Nie tylko o skarpetkach w trąbce

Urszula Rogólska

publikacja 29.11.2014 02:13

- Kiedy mówię, że mam męża, któremu ślubowałam przed Panem Bogiem i nie mam zamiaru go nigdy opuścić, o trójce dzieci, to czasem w "wielkim świecie” słyszę: "Aaa. Bo wy tam w górach tak macie..." - opowiadała w Andrychowie Edyta Golec

Edyta i Łukasz Golcowie opowiadali o tym, co w ich małżeństwie jest najważniejsze Edyta i Łukasz Golcowie opowiadali o tym, co w ich małżeństwie jest najważniejsze
Urszula Rogólska /Foto Gość

- W Pieśni nad pieśniami jest taki fragment: "Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice". Małe lisy to niby nieistotne sprawy w naszym małżeństwie, ale takie, które nas strasznie irytują; regularnie podgryzają to, co nas łączy, aż w końcu któraś ze stron nie wytrzymuje. Macie takie lisy w swoim małżeństwie? - pytała Anita Tyrybon, która razem z mężem Krzysztofem prowadziła spotkanie z Edytą i Łukaszem Golcami w andrychowskim kinie parafialnym "Beskid".

Na wieczór o normalności w sakramentalnym małżeństwie muzyków Golec uOrkiestry zaprosiły rodziny Domowego Kościoła z parafii św. Macieja w Andrychowie ze swoimi duszpasterzami ks. prałatem Stanisławem Czernikiem i ks. Pawłem Nowakiem.

Golcowie chwilę szukali w pamięci "małych lisów". Odnalazła je Edyta: - Skarpetki zostawiane w sypialni! - rzuciła ze śmiechem. Nie była sama. Większość żon obecnych w sali potwierdziła "problem mężowskich skarpetek" jako jedną z małych, ale irytujących spraw. Jaki sposób na nie znalazła Edyta? - Najpierw je milcząco sprzątałam przez pierwsze lata małżeństwa. Potem mnie to irytowało coraz bardziej, ale dalej sprzątałam. W końcu nie wytrzymałam i wrzuciłam je Łukaszowi do trąbki. Przed koncertem bardzo się dziwił czemu ona nie gra tak jak trzeba. "Małe lisy" zostały wygnane!

A już całkiem serio małżonkowie podkreślali, jak ważne w ich małżeństwie są wyrozumiałość i rezygnacja z własnego ego. - Pilnujemy się, żeby nie kończyć dnia w złości czy z jakimiś niezałatwionymi między nami sprawami - zaznaczał Łukasz.

Jesteśmy nudni

Oboje małżonkowie usprawiedliwiali się, że nie czują się kompetentni, żeby zabierać głos na temat rodziny i małżeństwa w gronie małżeństw, z których wiele ma większy staż niż oni. - Co tu mówić - zaczął Łukasz. - Jesteśmy nudni. Czasem dzwoni do nas, do Łodygowic, jakiś dziennikarz, podpytuje, czy może znalazłby się jakiś ciekawy wątek, a tu nic. Nuda. Mamy 14 lat małżeństwa, trójkę cudownych dzieci: Bartusia, Antosię i Piotrusia. Z pasją robimy to, co kochamy - i tyle.

Opowieści o "nudnym życiu" trwały prawie dwie godziny, a słuchacze wciąż nie mieli zamiaru wypuszczać swoich gości, kiedy ci z poczuciem humoru i wielkim dystansem do siebie opowiadali o swojej codzienności, ale też bardzo serio o tym, co w ich życiu jest najważniejsze.

- "Wyświęcam was na mamę i tatę" - tak nam powiedział ks. Władysław Zązel na naszym ślubie czternaście lat temu. Bardzo mi zapadły w pamięć i serce te słowa - mówił Łukasz. - Kiedy codziennie wstajemy o szóstej, żeby ogarnąć jakoś życie, o siódmej odwieźć starsze dzieci do jednej szkoły, do drugiej, to od razu przypomina mi się to zdanie.

- Czasem w tzw. wielkim świecie, kiedy mówię, że mam męża, któremu ślubowałam przed Panem Bogiem i nie mam zamiaru go nigdy opuścić, o trójce dzieci, to słyszę: "Aaa. Bo wy tam w górach tak macie..." - mówiła Edyta. A jej mąż dopowiadał: - "Bez Boga ani do proga" - tak to czujemy. Władza, sława, pieniądze, to potrafi wciągnąć. Nam na szczęście było dane poznać w domu rodzinnym, co jest najważniejsze. I nawet nam do głowy nie przyszło, żeby żyć bez sakramentu małżeństwa czy zamieszkać razem przed ślubem. Dziś też nam łatwiej, bo możemy mieszkać tu, gdzie się wychowywaliśmy, daleko od tego "wielkiego świata", w którym łatwo się zapomnieć...

O męża się modliłam

Edyta i Łukasz Golcowie opowiadali też o tym, jak się poznali, o swojej modlitwie.

- I Łukasz, i Paweł mieli opinię kobieciarzy. Nawet nie próbowałam się nimi interesować. Ale o męża się modliłam - opowiadała Edyta, wspominając czasy wspólnej gry w zespole "Wierchy" w Milówce i późniejsze - w szkole muzycznej. W końcu wpadła w oko Łukaszowi. - Poszliśmy razem na wesele mojego wujka w Radziechowach. Ale potem Łukasz wyjechał na pół roku do Niemiec i słowem się nie odzywał. W końcu napisał... na adres szkoły!

Łukasz wspominał pana Wilusia, portiera jednej ze stancji, gdzie mieszkał z bratem w czasie nauki w Bielsku. - "Rzykejcie chłopcy, rzykejcie codziennie" - to znaczy "módlcie się” - przypominał nam pan Wiluś, który pochodził ze Śląska Cieszyńskiego - mówił Łukasz. - Nasz tata zmarł, kiedy byliśmy w siódmej klasie. Od takich ludzi jak pan Wiluś dużo się uczyliśmy...

- Często padam wieczorem i moją modlitwą są słowa: Panie Boże wybacz, nie mam dziś już siły - opowiadała Edyta. - Ale nie widziałam, żeby choć jednego dnia mój mąż odpuścił Różaniec.

- Do Różańca mnie przekonał św. Jan Paweł II. Mogliśmy się z nim spotkać. Stąd chyba tak mam - dodał jej mąż.

Nie martw się

Dzielili się też tym, jak radzą sobie z wychowywaniem dzieci. Podkreślali pomoc dziadków.

- To najczęściej wyjazdy na weekend, góra dwa tygodnie, kiedy wyjeżdżamy na przykład na koncerty do Stanów. Ale i tak trudno zostawić dom i dzieci - opowiadała Edyta. - Kiedyś bardzo mnie wzruszył nasz starszy syn, kiedy mi powiedział: "Mamusia, są dzieci, których tatusiowie wyjeżdżają do pracy w Norwegii i nie przyjeżdżają nawet trzy miesiące, a wy jedziecie tylko na dwa tygodnie. Nie martw się...".

Nie zabrakło opowieści o tym, jak muzyka towarzyszyła im niemal od urodzenia. Bo rodzice - choć pracowali zawodowo, zajmowali się gospodarstwem i szkół muzycznych nie kończyli - z pasją grali i śpiewali.

Mówili też o najnowszej płycie z kolędami nagranymi przez Golec uOrkiestrę na Jasnej Górze (album już można kupić) i działalności fundacji braci Golec. Dzięki niej uzdolnione muzycznie dzieci z Żywiecczyzny mogą się uczyć gry na tradycyjnych instrumentach góralskich, poznawać tradycje i kulturę swojej małej ojczyzny. Działalność tę umożliwia między innymi kolejne przedsięwzięcie fundacji - albumowe wydawnictwo o strojach górali karpackich.