Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Stoczyli się?

Zatarła się granica między liturgią a zabawą.

Będzie ostro. Przepraszam. Mam w pamięci obraz odmalowany wspomnieniami z czasów końca wojny, kiedy przez nasze tereny przesuwał się miażdżący walec frontu. Po latach usłyszałem wspomnienie o sowieckich żołnierzach - to była chyba jakaś szpica przed nadejściem głównej siły wojsk - którzy do Oświęcimia wpadli konno. Porozbijali witryny sklepowe, rabując, co popadło, wtargnęli też do kościoła, na poplamione machorką kufajki narzucili wydarte z zakrystii ornaty, stuły, welony, alby i jęli uganiać się w nich po okolicznych uliczkach i wokół rynku.

Odżyła opowieść usłyszana w dzieciństwie, gdy zobaczyłem fotoreportaż z dopiero co rozegranych na stoku Stożka mistrzostw księży w slalomie gigancie. Wielką frajdą dotychczasowych edycji kapłańskich zawodów był inauguracyjny, nie wliczany do klasyfikacji, przejazd zawodników w sutannach i w habitach. Tym razem wśród nich znaleźli się także duchowni, szusujący w albach przewiązanych cingulum i zielonych stułach. Z ich powodu wciąż jeszcze przecieram oczy ze zdumienia.

Oczywiście absolutnie popieram ideę zawodów. Sam kilkakrotnie z wielkim upodobaniem stawałem w szranki współzawodnictwa duchownych, tyle, że w innych dyscyplinach sportowych. Widziałem księdza w sutannie i zakonników w habitach na Maratonie Poznańskim. Podoba mi się przejazd w stroju duchownym na nartach: traktuję to w kategorii nie tylko świadectwa ale także wpisania w kapłańskie życie i kapłańską tożsamość zwykłych, ludzkich zajęć. Podoba mi się szusowanie w stroju duchownym tak samo, jak bulwersuje mnie narciarstwo w stroju liturgicznym. A takim jest alba przewiązana paskiem ze stułą na szyi.

Strój liturgiczny jest właściwy dla pełnienia posługi sakramentalnej. Liturgia ma ów stój na wyłączność i używa go także jako elementu komunikacji z wiernymi. Alba oznacza doświadczenie Miłosierdzia i przekazywanie go wiernym. Pasek czyli sznur - jest symbolem gotowości do służby. Stuła oznacza władzę przekazaną przez Chrystusa, ale też słodycz jego jarzma, do którego nawiązuje kształtem i sposobem noszenia: na szyi. Nie chodzi się w takim stroju na zakupy, nie spożywa posiłków, nie spaceruje. Sprawuje się w nim sakramenty, liturgię. Używanie go na narciarskim stoku mnie osobiście razi. Odbieram je jako profanację: użycie do sfery profanum tego, co zostało przeznaczone do czynności sakralnych.

Nie szukam dziury w całym. Ale nie pozwolę się namówić na odrobinę luzu, że to tylko tak dla zabawy i z przymrużeniem oka. Propagatorzy Halloween o związanych z nim praktykach też mówią uspokajająco, że to tylko dla zabawy. Zabawa, zwłaszcza w karnawale, jest człowiekowi korzystna, nawet potrzebna, ale w określonych granicach przyzwoitości i dobrego smaku, które w moim odczuciu zostały w tym przypadku przekroczone.

Gratuluję zwycięzcom, uczestnikom i organizatorom pięknych wyścigów. Bogu dzięki za śnieg i niezłą pogodę. Diabeł tkwi w szczegółach. Więc życzę, żeby zjazd między bramkami na stoku, pozostał wyścigiem, a nie stał się staczaniem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama