• facebook
  • rss
  • Prezes, aktor i artysta malarz

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 02/2017

    dodane 05.01.2017 00:00

    Król Kacper mówi, że po czterech latach chyba powinien abdykować. Znaczy się, zrezygnować z korony. – Nie!!! Nigdy w życiu! – wołają przerażone dzieci z bielskiego Orszaku Trzech Króli.

    tekst i zdjęcia urszula.rogolska@gosc.pl Przeszli po raz szósty. Najbliższa rodzina króla Kacpra to już cały dwór: żona Urszula, córka Agata i zięć Stanisław, syn Bartłomiej i synowa Gabriela oraz całe grono wnuków: Małgosia, Ania, Marysia, Maksymilian, Jan, Bronisław, Piotr, Kacper i Hiacynta. Król, czyli Wacław Sobieraj, to uznany artysta malarz, którego prace znajdują się w zbiorach prywatnych, muzeach i obiektach sakralnych w Polsce i za granicą. Królewskie honory pełnił już po raz czwarty. Z kolei król Melchior na co dzień jest prezesem Befaszczotu – bielskiej Firmy Roku 2016. To Jan Bierówka. Ma żonę Józefę, syna Tomasza, synową Joannę i wnuczkę Natalkę. W tym roku po raz pierwszy zobaczyli tatę i dziadka w królewskich szatach. Natomiast króla Baltazara można nawet dwadzieścia razy w miesiącu oglądać na scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. To Tomasz Lorek. Królewską żoną jest pani Grażyna, a synami królewskiej pary – Krzysztof i Piotr. Oni również towarzyszyli mu – jako mędrcowi – po raz pierwszy.

    Król z koronką

    – Co roku możemy liczyć na finansowe wsparcie Befaszczotu przy organizacji naszego orszaku – mówi Irena Olma, główna inicjatorka ulicznego kolędowania w Bielsku-Białej. – Kiedy w tym roku odwiedziłam firmę pana Jana po raz kolejny, nieśmiało zaproponowałam mu rolę jednego z Mędrców. – Moja pierwsza reakcja – nie, nie. To nie dla mnie. Ale po chwili rozmowy doszedłem do wniosku, że to moja powinność – mówi Jan Bierówka. – W minionym roku zyskałem tak wiele Bożych łask prywatnie i dla zakładu, że jestem pewien – nie mogę odmówić udziału w takim hołdzie Jezusowi. Rodzina trochę się ze mnie podśmiewała, że zachciało mi się królewskich godności, ale teraz patrzą już na to inaczej… Jeszcze w styczniu ubiegłego roku wydawało się, że będzie to trudny rok dla zakładu. Jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. – To był Rok Miłosierdzia Bożego. Przypomniała mi się jedna z konferencji Romana Kluski i jego wspomnienie o tym, że kiedy był uwięziony, odmawiał Koronkę do Bożego Miłosierdzia. W bardzo krótkim czasie został zwolniony z aresztu i uwolniony od zarzutów. Pomyślałem: trzeba tak samo oddać się miłosierdziu Bożemu. Postanowiłem więc odmawiać koronkę w intencji zakładu. Przez pół roku odmawiałem ją codziennie. Czas mijał i nic się nie zmieniało… Już zaczynałem być trochę zniechęcony. Ale poprosiłem niektórych pracowników, by dołączyli do mojej modlitwy – żeby się odmieniła sytuacja naszego zakładu związana z przetargiem na dostawy. W tym czasie po naszej diecezji peregrynował obraz Jezusa Miłosiernego. Mieszkam w Komorowicach. W niedzielę poprzedzającą peregrynację w naszej parafii przyszła bardzo dobra wiadomość – byłem już pewien: jesteśmy uratowani! Zakład będzie kontynuował dostawy! Dla mnie był to znak Bożego miłosierdzia… Rola króla wymaga pewnych umiejętności aktorskich. Ale w przypadku Jana Bierówki można być spokojnym! Przed laty studiował techniki żywego słowa u Mieczysława Kotlaryczka – dyrektora Teatru Rapsodycznego – który był także nauczycielem Karola Wojtyły.

    Król z teatru

    Tomasz Lorek towarzyszy bielskim orszakom Trzech Króli od samego początku. – Przez wiele lat razem z Kubą Abrahamowiczem, który był zaangażowany w Biurze Promocji Kultury i Sportu przy kurii diecezjalnej, i Rafałem Sawickim, moim kolegą z teatru, byliśmy zaangażowani w „Beskidzkie kolędowanie”, z którym odwiedzaliśmy bielskie kościoły. Przygotowywaliśmy je tak, żeby „artystycznie” śpiewać tylko trochę. Najbardziej nam zależało na tym, żeby wszyscy – cały kościół, cały rynek – śpiewali razem z nami. Dla mnie to zawsze najlepiej brzmi – wtedy czuje się wspólnotę. W pewnym momencie to kolędowanie spotkało się z Orszakiem Trzech Króli – bo Kuba był zaangażowany w organizację pierwszego orszaku, a my razem z nim – opowiada bielski aktor. Tomasz Lorek był obecny na wszystkich orszakach, jednak w roli króla w tym roku wystąpił po raz pierwszy. – Pani Irena zaproponowała mi to „królowanie” jakiś czas temu. Jestem ewangelikiem, człowiekiem wierzącym i nie mam z tym żadnego problemu! A że kolędowanie ma też wymiar ekumeniczny – w końcu korzenie mamy takie same – zgodziłem się bez żadnych oporów – podkreśla. Jak mówi Tomasz Lorek, na teatralnej scenie był już nieraz pastorem, księdzem i wieloma różnymi postaciami. Rola króla jest również miłym wyzwaniem. – Kolędowanie jest polską tradycją. Dlatego to tak ważne, żeby była kultywowana. Nigdzie na świecie nie ma tylu tak wspaniałych kolęd przypominających o tym, że mały Pan Jezus przyszedł na świat po to, żeby nas zbawić. My, ewangelicy, śpiewamy te same kolędy, czasem z innym tekstem. Ale przecież w wielu kościołach katolickich melodie, teksty też bywają odmienne. To nie jest problem, żeby być razem. Orszak pozwala szukać tego, co łączy, ponad tym, co nas dzieli.

    Król od cukierków

    – Pamiętam, że to był trzeci orszak w Bielsku-Białej – wspomina Wacław Sobieraj. – Najbardziej w jego organizację była zaangażowana Akcja Katolicka. Wtedy to pani Irena zaproponowała role królów członkom akcji – Jerzemu Kliszowi, Leszkowi Zacharejce i mnie. Pomyślałem wówczas: jeśli mogę służyć swoim wizerunkiem w tej uroczystości, to się zgadzam. Opowiadam się po stronie Jezusa. A jeśli dodatkowo ludzie akceptują mój udział – jestem gotowy służyć. Czasem tylko sobie myślę: czwarty raz? może wypadałoby już abdykować…? Pan Wacław jest obecny na każdym orszaku do jego ostatniej chwil. I mali, i duzi fotografują się z królem Kacprem bez końca! Dzieci lgną do brodatego mędrca, bo im trochę przypomina… św. Mikołaja. A na dodatek zawsze rozdaje cukierki. – Przyznam się, że podkradam te krówki pani Irenie, która z kolei dostaje je od sponsorów – uśmiecha się zza gęstej brody. – Orszak Trzech Króli to dla mnie takie Boże Ciało bis – mówi. – Tam idziemy z Najświętszym Sakramentem ulicami miasta, tu – i my, i wszyscy, którzy chcą publicznie kolędować – występujemy w roli Mędrców, którzy ogłaszają całemu światu, że Bóg zamieszkał wśród nas. Ten dzień nazywamy uroczystością Trzech Króli, ale także Objawienia Pańskiego. Na orszaku zawsze obecna jest także rodzina, która wciela się w rolę Rodziny Świętej. Jeśli tylko jest to możliwe, zawsze na scenie pozwalam sobie wyjąć z kołyski dziecko grające rolę małego Jezusa, podnoszę je wysoko i obwieszczam całemu światu, że narodził się nam Pan – Jezus Chrystus!

    Na rynek!

    – Tegoroczny orszak w Bielsku-Białej organizowaliśmy po raz szósty – mówi Irena Olma. – Pierwszy przeszedł króciutki odcinek z katedry św. Mikołaja na rynek starego miasta. Ale rzesza uczestników była tak wielka, że za rok udało się nam uzyskać zezwolenie prezydenta miasta Jacka Krywulta na przejście tutaj aż z kościoła Opatrzności Bożej w Białej. Jednak żaden kościół nie był w stanie pomieścić wszystkich chętnych do uczestnictwa we Mszy św. przed orszakiem, więc znowu zmieniliśmy trasę – ruszamy z kościoła św. Maksymiliana w Aleksandrowicach. Pierwszymi królami były dzieci z bielskich podstawówek. Na drugim orszaku Mędrców posadziliśmy na konie – byli nimi jeźdźcy ze stadniny w Janowicach. Na kolejnych dwóch „królowali” członkowie Akcji Katolickiej – wspomniani już Leszek Zacharejko, Jerzy Klisz i Wacław Sobieraj. W ubiegłym roku do królewskiego powozu zasiedli – z Wacławem Sobierajem – wokalista Andrzej Lampert i aktor Jacek Borusiński. Świętą Rodzinę w pierwszym orszaku tworzyli niepełnosprawni ze stowarzyszenia „Serce dla Serca”, a później także rodzina Anny i Marcina Palów. W tym roku – podobnie jak w ubiegłym – byli nią Anna i Andrzej Sawiccy z dziećmi: Stasiem, Frankiem, Łucją i najmłodszym, niespełna półtorarocznym Józiem, który był małym Jezusem. O ich stroje – jak i o szaty Mędrców – zadbały Jolanta Nikiel i Irena Olma. Co roku w orszak włączają się także uczniowie bielskich szkół podstawowych i wszystkich katolickich placówek oświatowych. Jak podkreśla Irena Olma, orszak nie mógłby się odbyć bez wielkiego zaangażowania rzeszy bielszczan, wydziału duszpasterstwa ogólnego kurii diecezjalnej, a przede wszystkim bez pomocy prezydenta miasta Jacka Krywulta i instytucji miejskich, z Bielskim Centrum Kultury i dyrektorem Władysławem Szczotką na czele. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół