W 87 dni do celu

ur

|

Gość Bielsko-Żywiecki 49/2013

publikacja 05.12.2013 00:00

– Chciałyśmy pielgrzymować, jak kiedyś, w zamierzchłych wiekach, oddając się Bożej Opatrzności – mówi Małgorzata Kunicka. Uśmiecha się, że ich droga wiodła szlakiem wina, oliwy, perfum i... świń.

Małgorzata Kunicka napisała książkę o ludziach spotkanych na trasie wędrówki z Bielska-Białej do Santiago de Compostela Małgorzata Kunicka napisała książkę o ludziach spotkanych na trasie wędrówki z Bielska-Białej do Santiago de Compostela
Urszula Rogólska /GN

Przed rokiem, 9 sierpnia, bielszczanka Małgosia, razem z przyjaciółką ze Skoczowa – Klaudią – wyruszyła z Czeskiego Cieszyna na pielgrzymią pieszą wędrówkę do grobu św. Jakuba w hiszpańskim Santiago de Compostela.

Wędrowały przez Czechy, Słowację, Austrię, Włochy, Lazurowe Wybrzeże we Francji, Katalonię i przez centralną Hiszpanię. Wróciły autostopem 4 listopada. Szły przez Włochy znane z wyrobu win i oliwy, Francję słynącą z produkcji perfum i Katalonię, gdzie... hoduje się świnie. Właśnie ukazała się książka o tej wędrówce: „Jeden krok mi wystarczy – 3000 km, 87 dni, 1 cel”.

– Ta książka nie jest dziennikiem. To są krótkie opowiadania o ludziach, których spotkałyśmy, o miejscach, w które zawędrowałyśmy, to też książka o Bożej opatrzności, która bardzo realnie dała się nam doświadczyć – mówi bielszczanka. Książka, to zbiór opowiadań o „spotkaniach jednego wieczoru” – o ludziach, którzy otwierali im swoje serca i drzwi, żeby przyjąć je na nocleg, nakarmić, wskazać drogę. A one miały okazję, żeby wejść w ich życie. – Pomyślałam sobie, że jestem to winna tym ludziom – mówi autorka. – Chciałabym też, żeby inni mogli przeczytać i może odnaleźć siebie w takiej sytuacji: siedzisz w fotelu, w ciepłym domu, a tu nagle: „puk, puk” do drzwi. Otwierasz, a tam jakieś dwie osoby z plecakami, (czasem) ubrudzone z drogi, pytają o nocleg, proszą o pomoc, o szklankę wody. Co byś zrobił?

Małgosia mówi: – Pan Bóg nas nigdy nie zostawił. Zawsze nas tak pokierował, że udawało się nam znaleźć nocleg, że miałyśmy co jeść. Kiedy na początku drogi myślałyśmy, że zostawiłyśmy już wszystko, czego na pewno nie będziemy potrzebować, Pan Bóg nam pokazywał, co jeszcze jest zbędne... – Nie czuję, żebym zrobiła coś nadzwyczajnego, ale że to Pan Bóg dał mi to doświadczenie – mówi pątniczka. – Każdemu, kto zechce przeczytać tę książkę, życzę, żeby go to doświadczenie dotknęło. Żeby zobaczył też, że świat nie jest taki zły, jak się nam go przedstawia w telewizji. Chciałabym, żeby ta książka niosła duży potencjał dobrych myśli i nadziei... Spotkanie autorskie z Małgorzatą Kunicką – w parafii Nawiedzenia NMP w Hałcnowie 9 grudnia o 18.00.