Nowy numer 32/2022 Archiwum

Biskupem nie został

Dla Urszuli, córki jego brata bliźniaka, zawsze będzie wujkiem Wojtkiem. Dla żywczan – księdzem z rodziny stolarzy. Dla Kościoła – wciąż mało znanym nominatem, który nigdy święceń biskupich nie otrzymał.

Postać ks. Wojciecha Olszowskiego od dawna fascynowała ks. dr. A. Targosza, pasjonata historii Żywiecczyzny. A jednak dopiero teraz, dzięki zaangażowaniu żywczan, z ks. Grzegorzem Gruszeckim, proboszczem konkatedralnej parafii Narodzenia NMP na czele, udało się ją przybliżyć szerszemu gronu.

21 kwietnia minęła 50. rocznica śmierci ks. Olszowskiego. Biskup Roman Pindel przewodniczył Mszy św. w jego intencji oraz modlił się przy jego grobie. Na płycie nagrobnej pod nazwiskiem widnieje napis: „Biskup nominat – szambelan papieski”. Z kolei 23 kwietnia w auli Domu Katolickiego więcej o zmarłym kapłanie opowiedzieli m.in. historyk dr Przemysław Stanko, żywieccy rodacy: ks. Mieczysław Augustynowicz i ks. Roman Zoń, a także bratanica Urszula Olszowska-Zasiadczuk.

Wojciech Olszowski urodził się 18 marca 1916 r. W 1935  r., po maturze w żywieckim liceum im. M. Kopernika, wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie.

Święcenia przyjął 20 września 1939 r. o 4.00 rano przy zaciemnionych oknach seminarium. Neoprezbiter ks. Olszowski jeszcze zaliczał brakujące przedmioty ze studiów, pomagając jednocześnie w kościołach Lwowa. Wiosną 1940 r. został wikariuszem w Bolechowie. – Bardzo dobrze zapisał się w pamięci parafian, zwłaszcza dzięki wielkiej trosce o katechezę dla młodzieży, pomimo ogromnych trudności w znalezieniu stosownych pomieszczeń – mówił bp Pindel. – Wielu parafian zapamiętało, że często i dużo się modlił. Siostra służebniczka starowiejska widziała wartość jego świadectwa wiary i wsparcia, jakiego udzielał wiernym udręczonym okupacją.

W 1943 r. został przeniesiony do Bukaczowiec, a następnie do Bursztyna koło Rohatyna, gdzie pracował do roku 1944. Po wojnie został z wiernymi w ZSRR. Pracował ofiarnie m.in. w Stryju i Stanisławowie. Władze wydały mu kategoryczny zakaz organizowania zgromadzeń. Zakaz złamał. Jesienią 1949 r. został skazany na 10 lat łagrów w Kazachstanie.

Mimo rygoru obozowego potrafił zgromadzić na nabożeństwie nawet 150 wiernych, a jednocześnie pracował jak wszyscy w przerażających warunkach w kopalniach węgla i uranu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama