Jonasze powiedzieli „tak”

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 42/2016

publikacja 13.10.2016 00:00

Odkąd się poznali, on zwraca się do niej: Zosieńko, ona do niego: Adasiu. – Nawet gdyby chciało się wyrzucić jakąś złość, to te słowa zamykają takie możliwości – śmieją się Zofia i Adam Jaroszowie, nowa para diecezjalna Domowego Kościoła, rodzinnej gałęzi oazy.

Swój październikowy dzień wspólnoty rodziny bielsko-żywieckiego Domowego Kościoła przeżywały w kościele św. Stanisława w Andrychowie. Było to spotkanie naprawdę historyczne! Po 24 latach zakończyli swoją posługę pierwszy diecezjalny moderator ruchu ks. Jerzy Musiałek, na co dzień proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kętach, a także diecezjalna para, która pełniła tę funkcję przez dwie kadencje – Anita i Krzysztof Tyrybonowie z parafii św. Macieja w Andrychowie.

Poniosą Ewangelię

Małżonkowie z całej diecezji powitali nowych odpowiedzialnych za podbeskidzką oazę rodzin: ks. Jacka Moskala, obecnie wikarego w konkatedralnej parafii Narodzenia NMP w Żywcu, oraz nową parę diecezjalną – Zofię i Adama Jaroszów z oświęcimskiej parafii NMP Wspomożycielki Wiernych. Ksiądz Jacek Moskal jest duszpasterzem z 10-letnim stażem, ma za sobą pełną formację w oazie młodzieżowej, a od sześciu lat posługuje Domowemu Kościołowi.

Zofia i Adam Jaroszowie są małżonkami od 32 lat, w oazie rodzin działają od 26 lat. Mają czworo dzieci i czworo wnucząt. W Andrychowie specjalne błogosławieństwo nowego moderatora otrzymały także nowe pary odpowiedzialne za małżeńskie kręgi w pięciu rejonach diecezji. Spotkanie rozpoczęła konferencja nowego moderatora „Miłosierni niosący Ewangelię”. Następnie małżeństwa w grupach dzieliły się swoim doświadczeniem miłosierdzia, modliły się przed Najświętszym Sakramentem i uczestniczyły we Mszy św. koncelebrowanej pod przewodnictwem ks. Jerzego Musiałka. Ks. Jerzy, który spotkał Domowy Kościół jeszcze jako kleryk, dzięki ks. infułatowi Franciszkowi Kołaczowi z Krakowa, późniejszemu moderatorowi diecezjalnemu i krajowemu ruchu, dziękował małżonkom za możliwość posługiwania wśród nich: – Nie wiem, kim bym był, gdyby nie wy... A młodym księżom, którzy dziś tu stoją ze mną przy ołtarzu, chcę powiedzieć, że będąc z Domowym Kościołem, nic nie stracicie. Może trzeba poświęcić trochę czasu wolnego. Ale to, co zyskacie, przyniesie wam dobro duchowe i takie zwyczajne, ludzkie. Jak prawdziwy ojciec po Mszy św. ks. Jerzy obdarował każdego z obecnych… lizakiem. Był oczywiście także czas na podziękowania za lata posługi moderatorowi i ustępującej parze diecezjalnej. W buty nowych obowiązków szybko wskoczyli także Zosia i Adam Jaroszowie – bardzo dobrze już znani niemal wszystkim członkom ruchu w diecezji. Byli jedną z dwóch par, których kandydatury Domowy Kościół przedstawił biskupowi Romanowi Pindlowi. Ksiądz biskup zadecydował, że to właśnie oni będą przez najbliższe trzy lata dbać o formację małżonków i rozwój oazy rodzin.

Poszliśmy za Nim

Domowy Kościół Jaroszowie zaczęli poznawać jako młodzi małżonkowie dzięki przyjaciołom z parafii Chrystusa Króla na bielskich Leszczynach. – Kiedy się odwiedzaliśmy, bywaliśmy często na Mszy św. w tamtejszym kościele. Widzieliśmy ludzi, którzy byli zaangażowani w liturgię, a potem serdecznie witali się po Mszy, rozmawiali ze sobą. Dowiedzieliśmy się, że to oazowicze z Domowego Kościoła – opowiadają Jaroszowie.

– Zaczęliśmy się im przyglądać. Trafiliśmy na rekolekcje ewangelizacyjne – takie z projekcją filmu „Jezus”. To było niesamowite doświadczenie spotkania z żywym Bogiem, prowadzone przez wspaniałego kapłana, ks. Bogusława Mielca – do dziś jesteśmy mu wdzięczni za tamten czas. Jezus – nasz osobisty Pan i Zbawiciel – zaprosił nas do pójścia za Nim bez oglądania się za siebie. Zrobiliśmy to. Na kolejne trzy lata zatrzymali się na Leszczynach. Ich animatorami była późniejsza para diecezjalna, Henryk i – dziś już świętej pamięci – Krystyna Brzóskowie. – Przeżyliśmy I i II stopień rekolekcji i stwierdziliśmy, że się nasyciliśmy na tyle, że czas wrócić z tym dobrem do siebie – kontynuują. – Dołączyliśmy najpierw do kręgu małżonków w sąsiedniej parafii św. Maksymiliana w Oświęcimiu, a po jakimś czasie udało się utworzyć także pierwszy krąg w naszej salezjańskiej parafii. Dziś mamy w niej jeden młody pięciorodzinny krąg i nasz, tworzony przez trzy małżeństwa – jedno z racji wieku nie jest już stałym członkiem, ale wciąż jest z nami na wszystkich spotkaniach. Jaroszowie mają czwórkę dzieci: najstarszy syn Paweł z żoną Asią – małżonkowie z sześcioletnim stażem – od czterech lat są także w DK. 26-letnia Magda od kilku tygodni jest szczęśliwą żoną Kamila. W domu są jeszcze 19-letnia Marta i 14-letni Michał.

Jak ten Jonasz

– Jeszcze niedawno czuliśmy się jak Jonasz we wnętrznościach ryby – uśmiechają się Jaroszowie. – Uciekaliśmy od posługi pary diecezjalnej już od… końca lat 90. ubiegłego wieku… Kilkanaście lat temu poprosił nas o tę posługę ks. Jerzy. Akurat wtedy staraliśmy się o czwarte dziecko. Ks. Jerzy tylko spojrzał i śmiał się: „Żeby nie być parą diecezjalną, to jesteście zdolni nawet dziecko sobie zafundować”. Ale to nie był ucieczka. Mieliśmy swoje przymierze z Panem Bogiem jeszcze z czasów narzeczeństwa. Kiedy planowaliśmy naszą rodzinę, myśleliśmy o czwórce dzieci – jeśli tak Pan Bóg widzi naszą historię życia. 14 lat temu urodził się Michał. Kiedy miał trzy lata, temat wrócił. Znów przyszła do nas kolejna para diecezjalna. A my… że Michał taki mały i że w pracy tyle nowych obowiązków. Nie, to nie był ten czas. Za kolejne trzy lata i kolejne trzy znów odwiedzały nas kolejne pary z prośbą o podjęcie tych obowiązków, a my ciągle mieliśmy jakieś wytłumaczenia. W końcu przyjechali Anita i Krzysztof. – Czułam się jak Jonasz i myślałam: kimże my jesteśmy, żeby Panu Bogu ciągle mówić „nie” – opowiada Zosia. – Patrząc po ludzku, to naprawdę najmniej odpowiedni moment na nowe obowiązki: mamy wnuczęta, chorych rodziców, czujemy, że jesteśmy coraz starsi. Kompletnie nie wyobrażamy sobie tej posługi, ale powiedzieliśmy: „Tak. Z pokory i ogromnej wdzięczności wobec Ciebie, Panie Boże, bo tak nam błogosławisz, aczkolwiek byłoby lepiej, żebyś kogoś innego posłał”.

Spaliśmy spokojnie

– Przed wyborem na parę diecezjalną mieliśmy też swego rodzaju furtkę – to ksiądz biskup miał zadecydować o wyborze jednej z dwóch przedstawionych par. Spaliśmy spokojnie. Druga para kandydacka to wspaniali, radośni, młodzi małżonkowie. Wiedzieliśmy, że Duch Święty na pewno pokieruje dobrze. Uważaliśmy, że postawi na młodość, bo ruch tak wspaniale się rozwija, jest tyle nowych par. Tak – młode małżeństwo to najlepszy wybór! Stało się jednak inaczej – wybrano Jaroszów. – Wpadliśmy w panikę – opowiadają. – We wspólnocie pilotowaliśmy młode kręgi, dawno nie byliśmy zaangażowani w diakonię diecezjalną. Kiedy pojechaliśmy na spotkanie kręgu diecezjalnego, niewiele nam mówiły nawet używane we wspólnocie skróty nazw rekolekcji, spotkań. Kiedy zapytano nas o wizję ruchu, powiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nie mamy wizji – ma ją Pan Bóg. Dziś możemy powiedzieć, że wciąż nie wiemy, do czego nas powołuje. Natomiast to, czego doświadczyliśmy przebywając w młodych kręgach, wskazuje nam wyraźnie: trzeba jak najlepiej formować małżonków w ruchu od samego początku, żeby potem potrafili nieść ten płomień radości życia Ewangelią. Troska o młode kręgi, żeby opiekowały się nimi pary z charyzmatem, takie, które doświadczyły autentycznego spotkania z żyjącym Bogiem – to na pewno sprawa dla nas bardzo istotna. Druga to diakonia wychowawcza. Nasz najstarszy syn Paweł i jego żona Asia obdarowali nas już wnukami. Wiemy, jak ważna dla młodych małżonków jest pewność, że dzieci – w każdym wieku – mogą razem z nimi uczestniczyć we wszystkich rekolekcjach i spotkaniach, że żadne z nich nie musi rezygnować z tego czasu. Bo jest ktoś, kto w tym czasie odpowiedzialnie się zajmie dziećmi.

Mamy ten dar

– Czym chcielibyśmy się dzielić z małżonkami? Mamy poczucie ogromnego daru jedności małżeńskiej, jaki dostaliśmy. Można się ścierać, można patrzeć w różnym kierunku w małżeństwie, a nam dana jest jedność… Co jest moim szczęściem? Szczęście mojej żony – podkreśla Adam. – Jeśli jedno z małżonków wychodzi z takiego założenia, to nie może być źle – śmieje się Zosia. – Ale nie znaczy to, że ja już w ogóle nie muszę się starać. Staram się. Otrzymując tak dużo miłości od mojego męża – Adaś ciągle się mną zachwyca – czuję się stale podbudowana. Miłość czyni człowieka piękniejszym. – Czasem się zastanawiamy nad tym fenomenem, że można kochać się aż tak – dopowiadają zgodnie. – Ale wiemy, że kiedy zaprosisz Jezusa do wszystkich sfer swojego małżeńskiego życia – wszystkich, także do alkowy – to właśnie takiej miłości doświadczysz. Nigdy nie przeżywaliśmy żadnych kryzysów małżeńskich… Odkąd się poznali, on zwraca się do niej: Zosieńko, ona do niego: Adasiu. – Nawet gdyby się chciało wyrzucić jakąś złość, to te słowa zamykają takie możliwości – śmieją się. – Bardzo pomagają nam dialogi małżeńskie, które praktykujemy w Domowym Kościele. Wciąż się zastanawiamy, co mogę zrobić, żeby cię kochać bardziej, co robić, żebyś ty kochał, kochała mnie bardziej. Przez te 26 lat wiele spraw w małżeństwie sobie poukładaliśmy. Jak podkreśla Adam: – Stale wychodzimy sobie naprzeciw we wzajemnej pomocy, w obowiązkach. Znając psychikę kobiety, wiem, że czasem muszę dopytać o coś oczywistego dla Zosi. Poznanie różnic damsko-męskich uczy, że trzeba rozmawiać, bo nie wszystko jest oczywiste dla drugiej strony tylko dlatego, że – no właśnie – jesteśmy różni. Trzeba zwracać uwagę na drobiazgi, bo to drobiazgi budują życie małżeńskie…