Byli u Matki z Ostrej Bramy

aśs

|

Gość Bielsko-Żywiecki 33/2013

publikacja 15.08.2013 00:00

Już wcześniej byli na rowerach tam, gdzie Polacy odnajdywali wiarę: w Częstochowie, Fatimie 
i Santiago de Compostela. Tym razem wyruszyli na północ – do MB Ostrobramskiej.

Ks. Zygmunt Mizia i uczestnicy pielgrzymki 
 Ks. Zygmunt Mizia i uczestnicy pielgrzymki 

z archiwum pielgrzymki

W Roku Wiary wpadliśmy na pomysł, by wyruszyć szlakiem wiary naszych przodków. Za sprawą wielkiej literatury każdy z nas zna Matkę Bożą Ostrobramską, ale niewielu do Niej pielgrzymowało. Stąd pomysł rowerowej pielgrzymki do Wilna. Spodobał się kilkunastoosobowej grupie młodzieży z Kęt, jednak postawiliśmy sobie dość wysokie wymagania i z różnych względów nie wszyscy mogli im sprostać. Ostatecznie najbardziej odważne i wytrwałe okazały się dziewczyny i pojechaliśmy w piątkę – mówi ks. Zygmunt Mizia, przewodnik całej wyprawy. 
W sercach wieźli intencje, które powierzyli im znajomi i rodzina. Podczas tych rekolekcji na dwóch kółkach przez 8 dni oddawali opiece Maryi sprawy swoje i innych ludzi. Na liczącej około 1200 km trasie znalazły się najpierw Jasna Góra, a potem Kielce, Wojciechów, Kodeń, Białowieża, Sokółka, Berżniki i Wilno. 


Najtrudniejszy 
– pierwszy dzień


– Dla mnie to była kolejna wyprawa i ani chwili się nie wahałam, czy jechać. Pierwszy raz miałam okazję przejechać przez całą Polskę, więc oczywiście nie wiedziałam, czy dam radę. Ale wspólnie jakoś się udało. W tych rekolekcjach w drodze ważne były wspólna modlitwa, Msza święta, czy wspólna Koronka do Bożego Miłosierdzia, śpiewana podczas jazdy na rowerze, kiedy każdy prowadził jeden dziesiątek. To nam dodawało sił i pozwoliło bardziej zbliżyć się do Pana Boga – mówi Anna Szatan. 
Dla Sabiny Olmy, Karoliny Drabińskiej i Magdaleny Jabłońskiej było to pierwsze takie wyzwanie. – Trzeba było się wdrożyć w ten rytm wczesnego wstawania, sporego wysiłku na trasie, bo nie zawsze jechało się po asfalcie, często pod wiatr. Za to zobaczyliśmy po drodze mnóstwo ciekawych miejsc. Jednego dnia byliśmy na przykład w meczecie, w cerkwi i kościele katolickim – mówi Karolina. 


Kryzysy i radości


Wyzwaniem była nie tylko odległość. Czasu na pokonanie całej drogi nie było zbyt wiele, więc jechali średnio 150 km dziennie. Ostatniego dnia było tych kilometrów 176, w dodatku pokonanych w chłodzie i deszczu.
– Kryzysy były, ale na szczęście nigdy nie przytrafiały się nam w tym samym czasie. Każdy, kto miał trudność, mógł liczyć na wsparcie reszty i łatwiej było pokonać przeszkodę: zmęczenie, ból, zniechęcenie – zaznacza Sabina. 
Pielgrzymi poznawali wielokulturowość wschodnich terenów Polski, piękno tamtejszej przyrody i krajobrazów, a także ludzką gościnność.
– Spotkaliśmy w drodze wielu życzliwych ludzi i byliśmy serdecznie przyjmowani. W Kleszczewie ksiądz proboszcz oddał nam do dyspozycji całą plebanię – wspomina Magda. 
– Ważne były świadectwo wiary ludzi, których spotykaliśmy na trasie. Zależało nam też, żeby być w Sokółce, miejscu cudu eucharystycznego. Nikt z nas wcześniej tam nie był, więc kiedy podjechaliśmy wieczorem pod bazylikę i zobaczyliśmy na frontonie wizerunek MB Ostrobramskiej, wzruszenie było wielkie – przyznaje ks. Mizia. Wielka była też serdeczność, z jaką przyjął pielgrzymów proboszcz…


Warto było!


W Wilnie przeżycia były najsilniejsze. – Poczułyśmy taką radość, że natychmiast zapomniałyśmy o bólu i zmęczeniu. Ostra Brama i całe otoczenie obrazu Matki Bożej, ze zwykłym miejskim gwarem, były dla nas trochę zaskakujące, ale niezapomniana była modlitwa przed obrazem Maryi Ostrobramskiej. To zaszczyt, że mogłyśmy tam na Mszy św. czytać i śpiewać psalm – mówią rowerzystki z Kęt.
Całe bogactwo przeżyć pielgrzymi opisywali na blogu: www.ostrabrama-camino.blogspot.com. – To nie było łatwe, kiedy codziennie wieczorem już chciało się położyć, a trzeba było jeszcze pisać relacje. Jednak dzięki temu nie tylko zanotowaliśmy na bieżąco nasze przeżycia, ale też popracowaliśmy trochę nad samodyscypliną – mówią. 
Zmęczeni, ale szczęśliwi i wdzięczni, w powrotną drogę wyruszyli już samochodem, z towarzyszącym im w drodze panem Kazimierzem. – Gorąco dziękujemy wszystkim sponsorom, którzy pomogli, by ta pielgrzymka mogła się odbyć – mówią pielgrzymi. – Bo wróciliśmy silniejsi i mocniejsza jest nasza wiara.