• facebook
  • rss
  • Czy w niebie są supermarkety?

    ks. Zbigniew Wielgosz ks. Zbigniew Wielgosz

    dodane 20.11.2016 11:57

    Nie jest łatwo zachować wolność od pokusy konsumpcjonizmu - usłyszeli w Ochotnicy Górnej uczestnicy Rekolekcji Góralskich.

    Tematem zorganizowanych po raz ósmy Rekolekcji Góralskich był „Konsumpcjonizm. Między ochotą i pragnieniem. Czy w niebie są supermarkety?”.

    - Generalnie ochota to termin, który dotyczy naszych fizjologicznych potrzeb, tego niższego rzędu. Chcemy się najeść, odpocząć, zabawić. Pragnienie - termin opracowany przez Emanuela Levinasa - to taka siła w człowieku, która ukierunkowuje go ku Bogu. To jest nieugaszona tęsknota za transcendencją, za tymi wartościami, o których mówił Chrystus przywołując symbol wody żywej i jej pragnienia, które tylko ona, czyli sam Bóg, może ugasić - mówi prof. Krzysztof Wieczorek, jeden z prelegentów rekolekcji.  

    Obok modlitwy w kościele parafialnym w Ochotnicy Górnej, uczestnicy rekolekcji słuchali wykładów, mieli również okazję zobaczyć przedstawienia teatralne.

    - Dla mnie, wychowanego w kulturze góralskiej takie rekolekcje to wzmocnienie duchowe. Ja często wyjeżdżam za robotą zagranicę. Jak się tam człowiek napatrzy na to zło, które jest na Zachodzie, to chce się wracać do siebie, żeby zażyć duchowe antidotum - mówi Stanisław Wanat z Ochotnicy Górnej.

      ks. Władysław Zązel
    ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość
    Górale, jak wszyscy ludzie, są narażeni na pokusę konsumpcyjnego stylu życia.

    - Grzech chciwości zagraża wszystkim. Pokusa konsumpcjonizmu zaczęła mocniej docierać do górali przez ceprów. Przecież dawniej na Podhalu, jak ktoś przyszedł do domu i poprosił o garnek kwaśnego mleka, to za to się pieniędzy nie brało. Bywało, że biedni odwiedzali bogatsze chałupy. W jednej prosili ich, by się pomodlili o pogodę, w drugiej o deszcz. I tak przez całą wioskę. Jak już przeszli, to wołali do Boga, żeby było „tak albo owak”. W domu - pamiętam - mama miała specjalny kubek i talerz, jakby przyszedł taki przybłęda i trza mu było jeść dać. Jemu to się dawało osobno, a domownicy jedli z jednej miski i nikt nikogo się nie brzydził. Była więc w domach górali wspólnota, utrzymywało się ją - mówi ks. prał. Władysław Zązel z Kamesznicy.   

    Obserwując od 40 lat swoich parafian, ks. Zązel podkreśla, że żywa wiara, zaufanie Bożej Opatrzności przekładały się na codzienne życie górali.

    - Żegnało się chleb przed jego napoczęciem. Ojciec, jak jechał w pole orać, to najpierw biczem żegnał ziemię. Jak się suszyło siano, odmawiało się paciorki. We Wielkanoc, w śmigusy poniedziałek, my chłopcy chodziliśmy polewać dziewczęta wodą kolońską, ale tata szedł polewać żytko święconą wodą w Wielką Sobotę, co by się darzyło. Gazda miał taką świadomość, że nie da się wszystkiego zaplanować, że tyle i tyle człowiek naprodukuje. To będzie, co Bóg da. Gazda wierzył Bogu i Opatrzności Bożej się polecał. Czy dzisiaj tak jest? - pyta duszpasterz górali.

    Dla niego góralskie rekolekcje to zawaternik. - U bacy w sałasie był taki pniok poświęcony we Wielką Sobotę przez proboszcza w kościele. Taki proboszcz z Ludźmierza, ks. Franciszek Juhas, zwoływał baców i święcił im drewienka w Wielką Sobotą, co by od nich zapalili owe zawaterniki w szałasach. Te rekolekcje góralskie mają być takim zawaternikiem, co by tu dało się przyjść, ozduchać tą góralską watrę, co by ona na nowo buchła ogniem i gorliwości, i wiary, i pobożności, wszystkim, co podoba się Panu Bogu. Żeby górale na nowo zaczęli się zachwycać pięknem Boga i świata - dodaje ks. Zązel.

      prof. Krzysztof Wieczorek
    ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość
    Pośród wielu wykładowców rekolekcji z tematem „Co zjesz, to wyleci. Kim się staniesz, z tym przed Bogiem staniesz” wystąpił prof. Krzysztof Wieczorek.

    - Konsumpcjonizm jest pewną opresją, która dotyka społeczeństwa nie tylko regionalne, generalnie wszędzie na bogatej północy. Ludzie pomimo starania o to, żeby kultywować swoją regionalność, kulturę, język, stroje, pod wieloma względami coraz mniej się różnią od innych. I pokusy, które nas dotykają ze względu na strukturę globalizującego się świata, docierają wszędzie. I do wielkich metropolii i do małych, pięknych miejscowości na Podhalu - mówi profesor.

    Jego zdaniem kultywowanie tradycji, powrót do regionalnej tożsamości mogła uchronić górali, ale nie tylko, od presji konsumpcjonizmu.

    - Bo on dotyka w większym stopniu ludzi wykorzenionych, którzy nie wiedzą, kim są i co mają zrobić ze swoim życiem. Natomiast tam, gdzie są bogate tradycje, jest zachowywany obyczaj, gdzie jest silna rodzina, ludzie wiedzą, na czym polega dobre i piękne życie, i nie muszą zaspokajać się za pomocą jakiś błyskotek, pozorów, które wzmagają jedynie głód, a wzbogacają kieszenie producentów - wyjaśnia prof. Wieczorek.

    Zachować wolność od pokusy konsumpcjonizmu nie jest jednak łatwą sprawa.

    - Myślę, że coraz trudniejszą. Ale my mamy na to lekarstwo. To zwyczajny umiar, cnota pomagająca zachować równowagę w życiu, między być i mieć. Zresztą musimy bardziej być niż mieć, bo w tym cały człowiek - mówi Monika Dobrzyńska.

    Galerię z inauguracji rekolekcji można zobaczyć tutaj.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół