Nowy numer 20/2022 Archiwum

Orędownicy z Pariacoto

W kościele w Czernichowie odbyło się uroczyste wprowadzenie relikwii męczenników z Peru: bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego. Towarzyszyły mu słowa pieśni stworzonej na ich beatyfikację: „Oni tutaj są, są nadziei promiennym znakiem, ich krew do nowego życia budzi nas...”. – Już tu zostaną i będą orędować za nami – zapowiadał ks. Krzysztof Ciurla.

W pamięci i w sercu

Czernichowski duszpasterz nie ukrywa, że jego życie mocno naznaczył swoją obecnością męczennik z Żywiecczyzny bł. Michał Tomaszek. Poznał go jeszcze jako kleryk w Sułkowicach, gdzie o. Michał przyjechał z niepełnosprawnymi dziećmi na rekolekcje. – Z czasem coraz bardziej widzę, jaka to była łaska… – mówił ks. Ciurla. Nie był to przypadek, że został potem wikarym w rodzinnej parafii o. Michała – w Łękawicy. Tam też przez lata sprawował co miesiąc Msze św. z prośbą o beatyfikację kapłana. Później uczestniczył w takich Mszach św. odprawianych w Trzebini, gdzie również pracował jako wikariusz.

Mieszkał w Łękawicy, kiedy żyła jeszcze mama o. Michała, która obdarzyła go prawdziwie matczynym sercem. I jak kiedyś dla własnego syna dziergała na drutach ciepłe wełniane skarpety, tak później obdarowywała nimi o. Sławomira i ks. Krzysztofa. Wykorzystywała do tego przywiezione z Peru rzeczy o. Michała. W ręce ks. Krzysztofa trafił też ostatni sweter przyszłego błogosławionego. – To do dziś najcieplejsza rzecz, jaką mam – mówi ks. Ciurla.

A do najważniejszych wspomnień, jakie zachowuje w pamięci, należą dni, kiedy pojechał do Peru na beatyfikację. Pierwsze niezapomniane wrażenie przyniosła już odprawa na lotnisku, zaraz po przylocie do Limy. Stali z o. Sławomirem w ogromnej kolejce, ale kiedy urzędniczka dowiedziała się, po co przylecieli, uśmiechnęła się szeroko i powiedziała: „O, to moi ukochani ojcowie!”. Przepuściła polskich kapłanów od razu. A potem pojawił się… gołąb. I to niejeden raz. – Słyszałem od o. Stanisława Olbrychta, który po śmierci męczenników podjął misyjną pracę w Pariacoto, że na ich pogrzebie gołąb uparcie siadał na trumnie o. Michała. Podczas beatyfikacji w Chimbote wypuszczono gołębie i jeden z nich usiadł na trawie w pobliżu krewnych o. Michała, i nie odleciał przez całą Mszę św. Kiedy następnego dnia wszedłem do kościoła w Pariacoto, spłoszyłem gołębia siedzącego na sarkofagu, w którym pochowany był o. Tomaszek – wspomina ks. Krzysztof.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama