Nowy pomnik przy Wilczym Jarze

ks. Jacek M. Pędzwiatr

|

Gość Bielsko-Żywiecki 48/2014

publikacja 27.11.2014 00:00

Górnicy z kopalni „Brzeszcze” uczcili pamięć kolegów, którzy zginęli w drodze do pracy 36 lat temu.

Nowy pomnik przy Wilczym Jarze Ofiary wypadku upamiętnia nowy pomnik

Dotychczasową tablicę pamiątkową zastąpiono granitowym głazem z krzyżem i tablicą, na której widnieją nazwiska 30 ofiar katastrofy. 15 listopada 1978 roku nad ranem dwa autobusy wiozące do pracy górników w spadły z mostu nad Wilczym Jarem do Jeziora Żywieckiego. Za kierownicą pierwszego siedział 35-letni Józef Adamek, ojciec dwuletniego Tomka, późniejszego mistrza bokserskiego. Około 4.50 autobus minął Oczków. Gdy dojeżdżał do mostu nad Wilczym Jarem, wpadł w poślizg, przebił się przez barierkę i spadł 18 m w dół. Niebawem jego los podzielił kolejny autobus wiozący górników.

Zginęło 30 osób: 27 górników, dwóch kierowców i jedna kobieta – wdowa po górniku, który jakiś czas wcześniej zginął w wypadku drogowym. Kolejnym autobusom udało się już zatrzymać przed oblodzonym zakrętem. Ich pasażerowie – też górnicy – ruszyli kolegom na ratunek. Na miejsce wypadku dojechali strażacy i pogotowie ratunkowe. Trudno było zejść po stromym, oblodzonym brzegu i wyciągać ciała kolegów z topieli. – Woda mocno falowała – wspomina kapitan straży pożarnej Czesław Pruski. – Wydawało się, że nasiąknięte nią kurtki pasażerów ruszają się, że oni żyją. Ale to było tylko złudzenie. Udało się uratować 9 osób. Pozostałym wkrótce wyprawiono pogrzeby. W przeddzień kolejnej rocznicy tragedii w Wilczym Jarze księża Władysław Fidelus i Stanisław Kozieł poświęcili nową tablicę pamiątkową.

W uroczystości wzięły udział wdowy po górnikach, którzy tu zginęli, ich dzieci i wnuki. Byli samorządowcy, młodzież szkolna, poczty sztandarowe, górnicy i strażacy. Złożono kwiaty i wieńce, zapalono świece. Przypomniano, że tragedia nigdy nie została rzetelnie wyjaśniona. Oficjalny komunikat zwalał winę za wypadek na nieżyjących kierowców, chociaż znający ich utrzymują, że radzili sobie w o wiele gorszych warunkach drogowych.