Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Drogowskazy

Dla kogo puste miejsce przy stole?

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Jesień mocuje się z zimą, a na tym pojedynku śmierć zbiera swoje żniwo. W ciągu kilkunastu godzin na ulicach Bilska-Białej zginęło dwoje kierowców. W niedzielę po południu, na obwodnicy miasta kierowca nissana wypadł z jezdni i rozbił swój wóz o ogrodzenie. W poniedziałek o poranku młoda kobieta kierująca suzuki wpadła w poślizg i uderzyła w drzewo. W niedzielę dwa kolejne wypadki, w których znajdujący się w pojazdach odnieśli obrażenia, zdarzyły się w Międzybrodziu i w Milówce. Szkoda zmarłych i poranionych. Jeszcze bardziej żal mi ich bliskich, dla których puste miejsce przy stole tym razem przestanie być pustym, zapomnianym symbolem.

Skąd na naszych drogach tyle nieszczęść? Brawura, brak wyobraźni, ułańska fantazja, duch rywalizacji... Powody można wymieniać w nieskończoność, choć każda tragedia ma chyba własną przyczynę.

Słyszałem kiedyś historię o kierowcy, którego samochód, na skutek nadmiernej prędkości, wypadł z zakrętu. Właściciel pojazdu na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń. Kiedy tylko wysiadł, zaraz otoczyła go gromadka miejscowych gospodarzy, skorych do pomocy w wydobyciu samochodu z padołu przydrożnej łąki.
- Dlaczego nikt tutaj nie postawił znaku, ostrzegającego przed ostrym zakrętem? - kierowca nie krył oburzenia.
- A dyć znak panie stał tutaj chyba z dziesięć lat. Ale wypadku żadnego nie było, no to go zdjęlim... - odpowiedział szczerze jakiś poczciwina.

Znaków u nas - jak Jagiełłowych mieczy - dostatek. Wielokrotnie więcej, niż na takich samych drogach w innych krajach. Znaków u nas nadmiar. Kiedy dzieją się jakieś smutne historie dodrukowuje się i dostawia nowe znaki. W ten sposób, miast podnosić poziom bezpieczeństwa, generuje się tylko inflację jego pozorów. Brakuje wychowania. Jest kilka chwil w roku, kiedy przez media przetacza się walec przestróg i napomnień, dotyczących korzystania z dróg: przed wakacjami, przed Wszystkimi Świętymi i jesienią, gdy zmrok wcześniej zapada i coraz trudniej w przedzimowej scenerii dostrzec w porę pieszych i rowerzystów. Nawet w szkołach i kościołach pojawiają się mundurowi propagatorzy odblaskowych gadżetów. Wygląda jednak, że to wszystko za mało.

Trzeba głośniejszych, bardziej wymownych świadków. Wiele razy słyszałem zapraszanych przy okazji rekolekcji alkoholików, którzy przestali pić, narkomanów, którzy zarzucili ćpanie, artystów-lekkoduchów, co poczuli powiew łaski. Nigdy jeszcze nie widziałem, żeby podczas misji czy pielgrzymki dał świadectwo kierowca, który kogoś zranił albo zabił, odsiedział, odpokutował swoje, zaczął korzystać w sposób bezpieczny dla siebie i innych z dróg i pojazdów. A może takich świadków po prostu nie ma? Może zdani jesteśmy wyłącznie na bezduszne drogowskazy, które pouczają jak się poruszać, choć same stoją w miejscu?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama