Senegalskie serca w walizkach z Istebnej

Urszula Rogólska

dodane 21.10.2017 23:33

Młodzi wolontariusze ze wzruszeniem mówią o chwilach, kiedy zmęczone dzieci zasypiały im na rękach, bo czuły się przy nich dobrze i bezpiecznie, czy kiedy dziecko brane na ręce nie chciało już z nich schodzić, a na finał wchodziło do walizki oznajmiając, że zabiera się do Polski!

Wolontariusze VIDES ze swoimi senegalskimi przyjaciółmi Wolontariusze VIDES ze swoimi senegalskimi przyjaciółmi
Wolontariusze VIDES

Choć od powrotu z wakacyjnego wyjazdu czwórki wolontariuszy salezjańskiej organizacji VIDES do na misję w Senegalu minęły już prawie dwa miesiące, wspomnienia nie tylko wciąż są żywe, ale i na nowo dodały im skrzydeł do pracy w cosobotnim oratorium dla dzieci, które działa od 9.00 do 12.00 w budynku istebniańskiego gimnazjum!

Z jednych zdjęć spoglądają skupione twarze maluchów na lekcjach języków obcych, n kolejnych - zwinne ciemne dłonie splatają bransoletki z kolorowych żyłek, na innych aparat aż miał trudność z złapaniem ostrości podczas żywiołowych tańców czy sportowej walki na boisku!

Wyruszyli na początku sierpnia w piątkę: ekipa z Istebnej - Karina Czyż, Renata Tyman, Jerzy Juroszek i ks. Piotr Wolny SDB z Istebnej, a z Łodzi ich przyjaciółka, Marta Kempińska. Droga prowadziła ich przez Pragę i Paryż do Dakaru, a stamtąd pojechali w dziesięciogodzinną podróż wszerz całego kraju, do miejscowości Tambacounda, oddalonej od Dakaru o prawie 500 km. Już nazajutrz zostali oficjalnie przedstawieni podczas niedzielnej Mszy świętej miejscowej ludności, a kolejnego dnia rozpoczęli spotkania z dziećmi.

Ciepło wolontariuszy sprawiało, że maluchy ufnie lgnęły do nich każdego dnia   Ciepło wolontariuszy sprawiało, że maluchy ufnie lgnęły do nich każdego dnia
Efekty wspólnej pracy cieszyły wszystkich tak samo!

- Składały się na nie dwie części zajęć - do południa dzieci miały lekcje z języka francuskiego, angielskiego, portugalskiego, matematyki, fizyki i chemii, zaś po południu czekały na nie animacje, warsztaty z poezji, teatru, tańca i zajęcia artystyczne. W środy i w piątki - zajęcia sportowe dla wszystkich - relacjonuje Karina. - Pracowaliśmy wspólnie z grupą lokalnych animatorów. Oni w głównej mierze zajmowali się prowadzeniem lekcji, my zaś animacją, prowadzeniem warsztatów i gier sportowych. Współpraca z tymi młodymi ludźmi z dnia na dzień rosła w siłę, mimo trudności językowych coraz lepiej rozumieliśmy się. To wszystko za sprawą ich otwartości, chęci porozumiewania się, cierpliwości i entuzjazmu, jaki nam okazywali. Miało to piękne przełożenie na wspólną pracę z dziećmi.

Po co pojechali? - Chcieliśmy dołączyć do misjonarzy i opiekunów dzieci, których troską jest ich wychowanie i wszechstronny rozwój: okazywanie im tego poprzez chęć nauczenia ich nowych technik artystycznych, by rozwijały się manualnie, ale również, by kształtowała się ich wyobraźnia, rozwijała kreatywność, umiejętności pracy w zespole - podkreślają wolontariusze. - Przede wszystkim jednak ze wszystkich sił staraliśmy się okazać im serce, ciepło, sprawić trochę frajdy i radości, rozśmieszyć i dać poczucie, że nie są nam obojętne.

Efekty wspólnej pracy cieszyły wszystkich tak samo!   Efekty wspólnej pracy cieszyły wszystkich tak samo!
Wolontariusze VIDES

Młodzi wolontariusze ze wzruszeniem mówią o chwilach, kiedy zmęczone dzieci zasypiały im na rękach, bo czuły się przy nich dobrze i bezpiecznie, czy kiedy dziecko brane na ręce nie chciało już z nich schodzić, a na finał wchodziło do walizki oznajmiając, że zabiera się do Polski. - Do zajęć dzieci przykładały się z niezwykłym skupieniem, dokładnością i precyzją. Wszystko sprawiało im radość, ze wszystkiego się cieszyły, nawet najmniejsza rzecz wywoływała uśmiech zadowolenia - opowiada Karina. - Bardzo pilnie podchodziły również do lekcji, byli chłonni nowej wiedzy - a był to przecież dla nich czas wakacji!

Polacy z ogromnym podziwem mówią o 14 młodych senegalskich animatorach, z którymi współpracowali. - Z pełną powagą możemy powiedzieć, że skradli nasze serca - mówią. - Sierpień również dla nich był czasem wakacji, a zatem relaksu i odpoczynku, czasem podjęcia pracy, zarobienia trochę grosza na dalszą naukę. A oni oddali ten czas swoim młodszym kolegom i koleżankom na wyłączność. Wielu z nich życie bardzo doświadczyło, niejeden boryka się z problemami finansowymi, a co niektórzy nie mają w domu prądu ani wody. Ubodzy materialnie, dawali innym (nam również) tyle bezcennych darów!

Ostatniego dnia młodzi przygotowali święto, na które zaprosili rodziców dzieci. Każdy warsztat prezentował owoce swojej pracy. A skoro jest święto, musi być i taniec - w Afryce! Na koniec każde dziecko otrzymało słodki upominek i kolorowy balonik.

Ostatni wieczór w Tambacounda wolontariusze spędzili z młodymi przyjaciółmi przy uroczystej kolacji i długich rozmowach. Każdemu ofiarowali pamiątkowe zdjęcie i upominek. Przed powrotem do Europy, trzy dni spędzili w Dakarze, poznając historię kraju. Odwiedzili także wyspę Goree, która przez ponad 300 lat była wyspą niewolników.

- Mówiąc o pobycie w Senegalu nie możemy zapomnieć o życiu i kulturze tego kraju. Językiem urzędowym w Senegalu jest francuski, ale wszyscy mieszkańcy posługują się językiem wolof. Mimo, iż 90% ludności to muzułmanie, a chrześcijanie to mały procent społeczeństwa, wszędzie panują przyjazne relacje, serdeczna atmosfera, respektowane są święta obu tych religii, nie ma mowy o wzajemnej agresji na tle religijnym. W Tambacounda mieszkaliśmy w pobliżu trzech meczetów, z których co rano o piątej imam wzywał do modlitwy. Dźwięki muzułmańskich modlitw dało się też słyszeć podczas wieczornych Mszy świętych, kiedy wpatrzeni byliśmy w białą hostię wzniesioną wysoko, a gdzieś w oddali, za naszymi plecami ktoś inny kłaniał się innemu bogu. Nie przeszkodziło to w budowaniu atmosfery życzliwości i szacunku pomiędzy nami, a lokalną społecznością. Nie ważne było dla nich kim jesteś na co dzień, jakim samochodem jeździsz, jaki masz telefon, czy nosisz modne ciuchy. Miarą człowieka była siła jego uśmiechu, gest wyciągniętej dłoni i czas poświęcony na rozmowę.

Wspólny miesiąc cieszył tak maluchy, jak i ich opiekunów z Polski   Wspólny miesiąc cieszył tak maluchy, jak i ich opiekunów z Polski
Wolontariusze VIDES

Wolontariusze podkreślają wielką otwartością, jaka ich spotykała na każdym kroku. - Mimo, iż wróciliśmy do Polski, każdy zajął się już swoimi obowiązkami, myślami nadal jesteśmy w Senegalu. Powróciliśmy z przeświadczeniem, że wolontariat w Senegalu był tym właściwym miejscem i właściwym czasem dla każdego z nas - mówią. - Nadal chcemy pomagać dzieciom i młodzieży w Tambacounda, gdyż widzieliśmy ile jest tam jeszcze potrzeb, ile możliwości, by wesprzeć i pomóc. Mamy w sercach poczucie, że ta misja jeszcze się nie skończyła.

W przygotowaniu misji pomógł im materialnie i finansowo sztab ludzi dobrej woli. - Dzięki nim mogliśmy ofiarować dar pieniężny na budowę i wyposażenie biblioteki, która powstanie w Dakarze, mogliśmy zawieść blisko 100 kg materiałów plastycznych i sportowych, by służyły dzieciom w Tambacounda, jak również ofiarować tam pieniądze na projekty edukacyjne. Wszystkim z serca dziękujemy. Pamiętaliśmy w naszych modlitwach i nadal będziemy za wszystkich dobroczyńców modlić. Odczuwaliśmy także moc modlitw, które wielu ludzi zanosiło w naszej intencji. Serdecznie dziękujemy za każdą, choćby tę najkrótszą modlitwę, za Komunię Świętą i posty, które były za nas ofiarowywane. Było to nieocenione wsparcie, bez którego ciężko by nam było wypełniać swoje posłannictwo. Wszystkim i za wszystko senegalskie - Jërëjëf! - "Dziękuję!" w języku wolof.

Pełna wersja tekstu w papierowym "Gościu Bielsko-Żywieckim" nr 42, s. VI-VII.