Gdzie są ludzie „Bartka”?

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 39/2017

dodane 28.09.2017 00:00

Zostali zamordowani we wrześniu 1946 roku. Wciąż nie są znane miejsca ich pochówków.

Pierwsze szczątki, odkryte przed rokiem na polanie śmierci w Starym Grodkowie przez zespół badaczy IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, nadal są badane i trwa ich identyfikacja. Jeszcze nie wiadomo, gdzie znajdują się inne groby partyzantów z Beskidów. Jak przypomina Łukasz Lewandowski, prezes Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy NSZ VII Okręgu Śląskiego, w wyniku prowokacji UB, określanej kryptonimem „Operacja Lawina”, życie straciło około 200 podkomendnych mjr. Henryka Flamego „Bartka”, dowódcy VII Zgrupowania Śląskiego Narodowych Sił Zbrojnych. Większość z nich w kilku transportach, pod pretekstem przerzutu na Zachód, wywieziono i zamordowano. Stary Grodków na Opolszczyźnie to miejsce pierwszych z odkrytych grobów. Inne prawdopodobnie znajdują się w Barucie. – Ale do tych zamordowanych trzeba dodać także partyzantów, którzy w tym czasie stracili życie w indywidualnych akcjach lub zastrzeleni podczas aresztowania – zaznacza Łukasz Lewandowski. Ich losy też często nie są znane, nie wiadomo, gdzie spoczywają. Stowarzyszenie Rodzin prowadzi m.in. działania wspierające naukowców z IPN w identyfikacji odnalezionych w Starym Grodkowie szczątków ofiar.

Grodków pamięta

W rocznicę wymordowania żołnierzy „Bartka” w Starym Grodkowie odbyły się uroczystości z udziałem przedstawicieli władz państwowych i samorządowych, parlamentarzystów, Wojska Polskiego oraz rodzin ofiar. Obecny był m.in. wojewoda opolski Adrian Czubak, starosta brzeski Maciej Stefański, burmistrz Grodkowa Marek Antoniewicz, wójt Skoroszyc Barbara Dybczak, wójt Węgierskiej Górki Piotr Tyrlik. Uroczystości rocznicowe rozpoczęło poświęcenie i uroczyste nadanie imienia Zgrupowania NSZ mjr. Henryka Flamego „Bartka” rondu w Grodkowie. Poświęcenia dokonał bp Rudolf Pierskała z Opola, który przewodniczył następnie polowej Mszy św. na płycie poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie, w sąsiedztwie polany, na której zginęła grupa żołnierzy „Bartka”. Po niej wszyscy udali się na polanę, gdzie złożyli kwiaty i wzięli udział w modlitwie oraz Apelu Poległych. Przybyli bliscy wielu partyzantów, m.in. Władysława Szczotki „Orlika” z Kamesznicy, Franciszka Talika „Misia”, Karola Talika „Rysia”, braci Zawadów: „Groma” i „Skrzetuskiego”, Franciszka i Michała Pajestków z Ciśca, Józefa i Karola Maślanków („Tygrysa” i „Borsuka”) z Ciśca, Tadeusza Obtułowicza „Janosika”. Obecna była córka dowódcy zgrupowania, mjr. Henryka Flamego „Bartka” – Alicja, a także prezes Władysław Sanetra z okręgu Podbeskidzie Związku Żołnierzy NSZ i kapelan tego środowiska ks. prał. Władysław Nowobilski, emerytowany proboszcz z Ciśca. Koncelebrowaną Mszę św. sprawował też ks. kan. Tadeusz Krzyżak z Bystrej Krakowskiej, gdzie upamiętniony jest kapelan partyzantów ks. Rudolf Marszałek „Opoka”. Przybyli przedstawiciele Związku Żołnierzy NSZ Śląsk Cieszyński z prezesem Zbigniewem Chmielniakiem, a krewne Jana Przewoźnika „Rysia”, zastępcy „Bartka”, odebrały dokument pośmiertnego mianowania go na stopień kapitana. Jak co roku rodzinom beskidzkich partyzantów towarzyszyli przedstawiciele Górali Żywieckich, oddziału Związku Podhalan i podbeskidzkiej Solidarności. „Ci młodzi żołnierze do końca pozostali wierni Rzeczypospolitej. Walczyli, ponieważ nie godzili się na wizję ojczyzny okupowanej przez Sowietów” – pisał w liście skierowanym do uczestników uroczystości w Starym Grodkowie prezydent Andrzej Duda.

Znajdziemy wszystkich!

– 71 lat temu tutaj dokonano zbrodni szczególnej nawet jak na ówczesne komunistyczne realia – podkreślał w Starym Grodkowie prof. Krzysztof Szwagrzyk. – W Polsce po roku 1944 pomordowanych zostało tysiące ludzi, ale o dwóch wydarzeniach możemy mówić jako o zbrodniach masowych. Pierwszym, dobrze znanym, jest tzw. obława augustowska, w której zginęło ok. 700 osób. Drugim, mniej znanym, jest to, co wydarzyło się na ziemi opolskiej: wymordowanie około 150 żołnierzy „Bartka” i utajenie miejsc, gdzie pogrzebano ich szczątki. Jak podkreślał prof. Szwagrzyk, tuż po mordzie w Starym Grodkowie przyleciała tu delegacja władz z Warszawy, sprawdzić realizację zamierzonego planu i przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że cel: pozbawienie życia i wymazanie z pamięci ludzi, został osiągnięty... – A jednak dziś udaje się odnaleźć szczątki bohaterów. To dzieje się także tutaj. W zeszłym roku mieliśmy honor odnalezienia tych pierwszych. Szukamy następnych. Byliśmy w tym roku w kilku miejscach i będziemy w kolejnych, przez następne lata. I będzie tak, aż znajdziemy wszystkich. Wierzę, że tak się stanie. Nie wiem, kiedy to będzie, nie wiem, w jakim miejscu ich znajdziemy, ale wiem jedno: znajdziemy ich wszystkich! Jeszcze w tym roku będą znane te pierwsze nazwiska, na które rodziny tak bardzo długo czekają. A w następnym roku na polanie, gdzie zginęli, powstanie pomnik. To będzie za rok, a my dzisiaj, naszą obecnością i modlitwą w Starym Grodkowie pokazujemy, że zwyciężyła prawda, że pamiętamy i będziemy pamiętać o naszych bohaterach zawsze – zapewniał prof. Szwagrzyk. Troska i serdeczność, jaką gości udających się na polanę śmierci partyzantów „Bartka” oraz samo miejsce ich grobów otoczyli harcerze i mieszkańcy Starego Grodkowa, stanowiła wzruszające potwierdzenie tych słów... – Dziękuję za waszą obecność i świadectwo, dzięki któremu kształtujemy wszyscy razem świadomość narodową – dodawała wójt Barbara Dybczak.

Na polanie śmierci

Tu były kwiaty, salwa honorowa i łzy, wycierane ukradkiem. Córka „Bartka”, pani Alicja, z zadumą patrzyła na zdjęcia ojca, które ktoś zawiesił na drzewach wokół polany... Siostra Beata Talik, dominikanka, bratanica partyzanta Karola Talika i córka poległego w I wojnie światowej żołnierza przyznawała, że przykład rodzinny zawsze ją mobilizował, by była dzielna i dlatego stara się tu przyjeżdżać... – Ja jestem tutaj z potrzeby serca, żeby uczcić naszych bohaterów i stanąć po stronie prawdy, którą sam odkrywałem dopiero niedawno, bo nawet o bolesnych losach osób z rodziny wcale się nie mówiło, a jedyne, co można było usłyszeć o partyzantach, to: „bandyci”. Dopiero teraz zaczyna się okazywać, ile w tych utrwalanych opiniach było ubeckich prowokacji – mówi Krzysztof Duda z Łodygowic, z grupy rekonstrukcji historycznej NSZ „Rodzynki”. Obok, również w partyzanckim mundurze, z ryngrafem na piersi, stanął Marek Snaczke. – Tak chcemy upamiętnić bestialską śmierć naszych bliskich, naszych bohaterów. Tu najprawdopodobniej zginął „Tygrys” z oddziału mojego dziadka. Mój dziadek Władysław Szczotka „Orlik” nie wyjechał, bo miał w Kamesznicy żonę, trójkę dzieci. Został w lesie, pod Baranią Górą, nadal ścigany – tłumaczy pan Marek. W listopadzie 1950 r. wraz z Janem Filarym „Lisem” zostali zdradzeni, złapani przez ubeków i zastrzeleni w Cumówkach pod Baranią. – Dziadek był ranny i jeszcze żył, kiedy go złapali. Potem furmanką przewieźli ich do Cieszyna, a świadek z Koniakowa mówił mi, że przywiązali ich do furmanki i wlekli po drodze, wołając, że tak kończą bandyci... W Cieszynie, na terenie śmietniska, bez trumien, tylko w workach jutowych, obu pochowano. Ojciec „Orlika”, którego wezwano do identyfikacji, wrócił do domu siwy, a w ciągu trzech miesięcy zmarł. Dopiero kilka lat temu udało się przeprowadzić ekshumację i teraz dziadek jest już pochowany w Kamesznicy obok babci. Zaczął walczyć o Polskę w 1939 r., był w niewoli, uciekł, potem w ZWZ-AK działał jako „Wilczek”, a więc na froncie był właściwie 11 lat. Był ostatnią ofiarą „Operacji Lawina”, jeśli nie liczyć prześladowań wobec babci, która groźby i szykany przypłaciła ciężką chorobą – podsumowuje Marek Snaczke.

Żywiec wspominał

Z okazji 71. rocznicy śmierci żołnierzy „Bartka” uroczystości odbyły się też 18 września w Żywcu. Tu w kościele Świętego Krzyża Mszę św. za dusze pomordowanych sprawowali: ks. prał. Nowobilski, ks. dziekan Stanisław Kozieł i proboszcz konkatedry ks. Grzegorz Gruszecki, a po przygotowanej przez młodzież prezentacji historycznej odbyło się złożenie kwiatów pod pomnikiem Żołnierzy NSZ przez delegacje władz miejskich, powiatowych oraz szkół. – Najważniejsze dla nich były wartości: Bóg, honor, ojczyzna, za które w każdej chwili gotowi byli oddać swoje życie – mówił prezes Władysław Sanetra, dedykując żywieckim uczniom słowa św. Jana Pawła II, który apelował: „Nie chciejcie ojczyzny, która niczego od was nie wymaga”. – Chcemy dziś oddać cześć bohaterom, o których przez lata można było mówić tylko źle. Dziś możemy przywołać do głosu prawdę o nich – dodawał.

Tagi: