Nowy numer 25/2022 Archiwum

Cichy święty czyni cuda

W Roku św. Józefa jego wspomnienie i zbliżający się odpust to ważny czas dla wielu osób związanych z „Józefowem”. Położony w Bielsku-Białej wśród zieleni Cygańskiego Lasu ośrodek, gościnnie przyjmujący zarówno maluchy, jak i całe rodziny oraz seniorów, od dawna bowiem impulsy do działania zawdzięcza swojemu patronowi i orędownikowi. – To za jego wstawiennictwem udało się pokonać mnóstwo przeszkód – nie mają wątpliwości gospodarze tego miejsca, członkowie bielskiego KIK-u.

Nowe życie po remoncie

Taką reakcją jest właściwie cała historia „Józefowa”, która rozpoczęła się w 1998 r., w ostatnich miesiącach istnienia województwa bielskiego. Wtedy na wniosek KIK-u ostatni wojewoda bielski Andrzej Sikora wraz z Janem Chrząszczem, obecnym wicewojewodą śląskim, podpisali stosowne dokumenty przekazujące mocno zniszczony milicyjny ośrodek wypoczynkowy MSW na potrzeby działalności podejmowanej przez klub z myślą o potrzebujących.

Starania rozpoczęły się w 1997 r., a przyczyniła się do nich opowieść o problemach, z jakimi borykali się członkowie KIK-u w podeszłym wieku. – Wysłuchaliśmy relacji jednego z naszych kolegów, który potrzebował pomocy, ponieważ jego obłożnie chora żona miała opuścić szpital, a on nie był w stanie sam zapewnić jej odpowiedniej opieki. Rzucił przy tym myśl, że przydałby się taki dom opieki. Od tego się zaczęło… – wspominają do dziś członkowie KIK-u. Rozpoczęły się poszukiwania, w które mocno angażowała się nieżyjąca już sekretarz klubu Janina Królikowska. I ostatecznie udało się z myślą o utworzeniu takiej placówki pozyskać nieruchomość przy Grzybowej. Był to malowniczo położony teren z trzema zrujnowanymi budynkami.

Prezes Kralczyńska przyznaje, że choć w 1998 r. nikt nie wiedział, jak się do realizacji tego wyzwania zabrać, to już miesiąc później zdobyli pierwsze fundusze i rozpoczęli remont pięknej starej willi. Pomagali wszyscy, ale wkładu pracy, jaki zostawili tu Piotr Ściga, Maria Wieja czy Helena Góra nie można zapomnieć.

W willi powstała kaplica św. Józefa i do dzisiaj działa Dom Dziennego Pobytu dla osób starszych pod jego patronatem, ale wtedy planowany był w niej Diecezjalny Ośrodek Wspierania Rodziny. I faktycznie powstał, ale później przeniósł się do nowej siedziby w Lipniku…

– Remontu wymagało dosłownie wszystko, więc nie było łatwo i wszyscy pamiętamy uroczystość poświęcenia kaplicy, kiedy właściwie gotowe było tylko to jedno pomieszczenie, osłonięte moimi domowymi zasłonami, za którymi wokoło były tylko gruzy, stosy cegieł. Na ścianie wisiał krzyż, a ja tłumaczyłam, że jesteśmy w miejscu, z którego trzeba było wypędzić diabła – wspomina pani Elżbieta, zaznaczając, że od początku dbali o to, by to wyproszone miejsce rzeczywiście było uświęcone modlitwą.

Samą nazwę podsunęli członkowie grupy modlitewnej, do której należała Janina Królikowska. – To Jasia przyszła któregoś dnia i powiedziała: To będzie „Józefów”!”. I tak się stało, a na naszą prośbę pismem z 8 stycznia 1999 r. bp Tadeusz Rakoczy wyraził zgodę, by ten ośrodek, a w nim pierwsza placówka, czyli dom dziennego pobytu dla osób starszych, nosił nazwę Katolicki Dom Opieki „Józefów” – dodaje Elżbieta Kralczyńska. O tym, jak wiele się w wyremontowanej willi działo, wiele razy na naszych łamach opowiadali seniorzy, którzy bez „Józefowa” nie wyobrażają sobie życia, bo tu najczęściej się uśmiechają, są wciąż aktywni…

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama