W rodzinie smutek ginie!

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 22/2014

publikacja 29.05.2014 00:00

Na ulicach Oświęcimia. Co to za manifestacja, w czasie której nikt nie krzyczy z oburzenia czy niezadowolenia, a za to co chwilę przechodzi „meksykańska fala”, wszyscy śpiewają i jest mnóstwo radości? To oczywiście Marsz dla Życia i Rodziny!

 Uczestnicy marszu z biskupem Piotrem Gregerem pozują do pamiątkowego zdjęcia na boisku Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu Uczestnicy marszu z biskupem Piotrem Gregerem pozują do pamiątkowego zdjęcia na boisku Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu
Urszula Rogólska /gn

Janie Pawle II, patronie rodziny, ucz pięknej miłości chłopców i dziewczyny! – wołali uczestnicy trzeciego oświęcimskiego Marszu dla Życia i Rodziny, gdy pokonywali trzykilometrową trasę z kościoła św. Maksymiliana na boisko Zakładu Salezjańskiego. Razem z tymi, którym wartości rodziny i życia – od poczęcia do naturalnej śmierci – są bliskie, szli także księża i siostry zakonne. Całą trasę przeszedł z nimi również biskup Piotr Greger. Wszyscy razem chcieli w ten sposób także podziękować św. Janowi Pawłowi II za jego troskę o życie i rodzinę. – On jest tu z nami, jest w naszych sercach – mówił prowadzący marsz ks. Grzegorz Kierpiec, a odpowiadały mu żywiołowe oklaski.

Chcieliśmy pójść tędy

Wszystkich poprowadziła orkiestra dęta Kopalni „Brzeszcze” i mażoretki z Polanki Wielkiej. Nad bezpieczeństwem czuwali ratownicy z Maltańskiej Służby Medycznej. Maszerujący nieśli ze sobą kolorowe balony, flagi narodowe i papieskie. Ojcowie i mężowie – transparenty z hasłami: „Życie chronisz, świat obronisz”, „Dzieci skarbem, a nie garbem”, „W rodzinie smutek ginie”, „Poznaj dziewczynę, załóż rodzinę”, „Kto w rodzinie, ten nie zginie” i wiele innych. – Może niektórzy zastanawiali się, czemu idziemy taką trasą pełną zakrętów, pomiędzy blokami – mówią Maria i Jan Plewowie, współorganizatorzy marszu z Domowego Kościoła. – To teren, gdzie nigdy nie przechodzi żadna procesja, tu nie odbywa się żadne tzw. nabożeństwo plenerowe. Dlatego bardzo nam zależało, żeby tam się pojawić – dać świadectwo, że jesteśmy rodzinami, żyjemy podobnymi problemami jak mieszkańcy tych bloków i zachęcić ich, by dołączyli do nas. – Na pewnym odcinku szliśmy remontowaną ulicą – w kałużach, po wybojach. I to też nieraz obraz tego, co przeżywają nasze rodziny – dodaje Dorota Kinalczyk z grona organizatorów marszu. – Czasem idziemy w trudzie, po zawiłych drogach. Ufam jednak, że kiedy idziemy razem jako rodzina, z Panem Bogiem – z wiarą i wytrwałością – zawsze wychodzimy na prostą. – Patron naszego marszu – św. Jan Paweł II mówił, że potrzebna jest mobilizacja sumień, by bronić życia i rodziny – dodaje Beata Tatar. – Myślę, że nasz marsz był taką właśnie powszechną mobilizacją sumień. Cieszę się, że w taki sposób odpowiedzieliśmy na słowa papieża.

Potrzebujemy tego

– Marzenia się spełniają – chciałoby się powiedzieć – uśmiechali się Maria i Jan Plewowie już na boisku Zakładu Salezjańskiego, gdzie na uczestników marszu czekał salezjański Piknik Rodzinny. Młodzież ruszyła do tańców belgijskich, najmłodsi bawili się na dmuchańcach, wszyscy znajdywali coś dla ciała przy stoiskach z ciastami, przysmakami z grilla, panie chętnie korzystały z mobilnego „gabinetu kosmetycznego”, gdzie kosmetyczki zajmowały się masażem ich dłoni. Ogromnym powodzeniem cieszyła się loteria fantowa. Oklaskiwano prezentacje zespołów artystycznych, a na finał – koncert Magdy Anioł. Wszystkim chętnie udzielali pomocy uczniowie oświęcimskich szkół salezjańskich. – Mamy tutaj dowód na to, jak bardzo potrzebujemy takiej radosnej manifestacji, wspólnego świętowania – zaznaczają Maria i Jan Plewowie. – Przybyli do nas mieszkańcy różnych zakątków diecezji. Niektórzy pokonali z gromadką małych dzieci naprawdę duże odległości.

Nie przymykać oczu

Spotkanie rodzin otworzył wykład red. Tomasza Terlikowskiego – ojca pięciorga dzieci, publicysty i redaktora naczelnego portalu Fronda.pl. W kościele św. Maksymiliana mówił o odpowiedzialności mężczyzny za obronę życia i rodziny (fragmenty wypowiedzi w ramce). Po wykładzie, duszpasterze parafii z proboszczem ks. Józefem Niedźwiedzkim zaprosili do udziału we Mszy św. pod przewodnictwem biskupa Piotra Gregera. – Różne bywają powody, dla których świat nas – ludzi wiary – nie rozumie i dlatego nienawidzi – mówił w homilii bp Greger. – Jednym ze współczesnych powodów jest odmienność w modelu istnienia i funkcjonowania rodziny. Jakie są konkretne przyczyny nastawienia antyrodzinnego w wielu współczesnych państwach? Najbardziej zasadniczą perspektywę wyznacza, jak naucza św. Jan Paweł II w „Liście do Rodzin”, dramatyczne napięcie, jakie istnieje pomiędzy dwiema cywilizacjami: z jednej strony cywilizacją miłości, zaś z drugiej, na przeciwnym biegunie antycywilizacją, nazywana też cywilizacją śmierci i użycia. Dlatego chcąc zwrócić uwagę na szanse rodziny, trzeba wciąż odwoływać się do różnych przejawów cywilizacji miłości, bowiem od niej zależy wieloraki los rodziny; w niej odnajduje swoje właściwe racje bycia wspólnotą miłości, wzajemnego poszanowania i przebaczenia. Temu odkrywaniu szans rodziny powinno towarzyszyć uczciwe odkrywanie zagrożeń w kontekście tego, że zachodzi niebezpieczeństwo destrukcyjnego działania tych czynników, które reprezentują świat antycywilizacji. Nie wolno nam przymykać oczu i nie reagować, gdy zauważamy czy nawet sami doświadczamy zachowań będących przejawem cywilizacji użycia.

Świadectwo

Nim uczestnicy Eucharystii wyszli na ulice, wysłuchali świadectwa Marii i Marcina Pikoniów z Rychwałdu – młodych małżonków Drogi Neokatechumenalnej, rodziców: Karola, Antosi, Hani, Henryka i Łucji. Dali mocne świadectwo przynależności do wspólnoty Kościoła i odczuwalnej na co dzień miłości Pana Boga. Mówili o pokonywaniu trudności związanych ze staraniem się o upragnione potomstwo, o doświadczeniu skomplikowanej choroby dziecka, utraty pracy, ale i o zaufaniu Panu Bogu i Bożym błogosławieństwie. Słuchacze ich świadectwa zgotowali im prawdziwą owację. – Jestem przekonana, że takie świadectwo przemawia do ludzi dużo mocniej niż najpiękniejsze nawet teorie na temat rodziny – mówi Maria Plewa, a jej mąż Jan dodaje: – Podczas marszu o tym, jak ważne dla rodzin i poszczególnych ich członków jest jednoczenie się we wspólnotach, które zawierzają się Jezusowi, mówili także m.in. członkowie Domowego Kościoła, Drogi Neokatechumenalnej czy Skauci Europy – Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”.

Ze św. Janem Bosko

– Serdecznie dziękuję za to dzisiejsze świętowanie, że mogliśmy i w kościele, i na ulicach miasta publicznie zamanifestować po stronie jakich wartości jesteśmy i opowiadać się za każdym życiem ludzkim – od poczęcia, do naturalnej śmierci, ale też publicznie opowiedzieć się za rodziną, jako wspólnotą opartą na prawie natury, która ma ojca i matkę, która żyje wartościami wypływającymi z fundamentu miłości – mówił bp Piotr Greger już na terenie Zakładu Salezjańskiego. – Niech to świętowanie teraz będzie czasem, kiedy zapomnimy o tym co trudne, bolesne. Spróbujemy w sposób spontaniczny, ale i rozsądny promować wartości związane z człowieczeństwem. Starosta oświęcimski Józef Krawczyk podkreślał, że marsz jest także kolejną manifestacją radości z kanonizacji Jana Pawła II. Janusz Chwierut, prezydent Oświęcimia, dodał, że życie i rodzina to największe wartości, które musimy szanować, o które musimy się modlić, by były podstawą społeczeństwa. Ks. Bogdan Nowak SDB, dyrektor Zakładu Salezjańskiego mówił o radości z faktu, że po raz pierwszy – piąty już – piknik salezjański, wpisuje się w program marszu. – Mam nadzieję, że stanie się to tradycją naszego miasta. A chciałbym także, żeby w budowaniu rodziny połączył nas wszystkich św. Jan Bosko – patron miasta, który pracował dla dobra rodziny, dla dobra tej najbardziej słabej, czułej i potrzebującej wsparcia istoty, jaką jest dziecko i młody człowiek. współpraca Alina Świeży-Sobel