Nowy numer 17/2018 Archiwum

Albertowe zlecenie

Z malarstwa bywa chleb albo… nie bywa. Nieraz drżeli, czy starczy na czynsz. – Kiedyś tak pogadałem z Matką Bożą: „Maryjo, po co ja to wszystko robię…? Skoro dostałem talent od Pana Boga, to może… wykorzystajcie to?” – mówi Wacław Sobieraj.

Ona z Lubelszczyzny, on z Uniejowa. Bielska Straconka stała się ich wybranym miejscem na ziemi. Poznali się na studiach w wyższej szkole sztuk plastycznych w Łodzi – dość niefortunnie. Podczas zajęć z malarstwa ona musiała walczyć ze swoją sztalugą o miejsce z dobrym widokiem na model. On stał przed nią i… skutecznie przeszkadzał! On ją później wypatrzył, kiedy wychodziła z kościoła. Zaskoczenie było niemałe! – Bo kto ze studentów w Łodzi wówczas chodził do kościoła…? – uśmiechają się Urszula i Wacław Sobierajowie. Kiedy się pobierali, jej babcia zapytała, skąd ten narzeczony pochodzi. I tym razem Urszula była zaskoczona – bo babcia, choć z Lubelszczyzny, korzenie miała… w Uniejowie!

Od sztalugi do chorych

Dom w Straconce, pilnowany przez kundelka Pędzla, nieustannie żyje ich pracą. Akwarelowe, subtelne, fioletowe bzy w starym wazonie – powstały wczoraj spod ręki Urszuli. W pracowni Wacława na ostatnie pociągnięcia pędzla czekają: kopia Matki Słowa Bożego dla kościoła w Ustroniu-Hermanicach i postać św. Jana Pawła II dla Aleksandrowic. Urszula kocha impresjonizm i kolory. Wacław – malarstwo barokowe: przestrzeń, perspektywę, formę. Choć swoje prace sygnują osobno, niemal w każdej widać coś z nich obojga. W jego pracach – odrobina jej, a w jej – jego. Bo nie sposób nie współpracować, kiedy się kocha to, co się robi, a jednocześnie kocha się ten jedyny na świecie prezent od Pana Boga – siebie nawzajem.

Dostępne jest 14% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma