Jeden z rowerowych rajdów poświęcił od lat chorującej na rzadkie schorzenie - nowotwór tkanki łącznej i nabłonkowej, Gabrieli Klimek z Jastrzębia-Zdroju.
Kobieta, mimo choroby, co z medycznego punktu widzenia jest nie do wyjaśnienia, zaszła w ciążę i urodziła zdrową córkę. Podczas ciąży zrezygnowała z leczenia. Przed porodem, który nastąpił w 8. miesiącu, powiedziała lekarzom, żeby najpierw ratowali jej dziecko.
W 2017 r. Darek postanowił, że wybierze się na rowerową przejażdżkę z Holandii do Polski. W drodze mówił o Gabrysi i zbierał pieniądze na jej leczenie.
Mężczyzna jest prawdziwym roweromaniakiem. Kiedyś "na kole" pokonywał rocznie 9-11 tys. kilometrów. Jego pasja rozpoczęła się w 2002 r. - Byłem po dość poważnej operacji kolana, a w zasadzie tych operacji było aż sześć. Mam pośrubowane kolano, przeszczep więzadła krzyżowego - tłumaczy.
Potem zaczęła się jego rehabilitacja. Najpierw na rowerze stacjonarnym, później - na prawdziwym. - Pamiętam, w kwietniu chodziłem o kulach, a w lipcu przez przypadek wziąłem udział w mistrzostwach Rudy Śląskiej w kolarstwie górskim - opowiada.
- Tak mnie to wkręciło... Kiedy zaczęła się rehabilitacja, dowiedziałem się, że nie będę mógł jeździć na nartach, grać w piłkę nożną. Trochę mnie to zdołowało. Trafiłem na nowo otwierany oddział rehabilitacji w Szpitalu Wojewódzkim w Rybniku. Byłem jednym z trzech pierwszych pacjentów. Pamiętam, pierwszy pacjent, który tam leżał, to był 40-letni mężczyzna, który ścinał drzewo w ogrodzie i dostał kawałkiem gałęzi. Przez pół roku był nieprzytomny, uczył się mówić, chodzić. Była też 18-letnia dziewczyna po wylewie, połowę ciała miała sparaliżowaną. I wtedy powiedziałem: "Kurczę, stary, z tobą nie jest tak źle!".
Już w szpitalu u Darka pojawiła się chęć większej pomocy drugiemu człowiekowi. - Nigdy tego nie analizowałem, ale pomaganie innym sprawia mi przyjemność... - przyznał przed laty w rozmowie z "Gościem Katowickim". Całość artykułu dostępna TUTAJ.
Ostatnia jego charytatywna wyprawa rowerowa poświęcona była chłopakowi, któremu podczas zbiórki na leczenie skradziono puszkę z zebranymi pieniędzmi. - Tak mnie to poruszyło, że postanowiłem mu pomóc - wspomina, dodając, że niedługo później miał wypadek.
"Niestety po wypadku i poważnych powikłaniach pooperacyjnych z kolanem moje życie bardzo się zmieniło. Przeszedłem operacje, endoprotezę oraz długą rehabilitację. Dziś mam mocno ograniczone zgięcie kolana, tylko około 50 stopni. Z tego powodu jazda na zwykłym rowerze nie jest już dla mnie możliwa. Nie chcę jednak rezygnować z ruchu, rehabilitacji i pasji, która przez lata była częścią mojego życia. Chcę dalej walczyć o sprawność, samodzielność i możliwość aktywnego funkcjonowania. Dlatego zbieram środki na trójkołowy rower poziomy. Taki rower, dzięki stabilnej konstrukcji i innej pozycji jazdy, dałby mi szansę na bezpieczny powrót do aktywności. Byłby dla mnie nie tylko sprzętem sportowym, ale przede wszystkim narzędziem rehabilitacji i sposobem na odzyskanie części dawnego życia" - mówi o sobie na portalu zrzutka.pl.
Można mu pomóc, wpłacając swoją cegiełkę TUTAJ.








