GN 43/2020 Archiwum

Spacerkiem przez historię

Cieszyn. Urodzony 150 lat temu w Zabrzegu ks. Józef Londzin przyjechał tu po raz pierwszy jeszcze jako uczeń gimnazjum. Niedługo po święceniach kapłańskich zamieszkał tutaj na stałe i związał się z tym miastem do końca życia. Dlatego organizatorzy obchodów Roku Księdza Londzina wpadli na pomysł, by wędrując po mieście, poznawać jego postać.

Gdy Polski nie było na mapie

– Urodziłem się w Zabrzegu w 1862 roku. Miałem ośmioro rodzeństwa. Z naszej dziewiątki ja wybrałem drogę kapłaństwa. W szkole uczył mnie tata, który był nauczycielem i nazywał się tak jak ja: Józef Londzin. Potem na krótko trafiłem do polskiego gimnazjum w Tarnowie. Polski wtedy nie było na mapie, bo jej terytorium podzieliły między sobą trzy państwa. A na Śląsku Cieszyńskim nie było Polski od 600 lat – opowiadał ks. Londzin, przewodnik wyprawy. Mówił o Cieszynie, który zamieszkiwali przedstawiciele wielu narodowości: Niemcy, Polacy, Żydzi, Czesi. – Ja uczyłem się w niemieckim gimnazjum w Bielsku. Miałem tam straszne przeżycia! Jako mówiącego polską gwarą, czyli „po naszymu”, okropnie mną pogardzano. Niemieccy koledzy wyśmiewali to wszystko, co mój tata uczył mnie kochać najbardziej: naszą kulturę, język, tradycję. Kiedy trafiłem po kilku latach do Cieszyna, spotkałem tu wielu takich ludzi jak ja: prześladowanych za to, że mówią po polsku – skarżył się, tłumacząc, dlaczego jemu i innym tak bardzo zależało, by w mieście powstało polskie gimnazjum. – Wyobraźcie sobie: 15 lat zbieraliśmy na tę szkołę pieniądze. Trudno to szło, ale w końcu się udało. A kiedy dostałem w gimnazjum pracę katechety, mogłem nareszcie poświęcić się także pracy redakcyjnej – wyjaśniał przed okazałym budynkiem obecnego Liceum Ogólnokształcącego im. A. Osuchowskiego. To tu mieściło się pierwsze na Śląsku Cieszyńskim polskie gimnazjum. Później, w latach 1914–1915, frontami I wojny światowej dowodzono z Cieszyna i w tym gmachu miało wtedy siedzibę naczelne dowództwo austriackie, a dowódcą był cieszyński arcyksiążę Fryderyk Habsburg. Przewodnik z pasją opowiada o koszarach, w których stacjonowało 2 tys. żołnierzy różnych narodowości, i o akcji grupki polskich oficerów w październiku 1918 roku. – Opanowali oni koszary, przejęli władzę i oddali ją w ręce powołanej właśnie Polskiej Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego. Wyobraźcie sobie: po 600 latach mieliśmy w Cieszynie Polskę, bo my sami, ludzie tu żyjący i mówiący po polsku, zdecydowaliśmy, że tu jest Polska! Nikt tu nie przyszedł, żadna armia nie przyniosła nam Polski. To my sami! – Wojciech Grajewski mówi z wielkim przejęciem i przez chwilę wszyscy zapominają, że to tylko rola... O cieszyńskich legionistach i wizytach Józefa Piłsudskiego opowiada pod zamkiem, u stóp pomnika. I o patriotycznych manifestacjach tysięcy ludzi oraz swoich staraniach, by tu była Polska.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama