Nowy numer 47/2020 Archiwum

Ocaleni

KL Auschwitz-Birkenau. 70. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady obchodzona była uroczyście, z udziałem prezydentów państw, koronowanych głów i dyplomatów. Przybyły całe tłumy ważnych osobistości, zasłużeni dla ochrony Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau i setki dziennikarzy z całego świata. Najważniejsi byli jednak oni: 300 ocalałych byłych więźniów. I to ich głos zabrzmiał tu najdobitniej.

Halina Birenbaum urodzona w Warszawie, do Auschwitz trafiła w 1943 r., mając 13 lat – Najstraszniejsze były te pociągi i widok ludzi, których wyprowadzają. Szedł tłum w stronę budynku z dużym kominem i oni znikali. Był tylko słup ognia nad tym kominem. I ten straszny swąd palonego mięsa. Gdzie ja jestem i co tu robię? Jak to możliwe, że to się dzieje, że tu się palą ludzie? Nie potrafiłam pogodzić się z tym... Kiedy straciłam matkę, wręcz oszalałam z rozpaczy. Ale nie płakałam, nie potrafiłam. Nie było ani jednej łzy. To, co się działo, było ponad łzy. Dopiero 20 lat później, kiedy spróbowałam opisać, co przeżywaliśmy w tym strasznym świecie, bo my przecież tam żyliśmy, odczuwaliśmy – dopiero wtedy pojawiły się łzy...

Bogdan Bartnikowski z Warszawy, deportowany do obozu po powstaniu warszawskim jako 12-letni chłopiec – Wydawało mi się, że jeżeli napiszę o tym, jak było w Birkenau, łatwiej mi będzie o tym zapomnieć. Może to z siebie wyrzucę i będę żył jak inni: dniem dzisiejszym, może przyszłością, ale nie przeszłością. To się nie udało... Kiedy Jan Paweł II był tutaj, pytał: „Gdzie był wtedy Bóg?”. Ja wtedy pomyślałem, że Bóg był w nas – i dzięki Niemu wytrwaliśmy, udało nam się nie spodleć, wyjść z Auschwitz i wyjść na ludzi. Jeden z moich tomików wierszy zatytułowałem: „Wypalone w pamięci”. Bo my tamte dni i tamte przeżycia mamy wszyscy wypalone w pamięci. My od tego nie uciekniemy. Nie uda się nam. Ten dramat będzie nam towarzyszył do końca naszych dni. Wojciech Topolewski z Warszawy, osadzony w Auschwitz jako 13-latek – Przywieźli nas tu całą rodziną z Warszawy, po powstaniu warszawskim. Matka została zamordowana w Auschwitz. Nie wiem kiedy, bo nie udało się znaleźć żadnego innego dokumentu oprócz przyjęcia do obozu. Leży tu gdzieś... Gehenna ojca też tu się zaczęła, a dobili go w Mauthausen, gdzie nas obu osadzono. Tam nosiliśmy kamienie z kamieniołomu, a ojcu nie było wolno dźwigać... Jedyne, co mogę dziś zrobić, to zapalić moim rodzicom znicz przy tym pomniku w Birkenau.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama