Słów padło tu niewiele. Pewnie tak, jak i wtedy, ponad 2 tys. lat temu w Jerozolimie. Bo więcej mówiły każdy gest, krok, spojrzenie, cisza przeplatana muzyką. Raz po raz padające z nagrania: "To z miłości do ciebie..." wystarczyło za cały komentarz.
Chłopaki z pantomimicznego Teatru "Edmundi", działającego przy Domu Pomocy Społecznej "Przestrzeń Opatrzności" w Skoczowie, który prowadzą siostry służebniczki dębickie, zaprosili do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Pogórzu na przygotowaną przez siebie Drogę Krzyżową. Dla chłopców zmagających się na co dzień z różnego rodzaju niepełnosprawnościami żadna ze scen nie była aktorstwem. Pokazywali siebie i zapraszali, by każdy sercem spojrzał na to, co przygotowali, i - być może - w prezentowanych obrazach dostrzegł także swoje miejsce.
Do tego zachęcali już na początku nabożeństwa proboszcz ks. Ignacy Czader i s. Honorata Klonowska, dyrektor domu w Skoczowie, a zarazem opiekun grupy teatralnej. - To nie jest teatr. Kościół nie jest sceną, a ci, którzy tu występują, nie są zawodowymi aktorami. Poprzez swoją posługę chcą jedynie pomóc nam wejść głębiej w tajemnicę męki Chrystusa - mówił ks. Czader.
- To taka droga bardziej "do serca". Poprzez gest, ruch i symbol chcemy pomóc uczestnikom głębiej przeżyć wydarzenia, które Chrystus przechodził w Jerozolimie, idąc na Golgotę - dodała s. Honorata.
S. Honorata Klonowska, szefowa Teatru "Edmundi", i proboszcz ks. Ignacy Czader.
Urszula Rogólska /Foto Gość
Droga - jak w rzeczywistości 2 tys. lat temu - była jedną całością. Jej bohaterowie wyłaniali się z różnych części kościoła, a obrazy jedynie porządkował Boguś Mach, który pokazywał tabliczki z kolejnymi rzymskimi oznaczeniami stacji. W centralnym miejscu wydarzeń, twarzą do obecnych w kościele, stał Sebastian Woźniak, który wcielił się w postać Jezusa. Już jego wejście od drzwi świątyni - jej środkiem, w koronie cierniowej i czerwonym płaszczu - uciszyło wszelkie szepty i szmery.
W krótkich scenach nawiązujących do wydarzeń w Jerozolimie - od skazania Jezusa po ukrzyżowanie i złożenie Jego Ciała do grobu - chłopaków wspierali pracownicy domu, przyjaciele i wolontariusze. W gestach i symbolach pokazywali, że to, co wydarzyło się wtedy, dzieje się i dziś: pieniądz, chciwość, pogarda, brak szacunku do życia są kolejnymi razami i gwoźdźmi raniącymi Chrystusa.
Uczestników nabożeństwa poruszały szczególnie sceny upadków, kiedy Jezusa osaczały postacie w czarnych bluzach z wypisanymi na plecach nazwami grzechów głównych. W ostatniej scenie, kiedy umęczone ciało Jezusa spowił całun, wszyscy stanęli twarzą w stronę tabernakulum.
Sebastian Woźniak w roli Jezusa w Pogórzu.
Urszula Rogólska /Foto Gość
Jak tłumaczyła s. Honorata, tę pantomimę teatr prezentuje od trzech lat. Jej reżyserem jest Agnieszka Nowosad, katechetka z Harmęż. Dzięki niej chłopcy po raz pierwszy pokazali ją razem z harmęską młodzieżą z grupy Na Maksa. - A że Agnieszka aktualnie posługuje na misjach w Boliwii, musieliśmy sobie poradzić sami, z pomocą wolontariuszy - uśmiecha się s. Honorata.
W gronie występujących znaleźli się podopieczni domu sióstr, którzy na co dzień przez pantomimę ewangelizują w parafiach i różnych placówkach w całej Polsce i poza granicami naszego kraju: Sebastian Woźniak, Mateusz Kohut, Andrzej Prykan, Kacper Mika i Bogusław Mach. Dorywczo dołączają do nich Łukasz Szampera, Bartosz Skiba i Adam Wieczorek. W Drodze Krzyżowej zagrał też najmłodszy, 14-latek Łukasz Laszczak. Z grupą występują także pracownicy i wolontariusze domu: Lucyna Małyjurek, Barbara Baranowska, Joanna Lenert, Barbara Sawłan, Agnieszka Husar, Katarzyna Matejska-Drapisz i Jadwiga Harężlak.
Jedna z trzech scen upadku Pana Jezusa pod krzyżem.
Urszula Rogólska /Foto Gość
Ich ewangelizacja wspiera także rozbudowę skoczowskiego domu. Spotkaniom z Dobrą Nowiną towarzyszą kwesty na ten cel. - W Pogórzu nie planowaliśmy zbiórki. Przyjechaliśmy tu z jednym celem: zaprosić wszystkich do zatrzymania się nad męką Pana Jezusa i głębokiej modlitwy sercem. Ale ksiądz proboszcz, który jest nam ogromnie życzliwy i wspiera nasza rozbudowę z zaangażowaniem, zachęcił obecnych, by zasilili nasze skarbonki - dodaje siostra dyrektor.
Jak wyjaśnił ks. Czader, ten wieczór był okazją, by o chłopakach i ich domu dowiedzieli się kolejni diecezjanie. Wśród uczestników nabożeństwa byli przeżywający swoje rekolekcje ministranci - kandydaci na ceremoniarzy i animatorów z całej diecezji. - Zależało mi, by o tym usłyszeli, zabrali ulotki, dali znać swoim rodzicom, znajomym, bo może wśród nich znajdzie się ktoś, kto wesprze to wspaniale dzieło - dodał ks. Czader.
A o tym, jak pomóc chłopcom, można przeczytać TUTAJ.