Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ten krzyż można unieść

Wspólnota Trudnych Małżeństw. – Niektórzy wyobrażają sobie, że my w tym „Sycharze” jesteśmy zapłakanymi, narzekającymi połamańcami życiowymi. A prawda 
jest taka, że po nawróceniu, dzięki życiu z Jezusem, umiemy czerpać radość z życia nawet w tej sytuacji, w której 
jesteśmy – mówi Iwona Sobel.


Masz prawo dalej kochać


Wkrótce Iwona poznała środowisko sycharowskie. – W moim życiu zaczęli się pojawiać ludzie, którzy byli wierni współmałżonkom mimo rozstań i kryzysów –opowiada. – Od nich usłyszałam: masz prawo dalej kochać męża. Co więcej – ci ludzie nie byli zapłakani, zrozpaczeni. Z nich biło życie – mówi dziś Iwona. – Usłyszałam wiele świadectw o tym, jak Pan Bóg troszczy się o każdego, kto się do Niego zwróci. Pojawiło się pragnienie, żeby podzielić się z innymi tym doświadczeniem. Taki był początek ogniska w Rychwałdzie.
Mąż Iwony związał się z inną kobieta, mają dziecko. – Nie wiem, jak dalej potoczy się moje życie, natomiast wierzę, że moje małżeństwo po ludzku będzie uzdrowione – mówi Iwona. – Jestem gotowa przyjąć męża, także z jego dzieckiem. On o tym wie. Czekam na niego..., nie czekając. Pracuję nad sobą, przeszłam program 12 kroków rozwoju duchowo-emocjonalno-psychicznego. Doświadczam takiej miłości do męża, jakiej nie miałam nigdy wcześniej. To jest taka miłość, która buduje pancerz wokół mnie – nie odczuwam ran, które mąż mi wciąż zadaje. To jest taka miłość, dzięki której inaczej patrzę na męża. Miłość, która pozwala mi spokojnie i cierpliwie czekać. Taką miłość może dać tylko Bóg...
Iwona jest ponad rok po rozwodzie cywilnym. Ale nie używa słów: „mój były mąż”.


Dwa filary


Wspólnotę „Sychar” tworzą małżonkowie na różnych etapach kryzysu. Począwszy od nieporozumień, przez głębsze kryzysy, aż po takie sytuacje, kiedy są po rozwodzie, współmałżonkowie żyją w nowych związkach cywilnych, są dzieci pozamałżeńskie.
– Dążymy do tego, by nasze małżeństwo zostało uzdrowione, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji jesteśmy. A czasem, tak po ludzku patrząc, są to sytuacje beznadziejne – dodaje Iwona. – Wierzymy w moc sakramentu małżeństwa – że jest ona tak silna, że daje siłę jednemu małżonkowi do odtwarzania wspólnoty małżeńskiej.
„Sycharki” podkreślają dwa filary w swojej formacji: nawrócenie i pracę nad sobą. – We wspólnotach w całym kraju mamy świadectwa, że zmiana siebie tak naprawdę powoduje zmiany w otoczeniu – dodaje Bożena. – Nie wiemy, jak Pan Bóg to robi, ale świadectwa pokazują, że On przyprowadza najpierw jednego małżonka, a w konsekwencji – w sobie wiadomym czasie – pociąga i drugiego, łącząc ich na nowo.
Wiarę „Sycharków” umacnia zwłaszcza świadectwo małżeństwa, które odrodziło się po 13 latach – choć małżonkowie żyli już w drugich związkach i mieli w nich dzieci – w sumie czwórkę. Teraz spodziewają się pierwszego wspólnego.
– Oczywiście każdy z nas by chciał, żeby jego małżeństwo było uratowane, ale nie wiemy, czy to nastąpi, nie znamy planów Pana Boga – mówi Iwona. – On chce, żeby wszystkie małżeństwa były uzdrowione, ale człowiek ma wolną wolę. Pan Bóg nikogo nie zmusi do nawrócenia.
W Rychwałdzie ognisko nie grzeje się samo przy swoim ogniu. Poczuli przynaglenie do ewangelizacji. Organizują Niedziele Sycharowskie w różnych parafiach – tam, gdzie chcą ich przyjąć proboszczowie. Byli w Pisarzowicach i Pietrzykowicach. Ich duszpasterz, o. Marek Stachowicz, głosi kazania o mocy sakramentu małżeństwa, a oni dają świadectwo swojej przemiany.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama