Z aniołami oddać chwałę

Karolina Pawłowska

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 21/2013

publikacja 23.05.2013 00:00

Najtrudniejsze nie są kroki. Najtrudniejsze jest przełamanie w sobie oporów i zawstydzenia. Potem faktycznie nogi same niosą… do modlitwy. 


Dwudniowe warsztaty taneczne zainaugurowały tegoroczne Święto Życia w Słupsku Dwudniowe warsztaty taneczne zainaugurowały tegoroczne Święto Życia w Słupsku

Żeby się modlić, nie trzeba zawsze klękać. Można, jak król Dawid, zatańczyć dla Boga – przekonują tancerze ze Słupska. 
Ela i Krysia trochę się niepokoją, czy nie będą najstarsze w grupie. Ale koniecznie chcą spróbować. – W Izraelu byłam dwa razy, za trzy miesiące znowu jadę. Kolorów, smaków i zapachów Ziemi Świętej już doświadczyłam, ale kulturę znam wyłącznie z filmów i książek, a chciałabym to poczuć – przyznaje Krysia Kazimierczak z Ustki. 


Taniec może być modlitwą


Wszelkie obawy pryskają, gdy zaglądają do przyparafialnej salki. Do tańca izraelskiego nie trzeba mieć ani figury baletnicy, ani specjalnych umiejętności. – Uczymy kroków tańca, ale nie one są najważniejsze. Celem jest uwielbienie Boga, a nie idealne zapamiętanie układu – przekonuje Edyta Pawlak. Sama od trzech lat odkrywa, że taniec może być modlitwą. Nawet taką, w której się trwa, gdy wszystko inne zawodzi.
– Spodobało się Duchowi Świętemu, żeby Boga uwielbiać w przeróżny sposób: i słowem, i modlitwą na kolanach, i muzyką. Ale wlał jeszcze w serca ludzi pragnienie tańca, więc i w ten sposób można Go uwielbiać, tańcząc dla Niego – mówi uczestnikom warsztatów Aurelia Rybak. – Nie jesteśmy pierwsi. Nawet w Piśmie Świętym można o tym przeczytać. Przecież i król Dawid tańczył dla Pana – śmieje się i unosi ręce do góry w geście uwielbienia.
Tak kończy się każdy taniec. – Nasze ruchy nie są przypadkowe. Gesty wzniesionych rąk, wyrażających uwielbienie, pokłony, oddające chwałę, taneczne kroki po okręgu, które symbolizują drogę naszego życia – to wszystko ma związek z Bogiem. Przytupywanie też – może oznaczać niszczenie Szatana – wyjaśnia, pokazując kolejne figury. 


Anielskie skrzydła


Pierwszy krok nazywa się jemeński. Stanowi podstawę wielu kolejnych tańców. – Prawa w tył, dostaw lewą, prawa w przód. Teraz lewa krok w tył, dostaw prawą i znów lewa w przód. Wyjdź, dostaw, wróć – instruuje Edyta. Ma w tym wprawę. Jest nauczycielką wychowania wczesnoszkolnego. Efekty pedagogiczne jej starań widać natychmiast. Nawet ci, którzy przyszli pierwszy raz, w lot łapią, o co chodzi. Pora na coś szybszego. Kilkanaście osób podskakuje w rytm melodii, tupie i klaszcze, by w następnym tańcu przeobrazić się w anioły. 
– Rozłóżcie ręce. Wyobraźcie sobie, że to aniołowie swoimi skrzydłami omiatają cały świat – mówi Edyta. – Ta pieśń mówi, że Bóg jest tak bardzo „kadosh”, tak oddzielony od nas, tak bardzo święty, że nawet aniołowie nie są w stanie patrzeć na niego. Dlatego jak aniołowie zakrywamy twarze, bo poraża nas Jego chwała i blask – opowiada instruktorka.
– W centrum jest Chrystus. Kiedy w tańcu zbliżamy się do środka okręgu, to tak, jakbyśmy zbliżali się do Niego – dodaje Aurelia. 
Zaczęło się od warsztatów, na które pojechał mąż Edyty. Mirek przywiózł pomysł do Słupska i znaleźli się ludzie, którzy chcieli się uczyć i modlić tańcem. – Tańczyć uwielbiam, sporo się modlę – połączenie tych dwóch rzeczy było dla mnie jak olśnienie. Wcześniej nie myślałam nawet, że tak można. Najpierw wszystkie kroki mi się myliły, ale czułam, że Bóg mnie powołuje do takiej posługi – opowiada entuzjastycznie Aurelia. 
Stała, cotygodniowa grupa Diakonii Uwielbienia Boga Tańcem w słupskiej parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego liczy siedmioro tancerzy. W zależności od tego, czy uda im się znaleźć wolną chwilę, pojawia się nawet drugie tyle. Dzieci, młodzież, dorośli. Taki taniec jest dla wszystkich: od nastolatek po dojrzałe panie, bo panowie mają jakby mniej śmiałości. 


Duch działa


Chociaż i oni dają się skusić. Karol na warsztaty wpadł mocno po czasie. – Zobaczyłem ogłoszenie, więc nie zastanawiałem się, tylko wskoczyłem na rower. Chyba nawet nie doczytałem do końca, zobaczyłem tylko: „muzyka” i „izraelskie” – śmieje się miłośnik muzyki etnicznej. Nie przestraszył się też, że będzie „rodzynkiem” w całym tym „babińcu”. Z zapałem nadrabiał spóźnienie. – Trudne nie jest. Spodobało mi się! Zastanawiam się, czy nie przychodzić także na środowe zajęcia diakonii – mówi młody mężczyzna. 
Na zajęcia chcieliby też zaglądać inni uczestnicy warsztatów. – Znałam tę formę modlitwy, ale nigdy sama wcześniej nie próbowałam. Czy udało mi się tak pomodlić? Chyba tak, pod koniec zajęć. Na początku za bardzo skupiałam się na melodii, na krokach, na tym, żeby się nie zgubić. Za bardzo się pilnowałam, ale chciałabym dojść do takiego etapu, kiedy to będzie naprawdę moja modlitwa – mówi Krysia. 
Jej koleżanka Ela już zastanawia się, jak wykorzystać zdobyte umiejętności w pracy: – Pracuję z dziećmi upośledzonymi, którym niełatwo mówić o Bogu, o tak abstrakcyjnych rzeczach jak wiara. Wydaje mi się, że taniec może być tu kluczem. – Taniec otwiera – przyznaje Edyta. – Przez wiele lat można być bardzo mocno skrępowanym i zawstydzonym sobą. Mnie trudno było nawet wyprostować w pełni plecy. A w tańcu puszczają nasze blokady, otwieramy się na swoje ciało, na drugiego człowieka i… na działanie Ducha. Opowiedzieć się nie da. Tego po prostu trzeba spróbować.