Kościół to nie uniwersytet wojskowo-medyczny

Urszula Rogólska

dodane 12.03.2018 22:38

- Nasza robota w tym świecie, to jest bycie szpitalem polowym, leczenie ludziom ran - mówił Szymon Hołownia w Lipniku.

Szymon Hołownia w kościele w Lipniku Szymon Hołownia w kościele w Lipniku
Urszula Rogólska /Foto Gość

Grupa "Rodziny Razem", spotykająca się w parafii Narodzenia NMP Bielsku-Białej-Lipniku, razem z ks. proboszczem Jerzym Wojciechowskim, zaprosiła Szymona Hołownię - dziennikarza, publicystę, autora książek i społecznika, by opowiedział o tym "Jak czynić dobro?". Temat spotkania nawiązywał do tytułu książki S. Hołowni: "Jak robić dobrze".

Zainicjowane przez lipnickiego gościa dwie fundacje: Kasisi i Dobra Fabryka, pomagają w siedmiu krajach - w Afryce i w Polsce. - Staramy się robić wszystko, aby ludzie, którzy robią dobre rzeczy, a potrzebują wsparcia, dostali je. Metodą naszego działania jest crowdfunding - finansowanie społecznościowe. Prosimy wielu ludzi, żeby zaangażowali się we wsparcie naszych projektów - tłumaczył.

Po dwóch stronach

W ten sposób fundacje pomagają prowadzić największy sierociniec w Zambii, gdzie pomoc znalazło 250 dzieci z najróżniejszymi historiami życiowymi z całego kraju: chore na AIDS, po przemocy fizycznej, seksualnej, ofiary handlu ludźmi, dzieci z zespołem Downa, z porażeniami, dzieci porzucone.

Rodziny i duszpasterze z Lipnika słuchali o tym "Jak czynić dobro"   Rodziny i duszpasterze z Lipnika słuchali o tym "Jak czynić dobro"
Urszula Rogólska /Foto Gość

Dobra Fabryka ma pod swoją opieką hospicjum na 20 łóżek w Rwandzie, a także 72-łóżkowy szpital w Kongo, w miejscu gdzie trwa niegasnący, podtrzymywany konflikt zbrojny, skąd wycofali się już nawet "Lekarze bez Granic". To jedyny wiejski szpital w promieniu wielu kilometrów - bez prądu, bez drogi dojazdowej. Prąd czerpie z generatorów i solarów. Z pomocy korzysta tu 15 tys. pacjentów rocznie, w tym ok. 3 tys. dzieci z malarią. W ośrodku leczenia choroby głodowej pomocy potrzebuje prawie 250 dzieci.

Fundacja prowadzi także szkołę zawodową dla 56 dziewcząt w Senegalu, spółdzielnię rolniczą w wysuszonym rejonie Burkina Faso; w Togo pomaga 36 trędowatym, pozostawionym bez opieki przez inne fundacje i pojedynczym osobom z innych miejsc.

W Polsce zaangażowali się w pomoc ofiarom nawałnicy w Borach Tucholskich, a także kupowali piecyki i ciepłe buty dla mieszkańców warszawskich pustostanów. Jak tłumaczył Szymon Hołownia, w Polsce jednak "podaż" organizacji pomagających jest duża: - My chcemy iść tam, gdzie naprawdę nikogo z pomocą już nie ma - mówił. - Idziemy w takie miejsca, gdzie dobro się dzieje, ale to dobro jest na krawędzi zamknięcia, bo nie ma pieniędzy.

W planach fundacji jest stworzenie hospicjum dziecięcego na Ukrainie oraz pomoc wspólnotom katolickim w Chinach.

11 marca w Lipniku na spotkaniu z Sz. Hołwonią   11 marca w Lipniku na spotkaniu z Sz. Hołwonią
Urszula Rogólska /Foto Gość

- Tak naprawdę nasza działalność nie pomaga tylko tym, którzy są tam. Ona pomaga pomagającym. Dajemy ludziom możliwość zrobienia czegoś dobrego. W bardzo prosty sposób - przy pomocy naszych projektów, naszych aplikacji, akcji, jest bardzo łatwo zrobić coś dobrego. Możemy zmieniać świat po jednej i po drugiej stronie - mówił dziennikarz, przypominając fundacyjne hasło: "Każdy ma coś, nikt nie ma wszystkiego". - Możemy się wymieniać dobrami, które mamy: ktoś da nam swoją uwagę, wdzięczność, a my mamy do dyspozycji 5 zł czy 50 tys. zł. "Zdrowaśkę" czy moment uwagi, życzliwego zainteresowania tym, że są ludzie na końcu świata, którzy czegoś potrzebują, w związku z czym ja też muszę zacząć żyć inaczej.

Tę sytuację S. Hołownia porównał do Eucharystii - przyjmując Jezusa, który jest głową Kościoła, przyjmuję cały Kościół, wszystkich ludzi z ich problemami, cierpieniami, ranami. Wszyscy jesteśmy jednym organizmem i każda nasza decyzja ma znaczenie, każde 5 zł, każde kliknięcie. - Póki jesteśmy w doczesności, nie ma momentów bez znaczenia - każdy jest ważny. Bo każdy albo nas prowadzi w jakąś stronę albo nas z tej drogi sprowadza - tłumaczył S. Hołownia. - Jak wejdziemy w wieczność, w perspektywę, w której nie ma już przeszłości i przyszłości, będzie inaczej. Ale teraz jest tak, że tu się rozgrywają najważniejsze rzeczy świata.

Szymon Hołownia nazwał siebie listonoszem, który "nosi różne rzeczy od jednych ludzi do drugich - od tych, którzy trochę więcej mają, do tych którzy nie mają". Niczyją winą ani zasługą jest to, że urodził się w Somalii, Sudanie czy w Polsce: - Jeśli nie ma tutaj winy i zasługi, to musimy być trochę bardziej sprawiedliwi i uważni w postrzeganiu tego świata i temu też służą te fundacje - zaznaczył.

Szpital polowy

Szymon Hołownia został zapytany o to jak ewangelizować, jak głosić Dobrą Nowinę na co dzień w środowiskach nam nieprzyjaznych.

Spotkanie z Szymonem Hołownią zorganizowała grupa parafialna "Rodziny Razem"   Spotkanie z Szymonem Hołownią zorganizowała grupa parafialna "Rodziny Razem"
Urszula Rogólska /Foto Gość

Odpowiadając zaczął od tego, że w Polsce mamy komfortową sytuację i nadużyciem jest mówienie, że katolicy tu są prześladowani: - To, że ktoś ma wątpliwość czy nie do końca podziela naszą wrażliwość, to jest to wyzwanie nie dla mojego intelektu, co dla decyzji, którą podejmuję. Bo ja od 20 lat zajmuję się gadaniem i pisaniem, i wiem, że gadanie i pisanie nie nawraca, nie zmienia życia, że - podobnie jak w czasach Jezusa - zmienić może je postawa, z której wynika gadanie i pisanie. Nawrócenie, ewangelizacja - jeśli ma się dokonać, to w tym kluczu, o którym tyle się mówi - że XXI wiek musi być wiekiem świadectwa chrześcijańskiego - nie chrześcijańskiego intelektu, chrześcijańskiej rozkminki ani wojowania chrześcijańskiego.

Przypomniał słowa papieża Franciszka, że jeśli dziś mówi się, że jest na świecie wojna, spór, konflikt, to miejsce Kościoła na tej wojnie to nie mają być koszary, ani akademia sztuki wojennej, ani nawet uniwersytet wojskowo-medyczny, tylko to ma być szpital polowy. - Jeśli mają o nas myśleć, jak o chrześcijanach, to powinniśmy również leczyć rany tych ludzi, którzy nie do końca są nam przyjaźni. Nasza robota w tym świecie, to jest bycie szpitalem polowym, leczenie ludziom ran - niezależnie od tego czy przychodzą z takiej czy innej strony.

- Moim zadaniem jest leczyć ten świat, żyć tak, żeby ludzie najpierw się powkurzali, a potem zapytali: zaraz, a skąd ty to masz? Skąd ty to masz, że skacze ci wszystko na głowę, a ty masz nadzieję, nie że jesteś głupkowato uśmiechnięty, tylko, że masz coś takiego w sobie, że to jest niewątpliwa nadzieja. A my możemy im odpowiedzieć, że od Niego - bo On przeszedł wszystko i na koniec okazało się, że nie ma śmierci. Jedyne, co mamy światu do zaoferowania to to, że Chrystus zmartwychwstał.

Dostał lekarstwo, którego potrzebował

Uczestnicy spotkania pytali również o spotkania z papieżem Franciszkiem. - Mam 42 lata a widziałem na własne oczy trzech najwybitniejszych papieży ostatnich setek lat: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Każdy z nich daje Kościołowi coś, czego ten inny nie daje, ale daje coś innego - jeden daje nieprawdopodobnie charyzmatyczne przywództwo, drugi olbrzymi intelekt i ogromną precyzję analizy, trzeci daje geniusz duszpasterski. Bo Franciszek to jest proboszcz świata, ktoś, kto zęby zjadł na frontowej robocie duszpasterskiej.

Szymon Hołownia mówił o Franciszku, jak o człowieku z innego kręgu kulturowego i kościelnego niż nasz. - U nas, w Europie, na początku jest prawo, prawda, później inne rzeczy. U nich - miłość na początku, później przyjaźń. My zaczynamy teologię od góry - dogmat, stwierdzenie, aksjomat i schodzimy na dół, zastanawiając się, jak to ludziom wytłumaczyć. Oni mają dokładnie odwrotnie. Oni wychodzą i mówią, co dziś Bóg mówi do Kościoła, co widzimy w ludziach, a później próbują zrobić jakąś myśl, nad którą będą pracować.

Jak mówił S. Hołownia, Franciszek to stuprocentowy Latynos, który tańczy tango, jest kibicem piłkarskim, ale nie jest słodkim dziadziem - kiedy trzeba, potrafi dołożyć. To człowiek, który potrafi zrobić kanapkę strażnikowi, który siedzi u niego pod domem, który potrafi wydzwaniać do ludzi, o których czyta w gazetach, martwiąc się czy ich problemy zostały rozwiązane. Kiedy wielu z nas jest tylko kibicami Jezusa z szalikiem na szyi, Franciszek jest graczem na boisku.

Podczas spotkania z Szymonem Hołownią   Podczas spotkania z Szymonem Hołownią
Urszula Rogólska /Foto Gość

Nawiązując do postaw ludzi, którzy "mają problem" z Franciszkiem, S. Hołownia odwołał się do dokumentu Amoris Laetitia, który wskazuje, że są sytuacje, w których można sobie wyobrazić, że biskup pozwoli pod pewnymi warunkami na przyjęcie Komunii Świętej przez ludzi, którzy żyją w drugim związku. - We mnie rodzi się pytanie - dlaczego ja miałbym mieć z tym problem?  Jeżeli ten ktoś, kto jest w dużo bardziej pokręconej sytuacji niż ja jestem, dużo bardziej poraniony przez swoje wybory, sytuacje, które się wydarzyły, dużo więcej wycierpiał niż ja i nagle biskup mu pozwoli otrzymać Komunię. Czy to znaczy, że ja mam teraz lecieć i zdradzać żonę? Czy to znaczy, że powiem - to już nie ma sensu, małżeństwo nie ma sensu, nierozerwalność nie ma sensu i będę się puszczał na prawo i lewo, bo papież Franciszek mi pozwolił? Czy to oznacza właśnie to? Czy to znaczy, że jeśli on to dostał, to mam zmienić moje życie? No nie. Ja nadal widzę wartość w tym, że żyję w małżeństwie. I na to nie ma wpływu, czy ten rozwodnik dostanie Komunię Świętą. Ja mogę się cieszyć, że dostał lekarstwo, którego potrzebował. Dlaczego ja mam mu tego bronić, jeżeli to jest sprawa autoryzowana przez mój Kościół, mojego biskupa?

Nie martw się, będę cię odwiedzał w więzieniu

Jak podkreślił lipnicki gość: - We mnie jest wdzięczność za człowieka, który tak bardzo widzi drugiego i Boga w nim, który jest chyba jednym z pierwszych ludzi, który mi pokazał radykalizm ewangeliczny w praktyce - że to jest możliwe w Kościele instytucjonalnym.

Uczestnicy spotkania "Jak czynić dobro" w lipnickim kościele   Uczestnicy spotkania "Jak czynić dobro" w lipnickim kościele
Urszula Rogólska /Foto Gość

Dziennikarz podał przykłady przytaczane przez abpa Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego, który mówi, jak często, żeby pomóc potrzebującym, łamie obowiązujące prawo. Miał kiedyś powiedzieć: "Ojcze święty, nas kiedyś zamkną za to, co tutaj robimy". A co papież odpowiedział? Czy tak: "Wiesz, mieliśmy już te problemy z Vatileaks za Benedykta, weź zrób to zgodnie z procedurami, no trzeba to jakoś uporządkować, to nie może być tak na dziko”. Nie! Co mówi papież: - Nie martw się, będę cię odwiedzał w więzieniu.

Kiedy przyszła walizka z kilkuset tysiącami euro adresowana do papieża było wiadomo, że pieniądze pochodzą z brudnych interesów. Czy papież zarządził dochodzenie i badanie banknotów? Nie, wątpiącemu, co robić, powiedział - Te pieniądze już się nawróciły, ty jeszcze nie.

- Może to była jedyna dobra rzecz jaką ten człowiek zrobił w życiu. Nawet jeśli mu się wydawało, że przez to kupi łaskę Pana Boga, to niechcący zapisał się do nieba albo przynajmniej do czyśćca - mówił S. Hołownia, przypominając papieskie słowa, że w dzisiejszym świecie ewangeliczna przypowieść o zagubionej owcy - jednej ze stu, ma odwrotne proporcje - dziś zaginęło 99 owiec i musimy się zastanowić jak je odnaleźć.

Mówiąc o radykalizmie Ewangelii, o głodnych, więźniach, uchodźcach, S. Hołownia zaznaczył: - Ewangelia nikomu nie zapewnia zdrowia, nikomu nie obiecuje bezpieczeństwa narodowego, nikomu nie obiecuje tego, że mu się problemy finansowe rozwiążą, nikomu nie obiecuje niczego poza jednym - nie będziesz się bał, nie będziesz miał w sobie lęku. Bo Jezusowi też niczego nie oszczędzono - ani cierpienia, ani problemów finansowych w dzieciństwie, ani tysięcy innych. Nie będziesz się bał.

Dziennikarz dodał: - Zajmij się Ewangelią, a Ewangelia się zajmie tobą. Tego nie da się zrobić odwrotnie. Na ile pozwalam Ewangelii, na tyle ona zmienia moje życie. Nie znam nikogo, kto by przez Franciszka odszedł od Kościoła. A znam setki tysięcy, którzy przez Franciszka do Kościoła przyszli.

Jak konkretnie pomóc poprzez fundacje Kasisi i Dobra Fabryka, można się dowiedzieć z internetowych stron obu fundacji.