Nowy numer 30/2021 Archiwum

Twarzą w twarz z mniszką

Nie planował tego spotkania. Przez 50 lat pracy twórczej namalował ponad 900 obrazów – wśród nich wiele wizerunków świętych. O niej jedynie coś słyszał. I właśnie w jubileuszowym dla jego twórczości roku pojawiła się – średniowieczna żona, matka, zakonnica, mistyczka, kanonizowana przez papieża Leona XIII 120 lat temu.

Siostra modelka

Jak mówi Bogusław Boba, każdą pracę nad zleceniem tego rodzaju, jakim była prośba bielskiej wspólnoty, poprzedza intensywnymi przygotowaniami historiograficznymi, by z właściwą dbałością oddać szczegóły danego wizerunku. – Najpierw nawiązałem kontakt z siostrami augustiankami w Krakowie. Miałem parę pytań dotyczących habitu. Chciałem się dowiedzieć, jak wyglądał ten właściwy, kiedy bowiem obejrzałem kilkadziesiąt wizerunków św. Rity, niemal każdy był nieco inny – kontynuuje artysta. – Następnym wyzwaniem była prośba do bielskich sióstr zakonnych o zamodelowanie mi. Wypożyczyłem też z hurtowni Misericordia dwa różnej wielkości krzyże. Po dwóch nieudanych próbach w Bielsku-Białej artysta pojechał do salwatorianek w Goczałkowicach. Namalował wcześniej wizerunki salwatoriańskich założycieli – także dla krakowskiej prowincji – więc wydawało się, że może być łatwiej. Jednak przełożona była nieobecna, a żadna z sióstr nie chciała sama wyrazić zgody na „pozowanie”. – Musiałem siostrom wyjaśnić, że nie chodzi o pozowanie, a o modelowanie, żebym jako malarz mógł zobaczyć, jak anatomicznie układają się te ręce trzymające krzyż, habit. Kiedy myślałem, że odejdę z kwitkiem, otworzyły się drzwi i do domu weszła jeszcze jedna siostra! To ona mi pomogła! – cieszy się Bogusław Boba.

Mocna kobieta

W kwestii szczegółów artysta miał już własną wizję: – Widziałem postać głęboko zanurzoną w Bogu – co eksponuję poprzez subtelne położenie krzyża na jej rękach. Kiedy z taką tkliwością dotyka Jezusa Ukrzyżowanego, przez Jego miłość prosi o miłość dla swojej rodziny, dla tych synów, prosi, by zło się nie rozszerzało bardziej – tłumaczy malarz.

Na czole namalowanej Rity znajduje się stygmat, cierń, który oderwał się od figury cierpiącego Jezusa podczas jej modlitwy w Wielki Piątek i utkwił w jej ciele. Nie zabrakło także 15 róż – symbolu mocno związanego z Ritą. Kwiaty do dziś błogosławi się w czasie nabożeństw ku jej czci i zanosi później chorym. Rita pochylała się nad cierpiącymi, potrzebującymi, ludźmi będącymi w najtrudniejszych sytuacjach. To także symbol nabożeństwa 15 czwartków, odprawianych przed dniem jej wspomnienia 22 maja.

Na obrazie są również pszczoły – artysta namalował trzy. I one są związane z legendą z czasów dzieciństwa świętej – pojawiły się przy niej, nie wyrządzając żadnej krzywdy.

Wyzwaniem okazała się twarz Rity. – Parę razy w życiu zdarzyło mi się malować wizerunek świętych, którzy nigdy nie byli sfotografowani czy dokładnie opisani. Stwierdziłem więc, że namaluję twarz według własnego pomysłu. Malując, starałem się podążać za oczekiwaniami wspólnoty św. Rity – tłumaczy artysta. – Na moim projekcie była trochę młodsza. Kiedy wstępowała do zakonu, była już kobietą dojrzałą, miała 36 lat. Zmieniłem więc mój projekt na ich prośbę. W moich oczach Rita to mocna kobieta, która z ufnością patrzyła na Bożą rzeczywistość, na Bożą moc. Ona czuła, że to naprawdę wszechmoc, że tylko ktoś taki jak wszechmogący Bóg mógł sprawić, by nawrócił się jej mąż, a później – zatrzymać straszną tradycję wendety w rodzinie. Kiedy straciła bliskich, weszła w tę Bożą rzeczywistość, przestrzeń Męki Pańskiej, działania Opatrzności Bożej, jeszcze mocniej – jako siostra zakonna. Już za życia miała opinię świętej. Wokół niej działy się cuda w sytuacjach naprawdę po ludzku beznadziejnych.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama