• facebook
  • rss
  • Miłosierni z Pompejów

    Alina Świeży-Sobel

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 41/2016

    dodane 06.10.2016 00:00

    Dziś sami nie potrafią wytłumaczyć, jak to się stało, że od zalecanych w Apostolstwie Dobrej Śmierci trzech „Zdrowaś, Maryjo...” tak chętnie przeszli do Nowenny Pompejańskiej.

    tekst i zdjęcia alina.sobel@gosc.pl Na skoczowskiej Kaplicówce od czerwca 2008 r. co miesiąc adorują Pana Jezusa, odmawiając cały Różaniec. W przeddzień święta MB Różańcowej 1 października pod przewodnictwem ks. Jacka Pędziwiatra modlili się na 100. nabożeństwie pompejańskim, połączonym ze Świętą Nocą Modlitwy. Od 11 lat wielu z nich modli się przed obrazem Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach podczas organizowanych co dwa miesiące nocnych czuwań. Za opiekę Jezusa Miłosiernego dziękowali we wrześniu, kiedy ich modlitwie przewodniczył bp Roman Pindel. I nikt z nich się nie dziwi, kiedy Lidia Wajdzik, diecezjalna zelatorka ADŚ, zachęca, by pomodlili się też do swojego Anioła Stróża, żeby pomógł udźwignąć łaski, które otrzymają. Bo wciąż doświadczają niezwykłej mocy różańcowej modlitwy...

    Cuda na Kaplicówce

    – Sama je otrzymałam, prosiłam o nie dla wielu innych osób i wiem, że proszących z ufnością Maryja zawsze wysłucha – podkreśla Lidia Wajdzik i wspominając nieśmiałe początki Nowenny Pompejańskiej w naszej diecezji w 2002 roku, mówi o owocach próśb zanoszonych z różańcem w dłoni. Bo nowenną „nie do odparcia” modliły się u nas coraz liczniejsze rzesze członków ADŚ, a sięgali po nią także czciciele Matki Bożej z różnych stron kraju, którzy za pośrednictwem ulotek, materiałów prasowych oraz strony internetowej: pompejanska.pl mogli poznawać nowennę. O uratowanym życiu i zdrowiu, nawróceniu, pojednaniu w rodzinach czy uwolnieniu z niszczących nałogów świadectwa składają od lat uczestnicy nabożeństw. Wiele z nich zapisali w księdze świadectw i intencji na Kaplicówce, gdzie modlą się przed obrazem MB Pompejańskiej od stu miesięcy, powoli zbliżając się do końca drugiego cyklu 54 comiesięcznych nabożeństw pompejańskich. Impulsem stał się ofiarowany im przez bp. Tadeusza Rakoczego obraz MB Pompejańskiej. Bogusława z Krakowa pisze o narodzinach dziecka, o które modliła się dla młodych małżonków. Lekarze nie dawali im szans na rodzicielstwo, a próba in vitro przyniosła dodatkowo chorobę. Zdecydowali się na adopcję i czekali już na dziecko, kiedy okazało się, że zostaną rodzicami... Anna z Bielska-Białej może długo opowiadać o bólu, z jakim patrzyła na własnego syna, który oddalił się od Boga i zaczął ją traktować z wrogością. – Mogłam się tylko modlić. A kiedy po kilku miesiącach przyszedł z uśmiechem i po prostu mnie przytulił, zaczął rozmawiać, mogłam tylko dziękować Różańcowej Królowej za przemianę jego serca, bo czuję, że wraca też do Boga – dodaje. – Modliłam się Nowenną Pompejańską o nawrócenie męża i tu, na Kaplicówce, byłam świadkiem cudu: na moich oczach mąż uklęknął u kratek konfesjonału i teraz przystępuje do spowiedzi regularnie. Jestem tu co miesiąc, żeby za to dziękować – wyznaje Irena. – Te świadectwa skutecznie zachęcają do modlitwy i potwierdzają, że Kaplicówka stała się taką beskidzką Kaną Galilejską – nie mają wątpliwości ci, którzy wytrwale co miesiąc, zawsze drugiego, przychodzą tu się modlić. A przybywają już także spoza diecezji, a nawet zza granic naszego kraju.

    Obfitość łaski

    Dla Lidii Wajdzik, Kazimierza Chrapka i innych animatorów tych nabożeństw szczególnej wymowy nabierają te owoce, które wykraczają poza indywidualne intencje. – To prośby zanoszone w intencji całego Kościoła, naszej ojczyzny i naszych parafii podczas Mszy Świętych na zakończenie różańcowych adoracji. A było tych Eucharystii blisko ponad 830, bo tylu kapłanów sprawowało je na Kaplicówce podczas tych 100 miesięcy – wyliczają. Wśród owoców nabożeństw pompejańskich są nowe dzieła, które zapoczątkowane zostały na Kaplicówce. To m.in. podejmowana przez grupy osób Nowenna Pompejańska za konkretnego kapłana. Systematycznie ofiarują też tzw. Msze gregoriańskie za dusze zmarłych kapłanów. – Sprawują je zwykle misjonarze z Brazylii, Madagaskaru, Sudanu lub Ukrainy, dla których jest to zarazem ważne wsparcie ich misyjnych dzieł – tłumaczą. Z ofiar składanych na Kaplicówce finansowana jest też pomoc dla dzieci z krajów misyjnych. Z adopcji serca i pomocy w edukacji skorzystało już 150 dzieci. Wciąż rośnie też krąg osób, które modlą się o życie dzieci nienarodzonych. Powstało też Apostolstwo Trzeźwej Rodziny. Cudem było również przybycie na Kaplicówkę w lipcu 2011 roku relikwii bł. Bartolo Longo, niestrudzonego propagatora Nowenny Pompejańskiej, którego apostolska gorliwość jest tu dla wielu osób przykładem. – Marzyliśmy o tym, wiedząc, że to długa procedura, a tymczasem otrzymaliśmy je niemal natychmiast. To była wspaniała niespodzianka! – przyznaje Lidia Wajdzik. Odpowiedzią stały się wprowadzone na Kaplicówce kolejne nabożeństwa, proponowane kiedyś przez bł. Longo. 18-godzinne czuwania przed majowym i październikowym świętem MB Różańcowej, a także nabożeństwo 20 sobót różańcowych. – Do tego trzeba dodać odbywające się w Pogórzu od 2009 r. pompejańskie dni skupienia oraz rekolekcje, które odprawiamy w Brennej. Czymś niezwykłym stała się prośba, by kopia obrazu z Kaplicówki mogła wyruszyć w peregrynację do rodzin w różnych diecezjach, ostatnio w warmińsko-mazurskiej. Trwa od dwóch lat i kolejne parafie przystępują do nabożeństw pompejańskich. Obecnie obok naszych Kończyc Wielkich sprawowane są też np. w Kobiórze, Giżycku, Jastrzębiu-Zdroju. Nowenna Pompejańska z Kaplicówki dotarła już także za granicę: do Jabłonkowa w Czechach – wyliczają animatorzy.

    Świadkowie życia

    Wśród tych owoców, za które są wdzięczni MB Pompejańskiej, jest też kolejny modlitewny cykl: podejmowane co dwa miesiące już od 11 lat nocne adoracje w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Przed rokiem dziękowali za 50. czuwanie, a w tym roku we wrześniu ich modlitwie przewodniczył bp Roman Pindel. Z rozrzewnieniem wspominali początki, kiedy z powodzeniem mieścili się w kaplicy stałej adoracji Najświętszego Sakramentu. – Potem okazała się za ciasna, więc przenieśliśmy się do krypty w bazylice. Mieści się tam więcej niż sto osób, ale tym razem trzeba było otworzyć dodatkowe dwie kaplice, bo było nas ponad dwieście osób! Tak Maryja przyprowadziła nas do Syna i tworzymy tu jako Apostolstwo Dobrej Śmierci taką wspólnotę, która wyprasza łaski miłosierdzia – mówiła Lidia Wajdzik, a w koszyczku przed ołtarzem rosła sterta kartek z prośbami, które przywieźli do Jezusa Miłosiernego, prosząc w intencji ludzi potrzebujących. Bp Pindel, dziękując za ich świadectwo wiary, zwrócił uwagę na rozszerzające się we współczesnym świecie materialistyczne postawy, które odrzucają chrześcijańską nadzieję na zbawienie, na życie po śmierci i zmartwychwstanie. – Towarzyszy temu chęć takiego życia, jakby Boga nie było, a człowiek nigdy nie miał przed Nim stanąć – mówił bp Pindel, przytaczając związane z taką postawą obrazy rozpadu rodzinnych więzi i zaniku szacunku dla wartości każdej osoby ludzkiej. Jak zauważył, w Pradze narasta liczba kremacji ludzkich zwłok, którym nie towarzyszą kapłan i modlitwa, a coraz więcej jest przypadków, że po spopielone szczątki nie zgłasza się nikt z bliskich, żeby je pochować. – Trzeba, żebyśmy my, związani z Apostolstwem Dobrej Śmierci, uświadamiali tym, których spotykamy, że człowiek żyje i umiera, ale też żyje na nowo i zmartwychwstanie w ciele uwielbionym. Prośmy dobrego i miłosiernego Boga, abyśmy byli dobrymi apostołami dobrej śmierci. Ze względu na to, co jest po tej dobrej śmierci, chcemy żyć i umrzeć tak jak trzeba. Modlimy się, by prawda o tym, że Jezus zmartwychwstał i że my zmartwychwstaniemy, była głoszona z odwagą! – dodawał bp Pindel. A tuż po Eucharystii, w przejmującym świadectwie, Franciszek, jeden z przyjeżdżających do Łagiewnik od 11 lat, mówił o tym, jak przed obrazem Miłosiernego wyprosił łaskę nawrócenia dla swoich rodziców: – Każde z nich odmawiało przez lata. Nie chcieli spowiedzi i wydawało się, że nikt ich nie przekona. Żadne argumenty nie trafiały. Pomogła ta modlitwa, te niezliczone Różańce, odmówione w ich intencji. A kiedy odchodziła moja mama, zauważyłem, że ściska w ręku obrazek św. Faustyny, mówiąc: „Dziękuję...”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół