Uroczystość odbyła się podczas Mszy św. sprawowanej w Kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Bielsku-Białej-Lipniku. 71-letnia Elżbieta Kilarska jest trzecią wdową w naszej diecezji, która wstąpiła do wspólnoty Ordo Viduarum, zrzeszającej wdowy pobłogosławione.
Obrzęd błogosławieństwa wdów jest znakiem ofiarowania Bogu swojego życia przez kobietę po śmierci męża. Pani Elżbieta, przyjmując sakramentalium, zobowiązała się do życia w czystości, modlitwie oraz służbie Kościołowi. Na znak oddania się Bogu, z rąk biskupa otrzymała krzyż oraz księgę Liturgii Godzin.
- Przyjęcie błogosławieństwa wdowy nie oznacza, że nasza siostra jest kimś lepszym czy ważniejszym od innych. Jest - tak jak dotąd - jedną z nas, dalej będzie żyła w tej wspólnocie parafialnej. Swoje wdowieństwo nie traktuje jako dopust Boży, ale jako łaskę; do tego, aby swoje życie przeżyć do końca jako szczególny dar osoby i czasu przeznaczony dla Boga i wspólnoty Kościoła. Obrzęd błogosławieństwa wdowy niczego nie kończy, ale rozpoczyna kolejny etap jej życia na ziemi. Niech nasza modlitwa będzie umocnieniem jej, i nas wszystkich, na drodze swojego powołania - zachęcał bp Piotr Greger zgromadzonych w świątyni.
Elżbieta Kilarska z Lipnika z mężem Władysławem przeżyła 44 lata w małżeństwie. Ma czworo dzieci: dwie córki i dwóch synów oraz siedmioro wnucząt. O historii swojego powołania opowiedziała nam TUTAJ.
Wcześniej w kazaniu biskup pomocniczy naszej diecezji mówił, że dziś słowo (mówione, pisane, podane w obrazie) doznaje swoistego kryzysu, zatracając swoją pierwotną wartość. - Człowiek bez poczucia odpowiedzialności za słowo wypowiada je na lewo i prawo, nie licząc się z konsekwencjami - zauważył, dodając: - Wiele dziś słowa pustego, bez pokrycia, kłamliwego, nastawionego na wyzysk, są słowa pogardy, poniżenia, zdeprawowania, pojawiają się także wulgaryzmy.
Odpowiedzią na ten kryzys słowa ludzkiego, jak wskazał bp Greger, jest słowo samego Boga, jakie zostawił nam w Piśmie świętym. Jest ono, jak zaznaczył, niezawodne, prawdziwe, mądre, kompetentne, zawsze ponadczasowe. Kaznodzieja wyjaśniał, że słowo Boże jest stwórcze, objawiające prawdę o istnieniu Boga; dalej jest ono znakiem zawartego przymierza oraz narzędziem nawołującym do nawrócenia. Ostatecznie jednak to Słowo stało się Ciałem.
Odwołując się do Ewangelii z dnia, w której Jezus opowiada przypowieść o siewcy, przypomniał, że skuteczność słowa nie zależy od tego, kto głosi, ale od gruntu na jaki pada. - Jest to bardzo znaczący szczegół, który pokazuje, że skuteczność owocowania słowa Bożego w naszym życiu zależy od szeroko otwartych uszu i serc gotowych na przyjęcie mocy tego słowa. To nie jest słowo dla słowa, nie można go traktować jako słowo, nad którym będziemy się tylko zastanawiali, dyskutowali czy w duchu modlitewnym ograniczali się tylko do rozważania. To nie jest tylko słowo będące programem, ale to jest słowo życia! Taka jest jego natura i nikt z nas nie może jej zmienić - wyjaśniał.
Dodał także, że zachowanie siewcy, którego można by posądzić o rozrzutność - rzuca ziarna w miejsca, z których i tak nic nie wyrośnie - jest znakiem tego, że Bóg każdemu daje szansę i nikogo nie przekreśla na drodze zbawienia.
- Nasza siostra w wierze, Pani Elżbieta, potraktowała - i nadal traktuje - słowo Boże poważnie i na serio. Rozważając Bożą mowę adresowaną do człowieka, odkryła swoje powołanie do życia we wspólnocie małżeńskiej. Po śmierci męża, idąc dalej po śladach Bożego słowa, podjęła decyzję, aby poprzez formację zweryfikować wewnętrzne pragnienie przyjęcia błogosławieństwa wdowy. Dlatego dziś tu jesteśmy; razem z Panią Elżbietą modlimy się w intencji jej umocnienia na tej drodze - mówił na zakończenie homilii.








