Nowy numer 39/2022 Archiwum

Matka Boża mieszka na Stecówce

Nazywana jest perłą Beskidu Śląskiego. Malownicza polana przy szlaku z Kubalonki na Baranią Górę za sprawą rozciągających się stąd widoków przyciąga tłumy turystów. Chętnie zaglądają tu mieszkańcy Istebnej, Koniakowa i Jaworzynki, bo to miejsce niezwykle urokliwe. Dziś to także miejsce tragedii i wielkiej nadziei.

Czas naszej próby

Tutejsza parafia jest jedną z najmniejszych w diecezji bielsko-żywieckiej i liczy niespełna 500 wiernych. Ma jeszcze jedną świątynię filialną: św. Józefa w przysiółku Mlaskawka. Dziś tu nabożeństwa odbywają się normalnie, a na Stecówce – w salce na plebanii. Jednak w noc wigilijną wszyscy modlili się na Pasterce w miejscu spalonej świątyni, pod gołym niebem. – Aby potwierdzić, że jesteśmy gotowi do ofiar. Wiemy, że bez tego nie odbudujemy kościoła – tłumaczy ks. Kotarba. – Ten kościół budowali nasi rodzice, nasi dziadkowie. Widocznie Pan Bóg także od naszego pokolenia chce, żebyśmy coś zrobili – kiwa głową Anna Kajzar. – Myślimy, że Matka Fatimska, która tu była i jest, będzie nas umacniać przy odbudowie, żeby było jak dawniej. To pragnienie jest w ludziach ogromne… – dodaje Anna Haratyk. Zresztą od razu trzeba było zabrać się do pracy, bo silny huragan kilka dni po pożarze zmusił ich do uprzątnięcia resztek ścian. Teraz już skupiają się na tym, co można zrobić. Ludzie ofiarowują drewno, zgłaszają gotowość do pracy, ale maleńka parafia na pewno będzie potrzebować pomocy. Tworzy się już komitet odbudowy. Do jego honorowego składu dołączyli między innymi bp Tadeusz Rakoczy, posłowie, znani artyści. – Jesteśmy bardzo wdzięczni księżom i parafiom, które niemal od razu udzieliły nam swojego wsparcia. Pomaga też m.in. ks. kan. Henryk Zątek, kustosz drewnianego kościoła w Jawiszowicach, który dzieli się też swoimi doświadczeniami na temat sposobów ochrony drewnianej świątyni – dodaje ks. Kotarba. Z decyzją o kształcie odbudowy parafia czeka już na nowego biskupa, który 6 stycznia obejmie urząd ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej. Po tych rozmowach ruszą pierwsze prace. Budowanie nowego kościoła będzie się wiązać ze spełnieniem szeregu wymogów bezpieczeństwa, a to na pewno będzie kosztowne…

Z ludzką pomocą

Pierwsze gesty pomocy już okazano: 29 grudnia zespół regionalny „Istebna” w kościele św. Bartłomieja w Koniakowie śpiewał kolędy i pastorałki, zbierając datki na odbudowę kościoła na Stecówce, a Józef Skrzek i Joszko Broda zaprosili innych znanych muzyków do franciszkańskiej bazyliki w Katowicach-Panewnikach, gdzie 2 lutego odbędzie się koncert charytatywny na ten cel. Kopię pięknego ołtarzowego obrazu Jana Wałacha obiecała odtworzyć jego córka, Barbara, która opiekuje się muzeum artysty w Istebnej. Przychodząc na niedzielną Mszę św. do ciasnej salki na probostwie, parafianie budowlańcy: Piotr Lipowski, Krzysztof Kaczmarzyk, Andrzej Idziniak już dzielą się robotą i radzą, jak będą stawiać ściany, jak je wykończą. Zastanawiają się, kto zrobi okna, kto drzwi. – Bo tu wszyscy robią coś z drewna. Gdyby nie było zimy, to pewnie już z pół kościoła by stało – mówią. I tłumaczą: – Patrzymy, jak to odbudować, żeby nie naruszyć też zamysłu dziadków, którzy ten kościół stawiali. Marzy nam się odtworzenie wnętrza, żeby było tak jak kiedyś. A to nie jest takie proste. W środku kościół wyłożony był drewnianą mozaiką wykonaną bez użycia gwoździ. Na suficie układała się w znak krzyża i serca. Zbigniew Krężelok z Koniakowa obiecał pomóc w wyrzeźbieniu potrzebnych elementów. Zachowały się zdjęcia, więc będziemy odtwarzać. Na pewno nie pozwolimy, żeby ktoś zrobił to za nas. Co powiedzielibyśmy kiedyś naszym dzieciom czy wnukom, gdyby zapytały, co zrobiliśmy w naszym kościele?•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy