Świadectwo autorów "Tajemnicy tajemnic"

Urszula Rogólska

dodane 11.01.2014 13:58

O zwycięstwach Maryi w życiu Agnieszki i Rafała Porzezińskich usłyszeli uczestnicy bielskiego pokazu ich filmu "Tajemnica tajemnic".

Świadectwo autorów "Tajemnicy tajemnic" Agnieszka i Rafał Porzezińscy (z prawej) po projekcji swojego filmu w Bielsku-Białej spotkali się z widzami Urszula Rogólska/ GN

- Chodziliśmy do różnych redakcji telewizyjnych. Mówiliśmy, że chcemy zrobić "film o Maryi". Nikt nie był zainteresowany. Ale ten film musiał powstać. Mam osobisty powód, żeby podziękować Matce Bożej - mówił dziennikarz Rafał Porzeziński w imieniu swoim i żony Agnieszki, po kolejnej projekcji przygotowanej przez Filmowy Ruch Ewangelizacyjny w kościele św. Andrzeja Boboli w Bielsku-Białej. Porzezińscy są autorami "Tajemnicy tajemnic" - o wielkim zwycięstwie Matki Bożej, której zaufali wybitni polscy kardynałowie Hlond, Wyszyński, Wojtyła...

"Ona wygląda jak żywa" - mial powiedzieć mały Rafał, kiedy modlił się przed obrazem Matki Bożej ze swoją mamą. "Nie >>jak żywa<<. Ona jest żywa" - miała odpowiedzieć mu mama.

I po latach Rafał przekonał się, że Matka Boża przez całe życie troszczyła się o  niego jak najlepsza matka, choć on sam chodził zupełnie innymi drogami.

- Niemało głupot zrobiłem w swoim życiu - uzależnienie od hazardu, od narkotyków, wiele upokorzeń... Odszedłem od Kościoła - mówił w Bielsku. - Jednej nieprzespanej nocy, w poczuciu totalnej bezsilności zawołałem o pomoc do Boga. I On mi odpowiadał wtedy - mocnym, męskim barytonem. Tej nocy tak naprawdę odkryłem modlitwę "Ojcze nasz", spierając się z Panem Bogiem. Nad ranem poszedłem do kościoła. I tam przed obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej na warszawskim Ursynowie padłem na kolana. Naprawdę chciałem wrócić do Kościoła. Pierwsza Msza św. o 6.30. Zostałem też na następnej o 7.00. Po niej odmówiłem wszystkie części Różańca. Przypomniałem sobie jak babcia mi mówiła - "Pamiętaj, Pan Bóg dał ci dziesięć paluszków, żebyś zawsze mógł odmówić dziesiątkę Różańca". Modliłem się, żeby Pan Jezus mnie uwolnił, żebym odzyskał wiarę i jeszcze o trzy konkretne sprawy: żeby dał mi najwspanialszą żonę (potem dzień po dniu wymieniałem 14 cech, które miała mieć), dobrą pracę i żebym zrozumiał o co chodzi we Mszy świętej...

Jak mówił Rafał Porzeziński, już w trzy tygodnie od początku tej modlitwy, Jezus dał jasną odpowiedź. - Na jednym z kursów ewangelizacyjnych, na który pojechałem jeszcze ubrany jak młody człowiek z kapeli punkowej, pokazał mi to moje szczęście... - mówił.

Był przekonany, że Agnieszka, którą spotkał na kursie, to jest właśnie ta kobieta, o którą się modli. Ich narzeczeńskie spotkania, to wyjazdy do niezliczonej wprost liczby polskich sanktuariów maryjnych.

- Gdzie nie pojechaliśmy i widziałem te trzy litery M jak Maryja, R jak Regina, A jak Angelorum - Maryja Królowa Aniołów - ja widziałem: M jak Maryja, R jak Rafał, A jak Agnieszka! - Wszędzie prosiłem o błogosławieństwo dla naszego przyszłego małżeństwa, wszędzie starałem się przedstawić moją przyszłą żonę Matce Bożej.

Niełatwa chwila przyszła w czasie Drogi Krzyżowej na Wałach Jasnogórskich, gdzie postanowił szczerze opowiedzieć Agnieszce o swoim życiu. - Mocno tkwiły mi w pamięci słowa: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Wiedziałem, że z Agnieszką muszę być szczery, muszę jej powiedzieć o sobie całą prawdę. Tylko całkowite wzajemne zaufanie ma sens, kiedy chce się z kimś budować przyszłość. Powiedziałem Agnieszce prawdę. Nie odrzuciła mnie...

Od początku modlili się o dzieci w swojej rodzinie. Agnieszka powierzała tę sprawę św. Józefowi. Kiedy po 3 latach życia małżeńskiego dzieciątko się nie pojawiało, zaczęły się ich wędrówki po lekarzach... To wtedy któregoś dnia, wzrok Rafała przykuła figura św. Józefa, stojącego z siekierą w ręku, z małym Jezusem przy boku.

- "Przecież Ty adoptowałeś syna!" krzyknąłem do figury i popędziłem samochodem do domu, żeby o tym powiedzieć Agnieszce - opowiada. A żona już też myślała o adopcji.

Rozpierała ich radość. Ale entuzjazm opadł, kiedy się dowiedzieli, że trzeba być małżeństwem od pięciu lat, żeby móc adoptować dziecko...

W czasie modlitwy wstawienniczej usłyszeli słowa, że to Maryja da im dziecko. Pojechali na Jasną Górę. Tam trafili do znajomej z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. A za jej poradą do Jasnogórskiego Ośrodka Adopcyjnego. To był ich początek przygotowania rodzicielskiego.

Przyszedł czas oczekiwania - w teorii siedem, dziewięć miesięcy. A tymczasem telefon zadzwonił już po... trzech tygodniach! Czekały na nich bliźniaczki - dziewczynki. Jedna - z wodogłowiem... "Z każdą chorobą da się wygrać miłością" - usłyszeli od siostry w ośrodku adopcyjnym... Znowu złapali za różańce i modlitwa towarzyszyła ich wędrówkom po lekarzach. Nie czekali długo - lekarze byli zdumieni - ich córeczka wyzdrowiała...

- Czasem słyszy się, że Różaniec to taka "modlitwa babciowa". Ale czy główni bohaterowie modlitwy "Zdrowaś Maryjo", to były "babcie"? Ani Maryja, ani Gabriel, ani Elżbieta nie byli staruszkami! - mówił Rafał Porzeziński na zakończenie swojego świadectwa, zaznaczając, że dzięki tej modlitwie, Pan Bóg dał mu odpowiedzi we wszystkich sprawach powierzonych Mu wtedy na modlitwie przed obrazem Matki Bożej.

A na kolejne spotkanie FRE zaprasza do kościoła św. Andrzeja Boboli w Bielsku-Białej w sobotę 25 stycznia - po Mszy św. o godz. 18.00 - wstęp wolny. Tym razem - amerykański film fabularny "Ognioodporny" ("Fireproof") - o tym czy można uratować małżeństwo przeżywające kryzys i zmierzające prosto do rozwodu.