Tu rodziła się świętość

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 26/2015

publikacja 25.06.2015 00:00

Łękawica. Z największym wzruszeniem mieszkańcy rodzinnej miejscowości sługi Bożego o. Michała Tomaszka patrzyli na przedmioty, które jeszcze tak niedawno do niego należały. Dzieci z zaciekawieniem oglądały egzotyczne peruwiańskie pamiątki czy... własnoręcznie uszyte przez przyszłego błogosławionego welwetowe spodenki. Z dumą wspominali go starsi, którzy jeszcze pamiętali spotkania, rozmowy, kiedy wpadał na wakacje. – To nasz święty! – mówili przejęci, przeglądając fotografie.

Dla starszych wystawa była okazją do wspomnień Dla starszych wystawa była okazją do wspomnień
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Krokiem przygotowującym łękawiczan do zaplanowanej na 5 grudnia beatyfikacji były obchody 28. rocznicy jego święceń kapłańskich i potem sprawowanej przez niego w Łękawicy Mszy św. prymicyjnej. Z tej okazji w parafialnej świątyni sprawowane były dziękczynne Msze św., a w urzędzie gminnym przygotowano wystawę pamiątek, które wkrótce staną się relikwiami. Ostatnim punktem obchodów była projekcja w wielu momentach wstrząsającego filmu dokumentalnego, nakręconego w Pariacoto kilka lat po męczeńskiej śmierci o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego. O tamtych wydarzeniach opowiadali świadkowie. Tego wieczoru łękawiccy parafianie wychodzili z kościoła w milczeniu, nierzadko ze łzami w oczach.

Nasz kapłan

W 1987 r. w Krakowie – 28 lat temu – święcenia kapłańskie przyjął o. Michał Tomaszek, franciszkanin konwentualny z Łękawicy. Szafarzem sakramentu był zastępujący kard. Franciszka Macharskiego bp Albin Małysiak, pochodzący z Żywiecczyzny z pobliskiego Koconia. – Miałem to szczęście być święcony razem z o. Michałem – wspominał podczas rocznicowej modlitwy o. Ryszard Jarmuż OFMConv. – Potem losowaliśmy, kto z nas będzie przewodniczył prymicyjnym Mszom św. rocznikowym, sprawowanym w świątyniach, z którymi byliśmy związani. I o. Michał przewodniczył pierwszej z nich... Ojciec Jarmuż pochodzi z Pieńska niedaleko Zgorzelca, z parafii, w której do czasu wyjazdu na misje pracował po święceniach o. Tomaszek. Tam bardzo dobrze się zapisał w pamięci jako gorliwy kapłan. Dzieci lubiły go tak bardzo, że siadając na masce samochodu, próbowały go zatrzymać, gdy wyjeżdżał. – Na zakończenie pożegnalnej Mszy św. prosił o modlitwę w swojej intencji i tłumaczył, że tak samo zwracał się po prymicjach w rodzinnej Łękawicy: „Módlcie się za mnie, abym wam nie przyniósł wstydu”. Myślę, że ani wam, ani mieszkańcom Pieńska o. Michał nie tylko nie przyniósł wstydu, ale dał nam powód do chluby i do wielkiego dziękczynienia za dar jego życia, jego kapłaństwo, które kochał i tak bardzo szanował – mówił o. Jarmuż. W lipcu 1989 r. o. Tomaszek wyjechał do Pariacoto, gdzie zginął 9 sierpnia 1991 roku. – Jego beatyfikacja to także zadanie dla nas, wyzwanie, abyśmy owocu jego męczeńskiej śmierci nie zmarnowali. Chodzi o to, byśmy umieli go naśladować w wierności Chrystusowi: poprzez świadectwo poświęcenia własnego życia wielkim ideałom, doceniając godność każdej istoty ludzkiej. Trzeba postawić na Chrystusa, na Jego Ewangelię! – podkreślał o. Jarmuż.

Jeden z nas...

Tłumy przybyły na otwarcie wystawy rzeczy o. Michała, które można było obejrzeć po raz ostatni na Żywiecczyźnie. – Do tej pory znajdowały się w rękach rodziny, w domu o. Michała, a wkrótce zostaną przewiezione do Krakowa, gdzie ojcowie franciszkanie przygotowują prezentację pamiątek po obu męczennikach na ich beatyfikację. Tam będą na pewno przez cały kolejny rok – tłumaczy Jacek Raczek, siostrzeniec o. Tomaszka. Na wystawie znalazły się przedmioty jeszcze z czasów seminaryjnej formacji i pracy kapłańskiej w Polsce oraz przekazane z Peru. Były więc habit i brewiarz, ornat podarowany na pożegnanie przez parafian z Pieńska i różaniec, ale również rower, buty, koszula, ulubiony aparat fotograficzny, gitara i golarka. – Nie każda społeczność może poszczycić się tym, że w niej urodził się i dorastał człowiek, który całym swoim życiem dawał świadectwo wiary w Jezusa Chrystusa i bez reszty poświęcił się służbie biednym i potrzebującym – mówił Tadeusz Tomiczek, wójt Łękawicy, otwierając ekspozycję przybliżającą niezwykłego rodaka. – Chodziło nam o pokazanie osoby o. Michała, którym możemy się szczycić, a także jego związków z tą ziemią, z Łękawicą. Dlatego staraliśmy się dobrać do poszczególnych pamiątek zdjęcia, na których również to widać – tłumaczy Aleksandra Mrózek z łękawickiego GOK-u, biorąca udział w przygotowaniu eksponatów na wystawę. W jednej z gablot pojawiła się też maszyna do pisania, na której o. Michał napisał pracę magisterską, a bardziej cierpliwi zwiedzający mogli zajrzeć również do kopii tej pracy czy innych pisanych przez o. Michała rozpraw teologicznych. W albumach można było zobaczyć owoce fotograficznej pasji o. Michała czy sporą kolekcję jego pielgrzymkowych plakietek. – Tu pamiątki i fotografie przemawiają bardzo mocno: widać rzeczy o. Michała i jego samego na zdjęciach zrobionych często w tej okolicy – przyznaje Jadwiga Klimonda, prezes Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych „Dzieci Serc” z Radziechów, które o. Tomaszka wybrało kilka lat temu na swojego patrona.

Dobry człowiek

W rocznicę prymicyjnej Mszy św. do modlitwy za parafianina zachęcał o. Rafał Adriański, pracujący w Peru jako misjonarz, obecnie w Chimbote, a wcześniej w Pariacoto, gdzie zginęli ojcowie Michał i Zbigniew. – Tamtejsi parafianie do dziś pamiętają, że do o. Michała lgnęły zwłaszcza dzieci. Zbiegały się zawsze do niego, kiedy tylko się pojawił. Grał z nimi w piłkę, uczył śpiewać piosenki i modlić się. Zawsze się do nich uśmiechał, był radosny, a jego radość wynikała z pokoju, jaki miał w sercu – tłumaczył o. Adriański. – Spotkałem te dzieci prawie 20 lat później jako poważnych dorosłych ludzi. Oni wciąż to pamiętają i są nadal blisko Boga, są w Kościele. I mówią, że najważniejsze było świadectwo człowieczeństwa: gotowość bycia z ludźmi, dawania im nadziei, że jutro będzie lepiej. Chwilę później w kościele został odtworzony film, w którym o. Jarosław Wysoczański wędruje przez Pariacoto i pokazuje ślady męczenników. Towarzysząca im podczas egzekucji, dokonanej przez terrorystów komunistycznego ugrupowania Sendero Luminoso, zakonnica opowiada, jak wyglądały ostatnie chwile. Mówi o ich spokoju i wspólnej modlitwie. Do niektórych pewnie dopiero w tym momencie dociera z całą wyrazistością, jak wielka była ich miłość do Chrystusa, skoro tak właśnie okazali Mu swoją wierność. I to, że tej miłości o. Michał zaczął się uczyć tu: w rodzinnym domu i w kościele św. Michała w Łękawicy...•

r4

Józef Rodak, ojciec chrzestny o. Michała Tomaszka – Ze łzami wspominam mojego chrześniaka. Pamiętam jego ostatnią Mszę św. u nas. Byłem wtedy w kościele i słyszałem, jak mówił, że to ostatnia nasza modlitwa. Poczułem dreszcz, ale on szybko się poprawił i dodał: – Ostatnia przed wyjazdem. Okazało się jednak, że to była rzeczywiście ostatnia Msza święta. Po święceniach zaśpiewaliśmy mu „Góralu, czy ci nie żal....”. I poszedł do górali w Peru – i już nie wrócił. Zostawił za to po sobie ścieżkę do Pana Boga. O. Rafał Adriański OFMConv – Pracowałem w jego parafii w Pariacoto 4 lata, od 2009 r., razem z o. Stanisławem Olbrychtem, który był tam od 1994 roku. To, co zostało po o. Michale, to przede wszystkim pamięć ludzi, zwłaszcza tych, którzy poznali go jako dzieci. Objeżdżałem te same 73 wioski, które należą do parafii. Żyją w nich ludzie prości. Nie zapamiętali nauczania, ale wciąż pamiętają świadectwo zachowania: jego radosne, otwarte i proste podejście do ludzi. Wspominają, że chętnie odwiedzał ich skromne domy, interesował się ich życiem. I napotykałem nieraz gdzieś w odległym zakątku kaplicę z obrazkiem przedstawiającym naszych męczenników, do których się modlili. O. Ryszard Jarmuż OFMConv – Od wstąpienia do Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy aż do święceń kapłańskich – przez 11 lat – było mi dane być razem z nim. Mogłem wzrastać i studiować przy jego boku. Jak Pan Bóg pozwoli, będę na jego beatyfikacji. To wielkie przeżycie i zarazem radość: będę się teraz mógł modlić za jego wstawiennictwem, a był przecież moim kolegą, z którym grałem w piłkę, którego uczyłem gry na gitarze. Michała charakteryzowały nade wszystko: pobożność, a w niej maryjność, pracowitość, prostota, skromność, sumienność i wytrwałość. Dużo wymagał od siebie i od innych. W Peru miał ostrzeżenia, mógł uciec, wyjechać, żyć spokojnie w Polsce. Nie zdradził Chrystusa: jako dobry pasterz został do końca ze swoimi owcami, oddając za nie życie...