Św. Piotr i skarpetki w stołówce u serafitek

Urszula Rogólska

dodane 08.03.2018 21:23

Takich słuchaczy rekolekcji, jakich ma ks. Robert Kasprowski w Oświęcimiu, chciałby mieć pewnie każdy duszpasterz!

Ciepłe skarpetki były prezentem dla uczestników rekolekcji u sióstr serafitek Ciepłe skarpetki były prezentem dla uczestników rekolekcji u sióstr serafitek
Urszula Rogólska /Foto Gość

Po raz drugi, po trzech adwentowych wieczorach w grudniu ub. r., na zaproszenie siostry serafitki Szymony Pierwoły, kierowniczki stołówki dla ubogich im. bł. M. Małgorzaty Szewczyk w Oświęcimiu, rekolekcje dla korzystających tutaj z posiłków, głoszą ks. Robert Kasprowski i parafialna grupa ewangelizacyjna z Pisarzowic, która współpracuje ze wspólnotą "Miłość i Łaska Chrystusa" z Białej. Rekolekcje rozpoczęły się 7 marca, a zakończą jutro, 9 marca o 16.30 - Mszą św. w kaplicy sióstr.

Ten czas jest jednocześnie inauguracją cyklu wielkopostnych spotkań dla ludzi ubogich, poszukujących, wątpiących, zagubionych: "Krzyż Nadziei wbrew nadziei", które odbędą się także w Andrychowie i Biesku-Białej. Więcej o nich przeczytacie TUTAJ.

Każdego dnia uczestnicy rekolekcji słuchają Słowa Bożego, głoszonego przez ks. R Kasprowskiego i wspólnie uwielbiają Pana Boga z zespołem muzycznym. Bohaterem, który prowadzi ich przez ten czas, jest św. Piotr. Każdego dnia ksiądz zaprasza słuchaczy, do podążania za Apostołem w kontekście jego wiary, nadziei i miłości. A tym samym pokazuje jak w beznadziejnych, trudnych sytuacjach, patrząc na Jezusa - właśnie tego ukrzyżowanego - odkrywać nieskończoną miłość i troskę Boga o każdego człowieka.

Na zakończenie czeka na wszystkich kolacja, deser i… prezenty, przygotowane przez członków wspólnoty "Miłość i Łaska Chrystusa". Są nimi ciepłe skarpety, zebrane w bialskiej wspólnocie i pakiety higieniczne oraz żywność.

Pisarzowicka grupa wspólnoty "Miłość i Łaska Chrystusa" prowadzi modlitwę dla uczestników rekolekcji "Krzyż Nadziei wbrew nadziei"   Pisarzowicka grupa wspólnoty "Miłość i Łaska Chrystusa" prowadzi modlitwę dla uczestników rekolekcji "Krzyż Nadziei wbrew nadziei"
Urszula Rogólska /Foto Gość

Kiedy ks. Kasprowski zaczyna mówić, słychać tylko ciszę, ale już po chwili obecni wchodzą mu w słowo i dzielą się swoim doświadczeniem niemal każdego zdania, które głosi. Tu nie ma bariery: głoszący rekolekcjonista i milczący lud Boży. Tu każdy żywo włącza się w głoszone słowo. Pewnie niejeden rekolekcjonista może pozazdrościć ks. Kasprowskiemu takiego uważnego i żywego odbioru!

Pierwszego dnia rekolekcji, ich uczestnicy usłyszeli dwa fragmenty Ewangelii, ukazujące św. Piotra w kontekście wiary. Pierwszy - o tym, jak w okolicach Cezarei Filipowej Jezus zapytał uczniów za kogo uważają Go ludzie. Wtedy Piotr odważnie i zdecydowanie powiedział w imieniu Apostołów, że Jezus jest Mesjaszem, jest Synem Bożym.

Ks. Robert Kasprowski głosi rekolekcje w stołówce sióstr serafitek w Oświęcimiu   Ks. Robert Kasprowski głosi rekolekcje w stołówce sióstr serafitek w Oświęcimiu
Urszula Rogólska /Foto Gość

Drugim fragmentem był ten, kiedy Jezus mówi, że musi iść do Jerozolimy, gdzie zostanie zabity, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. Piotr się oburza: "Panie, niech Cię Bóg broni!". Wtedy słyszy od Jezusa mocne słowa: "Zejdź mi z oczu szatanie!".

Ks. Kasprowski najpierw zaprosił wszystkich by odpowiedzieli na pytanie, kim dla nich jest Jezus Chrystus: - Kim On jest dla ciebie, człowieka, którego ludzie widzą gdzieś tam na marginesie, któremu nie ufają, nie akceptują, któremu coś w życiu się nie udało, może też gdzieś pobłądził. Czy jest może Bogiem znanym z katechezy sprzed lat, którego czasem odwiedzam w kościele, Bogiem, który ma spełniać moje życzenia, a jeśli ich nie spełnia, to się na Niego obrażam? Czy Bogiem, który nadaje sens mojemu życiu - także wtedy kiedy spotyka mnie choroba, nieszczęście, bieda…

Słuchacze oświęcimskich rekolekcji   Słuchacze oświęcimskich rekolekcji
Urszula Rogólska /Foto Gość

Rekolekcjonista zachęcił, by niezależnie od tego, jaka jest nasza codzienność i od tego czy zmieni się na lepsze czy też nie, nieustannie wierzyć, że Bóg ani na chwilę nie opuszcza nikogo, zwłaszcza cierpiącego. - Materialnie jestem ubogi ale to nie znaczy, że duchowo też jestem biedny. Dzięki wierze, jestem bogaty. Mam coś, czego brak wiary nie daje. Nawet w tych najtrudniejszych momentach. Nie traktujemy tego co nas spotyka, jak "karę" Pana Boga. Bóg ci mówi: - Chcę ci pokazać, że mam dla ciebie inną drogę, niż ta, która sam sobie wymyśliłeś, tylko chciej mi uwierzyć - nawet jeśli nie rozumiesz…..

Drugie pytanie, jakie usłyszeli uczestnicy rekolekcji, to: jaka jest moja wiara? Czy modlitwa jest dla mnie jak oddech czy korzystam z sakramentów - ze spowiedzi, z Mszy św. czy świadczę o wierze swoim życiem?

Omawiając drugi fragment dotyczący św. Piotra, ks. Kasprowski zaznaczył, że nasza wiara nie jest procesem skończonym. - Jeśli raz powiem: "Panie Boże, wierzę w Ciebie, wierzę Tobie", to szatan będzie czyhał na nas - mówił ks. Kasprowski, przywołując przykłady znanych sobie alkoholików - Wielu, choć obiecywało, że to już ostatni raz, wciąż wracało do picia. Wielu wracało do nałogu po leczeniu. Ale mam znajomego który 27 lat temu wziął kieliszek w barze, odwrócił go i od tego czasu nie pije - mówił rekolekcjonista. - Ale mówił mi też, że każdego dnia sobie uświadamia swoją przeszłość i prosi pana Boga, żeby potrafił o siebie zawalczyć. Tak samo jest z naszą wiarą: nie mogę powiedzieć, że już dzisiaj moja wiara nie musi się rozwijać. Trzeba ją wzmacniać, dlatego tak ważna jest modlitwa, życie sakramentalne. My bardzo łatwo wierzymy w Boga, kiedy jesteśmy na fali. Kiedy przychodzi moment trudny - już jest inaczej. Ale sam Jezus powiedział, że nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego ten, kto nie będzie niósł swojego krzyża. Czasem ta droga będzie wyboista, będziemy mieli dość, ale to co wtedy będzie najważniejsze, to nasza wiara Bogu, który kocha i umacnia. Żebym był pewien: "Jest trudno, ale dlatego, że Ty jesteś, jest łatwiej".

Po ewangelizacji na wszystkich czekał poczęstunek, przygotowany przez siostry serafitki   Po ewangelizacji na wszystkich czekał poczęstunek, przygotowany przez siostry serafitki
Urszula Rogólska /Foto Gość

Ks. Kasprowski podkreśla, że każdy z obecnych w stołówce - także on i wspólnota z Pisarzowic - jest słuchaczem i uczestnikiem rekolekcji.

- Czekaliśmy na ten czas. Bardzo się nam podoba. Słyszymy słowa, które mówią o nas, o naszym życiu. I że bez Boga nic nie zrobimy - mówią korzystający na co dzień z posiłków w stołówce.

- To prawda, to są rekolekcje i dla nas - mówi Anna Tora z grupy muzycznej. - Dla mnie to jest spotkanie z prawdziwym Chrystusem. Nie tym z obrazka, ale Chrystusem, który cierpi, jest poniżany. My się tu nawzajem mocno budujemy.

- Kiedy patrzę na tych ludzi, przewartościowuję pewne sprawy w moim życiu. To, co mnie wydaje się problemem, w kontekście tego, co przeżywają oni, jest znikome, małe. To błogosławiona uczta - podkreśla Aneta Adamczyk z Pisarzowic.

Po kolacji - jeszcze przygotowany deser!   Po kolacji - jeszcze przygotowany deser!
Urszula Rogólska /Foto Gość

- Czasem się zastanawiam czy ten czas jest bardziej potrzebny nam czy tym osobom - mówi Wojciech Trembla, gitarzysta grupy. - Mamy czasem głupie wyobrażenia o tych ludziach. Czasem nam nieładnie pachną. A trzeba z nimi usiąść, pogadać, posłuchać. Oni się bardzo otwierają, czekają na taki kontakt. Pamiętam jak było podczas poczęstunku w ubiegłym roku "u Brata Alberta" w Bielsku. Nie byliśmy głodni, nie chciało się nam pić, ale zostaliśmy z nimi. Tego im było trzeba. Pamiętam jak ktoś z nich zapał moją gitarę i przypominał sobie jak to było przed laty, kiedy grał. Chcieli z nami być, rozmawiać.

- Oni potrzebują człowieka. I to w nich spotkałam ludzi prawdziwych, szczerych, otwartych - dodaje Aneta. - Bywa, że nie mają już nadziei. Borykają się ze swoją przeszłością i teraźniejszością. Chcemy im pokazywać, gdzie odnaleźć tę nadzieję, która zmienia życie. Ona jest w krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa. Bo można zawierzyć się Bogu i nieść krzyż z NIm. On wie co to cierpienie. I On wie jak iść, żeby zwyciężyć to, co najciemniejsze. Wystarczy do Niego przylgnąć.

S. Szymona Pierwoła wręcza wszystkim prezenty - ciepłe skarpety   S. Szymona Pierwoła wręcza wszystkim prezenty - ciepłe skarpety
Urszula Rogólska /Foto Gość

Uczestniczką rekolekcji jest też siostra Szymona Pierwoła, która od siedmiu lat prowadzi stołówkę

- Codziennie dzielimy się naszym posiłkiem z około 60 osobami. To ludzie ubodzy, potrzebujący. To nieprawda, że tu przychodzą tylko alkoholicy - podkreśla siostra. - Przychodzą, ale tacy, którzy chcą coś ze swoim życiem zrobić. Pozostali unikają tego miejsca, bo sami rezygnują z pracy nad sobą. Przychodzący do nas mają jakiś dochód, ale ten nie pozwala im się godnie utrzymać, brakuje na jedzenie. Bardzo czekali na te rekolekcje już od Adwentu, kiedy grupa prowadząca była tu po raz pierwszy. Tym razem trochę zdziesiątkowały ich choroby, ale myślę, że wielu do piątku jeszcze dojdzie. Oni potrzebują miłości, zrozumienia, podania im posiłku z życzliwością. W prowadzeniu tej stołówki widzę jak Pan Bóg działa. Nie otrzymujemy żadnych dotacji. Dzielimy się tym, co same mamy. A resztę załatwia Pan Bóg, Martwiłam się dziś skąd wziąć 350 zł na kiełbasę dla nich, skąd 120 bułek. Jak powiem, że przyszła jedna osoba, która mi wręczyła 350 zł nawet imienia nie chciała podać, to chyba mało kto uwierzy. A bułki podarowała nam jedna pani. I takie historie zdarzają się nam tu codziennie…