Ile dzieci zmieści różaniec?

ks. Jacek M. Pędziwiatr, Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 49/2012

publikacja 06.12.2012 00:00

Modlitwa różańcowa rodziców. Podobno na każdym paciorku różańca siedzi anioł. Nie siedzi jednak sam. Setki – jeśli nie tysiące – rodziców z Podbeskidzia postanowiły posadzić obok aniołów swoje dzieci.

Ile dzieci zmieści różaniec? Kasia i Maciej Kozinowie z synkiem Jakubem i Amelką, chrześniaczką Kasi, a jednocześnie córką Agaty Kóski z tej samej róży różańcowej

Razem z aniołem na różańcowym koraliku siedzą dopiero co narodzone maleństwa, kilkulatki, nastolatki, a nawet trzydziesta – i czterdziestoparolatkowie. Różańce do rąk biorą i sadzają na jego paciorkach swoje dzieci dojrzałe panie, staruszki i młode mamy. Kobiety. Ale, wbrew opiniom, że to taka niemęska modlitwa, za różaniec łapią też ich mężowie, ojcowie i dziadkowie! – Mężczyzna potrzebuje konkretu. Kiedy mu powiesz, że ta dziesiątka to za jego dziecko, to niemal każdy zmięknie – uśmiecha się Katarzyna Kozina z Wiślicy koło Skoczowa, która razem z mężem włączyła się do gigantycznej sieci rodziców odmawiających Różaniec w intencji dzieci. Na internetowej stronie: www.rozaniecrodzicow.pl „zarejestrowało” się już ponad 1800 takich róż! Ale to nie wszystkie – wiele osób nawet nie wie o istnieniu takiej strony. Za różańce łapią wtedy, kiedy tylko słyszą o idei tej modlitwy.

Pocztą pantoflową

Do róży należy 20 osób. Każda z nich przez miesiąc odmawia jedną, określoną tajemnicę Różańca. Pierwszego dnia kolejnego miesiąca następuje zmiana – zaczyna się odmawianie następnej tajemnicy. Kto w listopadzie odmawiał ostatnią chwalebną, w grudniu wróci na początek kolejki i będzie zamyślał się nad zwiastowaniem. Sprawa jest prosta, ustalona, ale żeby nie było wątpliwości, pod koniec lub co jakiś czas osoba czuwająca nad dana różą wysyła każdemu esemes albo e-mail z przypomnieniem, jaką też tajemnicę w nowym miesiącu ma odmawiać. Małgorzata Fryś mieszka w Rzykach.

Codziennie dojeżdża do pracy do Bielska-Białej, prawie 40 kilometrów w jedną stronę. Pielęgnuje mamy, które mają urodzić swoje dzieci, a których ciąża przebiega w ekstremalnych warunkach. Koleżanka w pracy zaproponowała jej modlitwę w róży rodziców za dzieci. Zareagowała jak prawie każdy: – Nie mam czasu, już jestem w róży różańcowej, boję się nowych zobowiązań. Ale ziarenko zapadło w serce, kiełkowało, aż urosło, zakwitło i teraz przynosi owoce. Dziś pani Małgosia nie tylko sama się modli, ale namawia do modlitwy innych. I to skutecznie. Uzbierała już dwanaście róż, a trzynasta się tworzy! – Dla mnie fenomenem jest to, że jest to oddolna inicjatywa rodziców, którzy chcą się modlić za swoje dzieci. Ta wiadomość biegnie z ust do ust, pocztą pantoflową. Księża nie mówią o niej z ambony, nie mówi się też o niej szeroko w mediach, a jednak lotem błyskawicy zatacza coraz szersze kręgi – opowiada Katarzyna Kozina. – O róży dowiedziałam się od Agaty Kóski z Bielska-Białej, z którą jesteśmy we wspólnocie charyzmatyczno-ewangelizacyjnej. Ona z kolei usłyszała o tym od ginekologa Moniki Małeckiej-Holerek. Kiedy zbieraliśmy naszą dwudziestkę, dałam też znać koleżance Bernadecie Stawowczyk-Zemanek z Bielan. Po kilku dniach się dowiedziałam, że nie tylko dołączyła do naszej róży, ale i udało się jej stworzyć kolejną – następnych dwadzieścia osób zaczęło się modlić za dzieci! – Kończyłam odmawiać nowennę pompejańską, która wcale nie przychodziła mi tak łatwo – mówi Bernadeta Stawowczyk-Zemanek. – A tu wiadomość od Kasi o codziennej modlitwie na różańcu za dzieci... Przyszła mi jednak od razu myśl: dbamy o to, żeby nasze dzieci wysłać do dobrych szkół, by uczyły się języków obcych, by je ładnie ubrać. Ale to przecież nie wszystko. Chcielibyśmy, by były zdrowe, by wzrastały w dobrym towarzystwie – ludzi, którzy powierzają swoje sprawy Panu Bogu i Jemu ufają...

Te własne i te „nabyte”

Róże mają swoich patronów, wybieranych przez rodziców. Agata Kóska i Katarzyna Kozina za patronkę swojej róży wybrały bł. Karolinę Kózkównę. Zalążkiem każdej róży jest jedna osoba, do której dołącza druga, trzecia i kolejne. Gdy uzbiera się dwudziestka, będzie cała róża. Ale przystępujący do dzieła modlą się od razu, od momentu wyrażenia chęci udziału w dziele modlitwy różańcowej za dzieci, nie czekając na komplet. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji o tym, jak się modlić, wszystkie niezbędne materiały znajdzie w internecie. Dzieło – choć proste – ma swoją duchową głębię. Modlitwą obejmuje się nie tylko własne, rodzone dzieci, ale też te „nabyte”: synowe i zięciów oraz dzieci chrzestne. W zasięgu modlitwy są też dzieci „obce” – nienarodzone, porzucone, chore, małe ofiary wojny i przemocy. Nie ma określonej liczby objętej modlitwą: każdy z członków róży może się modlić za tyle dzieci, ile mu się zmieści... na różańcu. Najwięcej „podopiecznych” pani Małgosia ma w Rzykach, gdzie mieszka, i w sąsiednich miejscowościach. Ale są też pojedyncze osoby ze Śląska, z okolic Łodzi, a nawet z Warszawy. – Nasza róża swoim zasięgiem obejmuje krąg od Skoczowa, Bielska-Białej i okolic po Rzeszów aż do... Strasburga, bo tam mieszkają dzieci, za które się modlimy – mówi Kasia. – Tak się złożyło, że naszą różę tworzą rodzice w różnym wieku. Ja zaproponowałam tę modlitwę mojej mamie. I w związku z tym w naszej róży moja mama modli się za mnie i za mojego męża oraz za mojego syna. My m.in. za naszego syna. Dla mnie czymś cudownym jest to, że w naszej róży, niemal w komplecie, modlą się małżeństwa. To niesamowite, że także mężczyźni decydują się na ten krok. Do róż chcą dołączać osoby, po których byśmy się tego nie spodziewali, które znaliśmy z tej strony, że im „nie po drodze z Panem Bogiem”.

Najlepsza inwestycja

– Zadaniem członków róż Różańca rodziców za dzieci jest połączenie modlitwy z przykładem życia – mówi Małgorzata. – Zaangażowanie w dzieło Różańca ma służyć uzdrowieniu relacji między pokoleniami. Jest też świadectwem naszej troski o najmniejsze, najsłabsze i najbardziej zagrożone istoty ludzkie. – Dla większości ludzi oczywiste jest, że warto inwestować w dzieci. Ja wierzę, że ta modlitwa to najlepsza inwestycja – mówi Katarzyna. – A jej owoce widzimy codziennie. Moja mama jest chrzestną mojej kuzynki, która też jest w naszej róży. Kuzynka długo nie mogła znaleźć pracy. Mama tę intencję podejmowała szczególnie w swojej modlitwie i... w bardzo niedługim czasie praca się znalazła! Cały czas czujemy opiekę Bożą. To nie jest tylko „bank niebieski”, w którym jest zdeponowana nasza modlitwa. Jej owoce są widoczne już tu, na ziemi. Sama widzę to codziennie – przy żywiołowym trzylatku nietrudno o różne wydarzenia w domu. A u nas – spokojnie. Ta modlitwa to wielka siła. Doświadczamy z mężem jej zwłaszcza teraz, kiedy nasz Kuba z zapaleniem płuc musiał trafić do szpitala. Codziennie uświadamiam sobie, że za niego modli się dwadzieścia osób... Sześcioletnia Zosia, córeczka Bernadety, łatwo łapie przeziębienia. Trudno zliczyć dni, które musiała opuścić w przedszkolu z powodu choroby. – Ufam, że to moc tej modlitwy, bo od kiedy ją podjęłam, Zosia owszem, katar łapie, ale nie choruje tak ciężko, żeby musiała zostawać w domu. Rodzice podkreślają, że ta modlitwa pozwoliła im dokonać jeszcze jednego odkrycia. Czasem mniej się kiedyś pamiętało o chrześniakach, zwłaszcza tych, którzy mieszkają gdzieś dalej. W róży, nawet jeśli my zapomnimy o intencji, zawsze ktoś modli się za bliskie nam dzieci. – Wiem, że Pan Bóg nie stoi nad nami, żeby nas rozliczać z odmówionych i zapomnianych dziesiątek – wyznaje Bernadeta. – Zdarza mi się jednak obudzić w nocy albo nad ranem z takim przynagleniem i przypomnieniem o tej nieodmówionej modlitwie... 

– Niedawno tłumaczyłam Kubie, jak się modli na różańcu – opowiada Katarzyna. – Chciał spróbować. Odmówił „Ojcze nasz”, a po trzech „Zdrowaś, Maryjo” popatrzył na mnie z rozbrajającym uśmiechem i mówi: „Mamo, fajna ta modlitwa!”.