć decyzję, czy podołamy. A ostatnie było już spotkaniem organizacyjnym.

- To na pewno nie jest jedynie wyczyn sportowy. Będzie ciężko, ale wymiar duchowy, nasze i powierzone nam intencje są tak istotne, że ufamy, iż ten trud zostanie nam wynagrodzony. Idziemy podziękować za ten rok, za zdrowie naszych dzieci, za to, co się wydarzyło w naszym życiu. Wiara uskrzydla.A tak szczególnie za pośrednictwem "Gościa" chciałam zapewnić o pamięci Wandę z Brzeszcz - dodaje Agnieszka.

Wielu pielgrzymuje po raz pierwszy, inni chcą powtórzyć zeszłoroczne doświadczenie   Wielu pielgrzymuje po raz pierwszy, inni chcą powtórzyć zeszłoroczne doświadczenie
Urszula Rogólska /Foto Gość
Pierwszy raz w życiu i od razu tak ekstremalnie pielgrzymuje Aneta Kaczmarek z Wilkowic, która do Jawiszowic przywieźli rodzice - Ola i Stanisław.

- Ks. Łukasz poprosił mnie o przygotowanie plakatu na pielgrzymkę. Poza tym uwielbiam chodzić, więc to była taka naturalna decyzja, że chcę tu być - mówi Aneta. - Od stycznia chodziłam codziennie na częstsze, dłuższe spacery, czasem takie ponad 50 km. Wiadomo - główny powód pielgrzymowania to intencje, ale też chciałabym się sprawdzić fizycznie, czy dam radę.

Ks. Piotr Bratek osiem razy wędrował już z tradycyjną pielgrzymką do Częstochowy. Ma nadzieję, że w sierpniu pójdzie ponownie, ale do wędrówki z ekipą JG 24h zdopingowały go intencje: własne, parafian i wielu innych osób. Od trzech tygodni maszerował codziennie po 10, 15 km. - To pewien sposób sprawdzenia się, ale przede wszystkim moje podziękowanie dla Matki Najświętszej. Wiem też, że moi parafianie modlą się za mnie. Podchodzę do tego wszystkiego z wielką pokorą - to wielki wysiłek, ale myślę, że z pomocą Matki Bożej i Pana Boga wszystko jest możliwe…