Światło w sercu

Alina Świeży-Sobel

|

Gość Bielsko-Żywiecki 51-52/2014

publikacja 18.12.2014 00:00

Jaworzynka-Trzycatek. Tu powstają piękne rzeźby Pawła Jałowiczora. Ostatnio z postumentu błogosławi światu św. Franciszek. Z potężnego lipowego kloca coraz wyraźniej wyłaniają się apostołowie, kręgiem otaczający Pana Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. W niedużej pracowni co jakiś czas mieści się całe Betlejem: z pasterzami wokół żłóbka i Świętej Rodziny, ze stadem owiec i wołów. – I cały rok słychać stąd kolędy – śmieje się żona pana Pawła, Aniela .

Paweł Jałowiczor przy kolejnej szopce opuszczającej pracownię Paweł Jałowiczor przy kolejnej szopce opuszczającej pracownię
Zdjecia Alina Świeży-Sobel /Foto Gość

Bo zawsze śpiewam sobie, kiedy rzeźbię. Jeśli powstaje stajenka, to muszą być kolędy – tłumaczy Paweł Jałowiczor. Kiedy odwiedzałam pracownię pod koniec lata, właśnie gotowa była kolejna szopka: dla starego drewnianego kościoła w Bralinie pod Kępnem, niedaleko Wrocławia, którym opiekują się franciszkanie. Artysta szykował figury do podróży. Jasne, z czystego lipowego drewna, bez kolorystycznych dodatków, ustawiał po prostu na trawniku – a one ujmowały wyrazistością, kompozycją, ekspresją autentycznej radości. I nagle było jak wtedy, kiedy już mamy koniec adwentowego czekania i przychodzi do ludzi Bóg…

Wśród pięknych figur pasterzy oddających pokłon nie brak i górala z Beskidów. On przypomina, że to rzeźbione Betlejem pochodzi stąd: z beskidzkiego Trzycatka. – Stajenka jako temat pociągała mnie od dzieciństwa – przyznaje rzeźbiarz. Z rozrzewnieniem wraca do czasów, kiedy jako dziecko lepił gipsowe kule, w których rzeźbił pierwsze figurki. Jedna z nich trafiła najpierw w ręce dr Barbary Poloczkowej, a potem do cieszyńskiego muzeum. Zawodowo musiał zająć się czymś innym, ale zamiłowanie do rzeźby zostało. W kuchni, jednym tylko dłutem, wyrzeźbił głowę Chrystusa. Spodobała się: do dziś jest pierwszą rzeźbą, którą pokazuje z dumą odwiedzającym. Robił i przydatne dla gospodyń ozdobne drewniane foremki na masło, i płaskorzeźby ze scenami z życia górali. Najważniejsze były jednak stajenki. – Tęsknię za nimi, bo wywędrowały stąd do różnych kościołów i krajów, ale zrobiłem dokumentację fotograficzną, więc mogę czasem na nie spojrzeć – przyznaje artysta. Jego stajenki, figury, stacje drogi krzyżowej trafiły do świątyń w okolicy, m.in. do kaplicy sióstr elżbietanek w Wiśle, do Cieszyna, Ustronia-Polany, ale także do Rybnika, Poznania, Niemiec, Rosji, a nawet do Afryki.

Mój Frasobliwy

Mówi o figurze zamyślonego Pana Jezusa z czułością. Po raz pierwszy wyrzeźbił ją 25 lat temu. Od tego czasu zdążył wykonać takich figur ponad 80, nadając im własny rys, związany z charakterystycznym ułożeniem szaty, układem dłoni Chrystusa. Jedne były nieduże, a niektóre miały nawet ponad metr wysokości. – Są dziś u ludzi w całej Polsce: na Śląsku, w Ostrołęce, pod Warszawą, Wrocławiem – i ciągle mam zamówienia na następne – mówi rzeźbiarz.

Pierwszą z figur umieścił w kapliczce przy swoim domu, a jedną z najnowszych ofiarował w sierpniu bp. Romanowi Pindlowi podczas międzynarodowej modlitwy na beskidzkim Trójstyku. Tam też od pierwszych przygranicznych nabożeństw czuwa nad przygotowaniem i ozdobieniem polowego ołtarza, przy którym trzech biskupów sprawuje Mszę św. dla wiernych trzech narodów. – Frasobliwy Pawła Jałowiczora jest niepowtarzalny i z daleka rozpoznawalny na tle figur innych twórców – podkreśla Małgorzata Kiereś, etnograf.

Przygoda życia

Zaczęła się niewinnie: od zwykłej pogawędki z mijanymi przy kościele znajomymi. – Dwie moje szkolne koleżanki zostały zakonnicami u sióstr służebniczek w Katowicach-Panewnikach. Kiedyś na weekendowy odpoczynek przyjechał z nimi z Panewnik ówczesny prowincjał franciszkanów o. Damian Szojda. Przed kościołem spotkaliśmy się i one przedstawiły mnie jako rzeźbiarza. Wtedy o. Szojda poprosił o pomoc, bo stalle w bazylice wymagały naprawy – wspomina Paweł Jałowiczor tamtą rozmowę sprzed 30 lat. Stalle w Panewnikach poprawił, wyrzeźbił meble do biblioteki. Kolejna prośba franciszkanów dotyczyła budowy panewnickiej szopki, słynnej nie tylko w Polsce. Od 1996 roku kieruje jej budową. – Oczywiście działamy razem z ekipą parafian, ale do mnie należy opracowanie projektu aranżacji i prowadzenie całej pracy – mówi rzeźbiarz. – Szopka ma pokazywać to, co znamy z Ewangelii. Nawiązuje też do elementów naszej rzeczywistości. I co roku musi być trochę inna... Wśród ponad 140 figur niektóre mają ponad 100 lat. Z pieczołowitością je ustawia, jeśli trzeba – naprawia. Są też i te jego autorstwa, więc nie sposób nie dostrzec w panewnickiej szopce beskidzkich akcentów. Za sprawą Pawła Jałowiczora zamiast sosen w szopce pojawiły się też świerki z Beskidów.

Panewnickie rekolekcje

W tym roku już 19. raz prowadzi prace przy szopce. Zazwyczaj zajmuje mu to cały Adwent, a bywało, że i dłużej. Jego pomysłem było poszerzenie szopki o sceny przedstawione w bocznych ołtarzach. Tak powstał tryptyk: główny betlejemski obraz uzupełnia z lewej strony co roku inna scena z życia św. Franciszka, a z prawej – ważne wydarzenie z życia Kościoła. Obecnie, w Roku Życia Konsekrowanego, pojawią się tu figury sióstr zakonnych. Z

aczyna pracę zwykle o ósmej rano i kończy koło szesnastej. – A od dwudziestej wkraczają elektrycy i jeszcze tak przeważnie trzy godziny robimy oświetlenie – wylicza P. Jałowiczor. Do domu wpada na niedzielę i znowu wraca. Choinki kiedyś sam kupował. Od kilku lat są one darem leśników, którzy po rekolekcjach w Panewnikach postanowili w ten sposób włączać się w to dzieło. Konstrukcja szopki, wysokiej na 22 metry, szerokiej na 28 metrów i 12 metrów głębokiej, nie tylko pod względem rozmiarów nie ma sobie równej wśród szopek budowanych wewnątrz kościołów w Europie. – Nie o rekordy tu chodzi, ale o to, by ludzie radowali się z Bożego Narodzenia. A co roku przychodzą tu adorować Pana Jezusa tłumy. Cieszę się, że tyle już lat mogłem to robić – mówi pan Paweł. – Budowa stajenki to dla mnie rekolekcje. A kiedy przyjdą dzieci i staną z zachwytem, z otwartymi buziami, to największa nagroda…

Czas dla Boga

Na ścianie pracowni ważne miejsce zajmuje fotografia z Janem Pawłem II. Jest na niej także niepełnosprawny syn Marek, który mógł poruszać się tylko na wózku. Dziś Marek już nie żyje, ale razem ze św. Janem Pawłem II towarzyszy cierpliwej pracy rzeźbiarskiej pana Pawła codziennie. Tak samo przez lata Marek mógł przecież liczyć na wytrwałą pomoc ojca, która zastępowała mu własne nogi... – Tamto spotkanie było niezwykłe – wspomina wzruszony. – Nagle, po audiencji, ktoś do nas podszedł, powiedział, że możemy podejść i przywitać się z papieżem. Schodziliśmy z góry, płacząc jak dzieci. Kiedy choroba dotknęła poprzedniego proboszcza na Trzycatku, Paweł Jałowiczor kilka lat wspierał ks. kan. Borysa Kroczka jako nadzwyczajny szafarz Eucharystii. – Byłem w kościele codziennie, pomagałem księdzu i zanosiłem Pana Jezusa chorym. Łączyłem to z obowiązkami opieki nad Markiem. Nie było łatwo, ale myślę, że dużo wtedy zyskałem – mówi z przekonaniem. Teraz kocha te chwile, kiedy w zaciszu pracowni, sam na sam z powstającymi figurami, szuka dla nich kształtów, które będą wyrazem duszy i śpiewanej po cichu modlitwy.

Znawcy, którzy je oglądają, z uznaniem pytają o akademię, którą ukończył. A on uczył się wprawdzie, ale… rysunku. Rzeźba przyszła tak jakoś sama: z głębi serca… Teraz chciałby zrobić stajenkę i Ostatnią Wieczerzę do tego najbliższego kościoła: na Trzycatku. Elementy zdobiące tabernakulum wykonał, sięgając po beskidzki motyw dziewięćsiła. – To Pan Bóg kieruje ludzkim życiem. Ufam, że moim dłutem również – mówi rzeźbiarz. – Nie planuję więc wyjść z pracowni tak długo, na ile mi starczy sił, którymi mnie obdarzy. Bo czas dla Pana Boga musi być…

Fenomenalny talent

Małgorzata Kiereś, etnograf

– Paweł Jałowiczor jest jednym z najbardziej utalentowanych rzeźbiarzy Beskidu Śląskiego. Pięknie rzeźbili też Ludwik Kubaszczyk, Jan Krężelok-Poleśny, Jan Bojko, Józef Motyka, Józef Zowada czy młodsi: Zbigniew Krężelok i Bolesław Michałek. Prace Pawła Jałowiczora pokazują jego świetny warsztat, a tematycznie potwierdzają autentyczność jako uznanego twórcy ludowego, dla którego ogromnie ważne są rzeźby Chrystusa Frasobliwego, Piety, figury świętych i stajenki. Powstają jako owoc kontemplacji, a kiedy zestawi się je z dziełami innych karpackich twórców, widać niepowtarzalność, wyjątkowość tej sztuki. Sam autor zdumiewa przy tym skromnością i życzliwością dla ludzi.