Wskazówka z Dziejów

Urszula Rogólska

|

Gość Bielsko-Żywiecki 39/2012

publikacja 30.09.2012 10:04

Kiedy Jezus wstąpił do nieba, każdy z apostołów udał się samotnie do swojej izdebki i tam się modlił w samotności. – Oczywiście, że to nie było tak! – śmieją się Ewa, Edyta i Anna.

Wskazówka z Dziejów

Czy Jezus chciał, żebyśmy w samotności przeżywali naszą wiarę? Ewa Gubała, Edyta Pietraszewska i Anna Ficoń pokazują „instrukcję” z Dziejów Apostolskich: „Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną (...). Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego”. – Uczniowie trwali razem, jednomyślnie! – mówią. – To bardzo jasna wskazówka.

„Chcemy zobaczyć Jezusa” – takie pragnienie doświadczenia obecności Jezusa w codzienności chcieli rozbudzić organizatorzy XI Tygodnia z Ewangelią. Ale jednocześnie chcieli pokazać, co robić dalej. W Bielskim Centrum Kultury, na specjalnie przygotowanych stoiskach, przedstawiciele wspólnot modlitewnych, ewangelizacyjnych i apostolskich z całej diecezji zachęcali to przyłączenia się do nich.

A Ewa, Edyta i Anna opowiadają o swoim odkryciu wspólnoty w czasie poprzednich TzE. Ewa Gubała: – Szukałam bliskości z Panem Jezusem. Prze- żywałam trudny czas. Alkoholizm męża, dom na mojej głowie – mieliśmy dwie córki, a urodziły się nam jeszcze bliźniaczki. W 2010 r. zobaczyłam plakat o TzE i projekcji filmu „The Human Experience” w kościele w Aleksandrowicach. Nigdy tam nie byłam, ale postanowiłam – jadę. Ten film mnie bardzo wzruszył. Całkiem inaczej popatrzyłam na moje problemy. Powiedziałam Jezusowi – jeśli chcesz, żebym dołączyła do wspólnoty„Miasto na Górze”, która się tu spotyka, to niech ktoś do mnie podejdzie. Ale nikt nie podszedł... Aż tu niedługo potem koleżanka zaprasza mnie na środowe spotkanie w tej wspólnocie. Nie skojarzyłam tego z TzE. Nie pojechałam. Po jakimś czasie znajomy znowu mnie zaprasza na tę środową modlitwę. Skoro zapraszają mnie już dwie osoby – muszę iść. Wtedy zaczęło się moje nowe życie... Widziałam, jak ludzie się serdecznie witali. Jezus powoli zaczął mi otwierać oczy na inną rzeczywistość. Kiedy przyszłam na tamto spotkanie, byłam zdecydowana na rozwód z mężem. Jeden z księży powiedział: poczekaj, zastanów się. To samo usłyszałam od koleżanki. Powstrzymałam się z decyzją ze względu na dzieci. A dziś... Jezus przemienił nasze życie. Kocham męża na nowo. Widzę wyraźnie, że i on sam się zmienia. Nie wyobrażam sobie życia bez wspólnoty. Ci ludzie dają mi wielkie wsparcie duchowe, ale także okazują nieocenioną pomoc w trudnościach życia codziennego.

Edyta Pietraszewska: – Od dziecka byłam przy parafii, we wspólnocie Dzieci Maryi. Ale kiedy za- częłam dorastać, kontakt ze wspólnotami mi się urwał. Brakowało mi tego. Czytałam Pismo Święte i fascynowało mnie to, że apostołowie mieli tak bliski kontakt z Jezusem – twarzą w twarz. Też tak chciałam. To był drugi, może trzeci Tydzień z Ewangelią. Usłyszałam zaproszenie na środowe spotkanie w Aleksandrowicach. Odważyłam się pójść sama. Wiedziałam, jak się modlą – że jest tak inaczej niż zwykle w kościele – żywo, z ogromną wiarą, że Jezus naprawdę działa tu i teraz. Od tego czasu nie wyobrażam sobie środy bez tego spotkania. Wciągnęłam do wspólnoty też rodziców. Wspólnota to nie tylko modlitwa, to autentyczna pomoc we wszelkich problemach – także materialnych – tak jak jest to napisane w Piśmie Świętym. A o tym przecież marzyłam.

Anna Ficoń: – Przez wiele lat byłam związana z Ruchem Światło–Życie. Po studiach jednak straciłam z nim kontakt. Chciałam być w jakiejś wspólnocie, ale nie potrafiłam jej znaleźć. Mój tato był w „Mieście na Górze” i namawiał, żebym tam właśnie przyszła. Ale im silniej namawiał, tym ja głośniej mówiłam NIE. Wszystko zaczęło się na nowo, kiedy dostałam książkę Francine Rivers „Głos w wietrze”. Pochłonęłam ją w jedną noc. Pan Bóg zaczął mnie szukać. Był TzE 2008 roku. Poszłam na spotkanie modlitewne, posłuchałam świadectw. Pamiętam kościół pełen ludzi, a na koniec zaproszenie, żeby każdy, kto chce oddać swoje życie Jezusowi, wyszedł na środek. Robiłam to już nieraz, ale tym razem poczułam, że Pan Bóg mnie z tej ławki wprost wyrzucił! Klęknęłam i bardzo świadomie oddałam Mu swoje życie. I jestem we wspólnocie... Tu Pan Bóg spełnia pragnienia, o które zawsze się modliłam: mam dużą rodzinę – bo jest nas naprawdę dużo, mam dużo dzieci – bo posługuję we wspólnocie młodzieżowej. Wiem, że o każdej porze dnia i nocy z każdą sprawą mogę się zwrócić do kogoś ze wspólnoty. To dla mnie wielki prezent od Pana Boga.