• facebook
  • rss
  • Ludzie jak różaniec

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 20/2016

    dodane 12.05.2016 00:00

    – Przydarzył mi się tragiczny wypadek samochodowy. Powiedziałam Panu Bogu: „Nie wiem, w jakiej jestem sytuacji, ale jeśli pozwolisz, że moje nogi będą chodzić, a umysł będzie dobrze funkcjonował, to w maju pójdę do Łagiewnik. Dotrzymałam słowa – mówi Barbara Żydek z Rzyk.

    Ta iskierka rozbłysła ponad cztery lata temu w rodzinie Ireny i Zbigniewa Paplów z bielskiego Lipnika. Pomysłem pielgrzymki podzielili się z ks. Mikołajem Szczygłem, wówczas wikarym w ich parafii. W tym roku dom Paplów po raz kolejny stał się główną bazą 4. Pieszej Pielgrzymki Diecezji Bielsko-Żywieckiej do Łagiewnik, na czele której idzie ks. Mikołaj. Tym razem towarzyszyło im hasło Jubileuszowego Roku Miłosierdzia: „Miłosierni jak Ojciec”. Nie byłoby tego dzieła bez wysiłku i wyrzeczeń lipnickiej rodziny. Irena od początku jest szefową biura pielgrzymki. Zbyszek – pilotem. Każde z pięciorga dzieci: Klaudia, Nikodem, Jola, Faustyna i Anastazja miało swoje ważne zadanie logistyczne. W tym roku dołączył do nich także Rafał, mąż Klaudii.

    Było ich 1974

    Jako pierwsi, już 29 kwietnia, wyruszyli pielgrzymi z Cieszyna, którzy nazajutrz dołączyli do głównej grupy i wyszli ze wszystkimi z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Hałcnowie. Razem było ich 1974. Najmłodszą zgłoszona pątniczką była 3,5-miesięczna Matylda Masłowska, najstarszą – 81-letnia Ludmiła Kołoczek. Szli w siedmiu grupach, którym patronowali święci i błogosławieni, oddani miłosierdziu. Grupę św. Faustyny prowadził ks. Tomasz Sroka, bł. Michała Sopoćki – ks. Damian Koryciński, św. Jana Pawła II – ks. Stanisław Joneczko, św. Brata Alberta – ks. Michał Bogacz, św. Józefa Bilczewskiego – ks. Piotr Niemczyk. W tym roku dołączyły także dwie nowe grupy. Grupę bł. Matki Teresy poprowadził ks. Michał Gajzler, zaś grupę św. Maksymiliana – ks. Grzegorz Pasternak. – Mamy jeszcze ósmą grupę. Prawdopodobnie najliczniejszą... – mówi zagadkowo Irena Papla. – Bo ósma grupa to wszyscy, którzy pielgrzymują z nami duchowo, którzy powierzyli nam swoje intencje, a także ci wszyscy, którzy po drodze przyjmują nas na postojach, na noclegi, ci, którzy gdzieś tam wychodzą na ulice, częstując słodyczami, ciastami, owocami.

    Jak Bóg da

    – Idę już piąty raz do Łagiewnik. Piąty, bo zaplanowałem, że jak Pan Bóg da siły, to za rok znowu pójdę – uśmiecha się Franciszek Legierski z Koniakowa. – W tym roku sam, ale niosę intencje żony i moich dzieci. Doświadczam Bożego miłosierdzia każdego dnia. Każdego dnia go potrzebuję. A jak widać, zapotrzebowanie na to największe dobro jest ogromne, bo co roku idzie nas coraz więcej. – Idę po raz trzeci – mówi kleryk Marek Kulman. – To wspaniałe spotkanie z ludźmi, którzy wierzą i się tego nie wstydzą. Na tej pielgrzymce dużo słyszymy o miłosierdziu Bożym. To bardzo ważne, żeby uświadamiać sobie, iż Bóg jest nie tylko sędzią sprawiedliwym, ale przede wszystkim Bogiem okazującym miłosierdzie. A my patrzymy na Niego i staramy się być „Miłosierni jak Ojciec”. Tacy też są ludzie, którzy nas goszczą. – To dla mnie czas dziękczynienia za Bożą miłość, za życie, za zdrowie – dodaje kl. Patryk Jagos. – Staramy się pomagać księżom i... niesiemy radość! Mamy też własne intencje. Jedną szczególną. W seminarium mieliśmy spotkanie z tatą kolegi, który był w Iraku. Prosił nas o modlitwę za swojego ciężko chorego kolegę...

    Obietnica

    – Idę po raz drugi do Łagiewnik i w ogóle po raz drugi w życiu na pieszą pielgrzymkę – mówi Barbara Żydek z grupy ponad stu osób pielgrzymujących z Rzyk. – Moja mama zawsze przyjmowała pieszych pielgrzymów i pamiętam, że jako dziecko marzyłam sobie: „Pójdę kiedyś z nimi!”. Musiałam trochę poczekać... Cztery lata temu mój syn Adrian poszedł z grupą chłopaków zebranych przez ks. Tomka Srokę. Od tej pory chodził już co roku. Nie umiałam się wybrać z nim. Aż do momentu kiedy przydarzył mi się tragiczny wypadek samochodowy. Samochód poszedł do kasacji, a ja nie wiedziałam, w jakim jestem stanie. To był październik. Powiedziałam Panu Bogu: „Nie wiem, w jakiej jestem sytuacji, ale jeśli pozwolisz, że moje nogi będą chodzić, a umysł będzie dobrze funkcjonował, to na pewno w maju pójdę do Łagiewnik. Dotrzymałam słowa. Dziękuję za życie, za zdrowie, za to, że mieszkam w Rzykach – najpiękniejszym miejscu na świecie! Idę także prosić o pomoc w poradzeniu sobie z konsekwencjami wypadku i w intencji zdrowia męża. I jest ze mną młodszy syn Konrad. Ufam, że za rok pójdziemy wszyscy, mój mąż także.

    Gościna

    Od pierwszej pielgrzymki ta wyjątkowa majowa wspólnota urosła prawie 2,5-krotnie. Ramię w ramię razem z całymi rodzinami szli księża, siostry zakonne i klerycy. Trzeba było znaleźć dla nich nowe miejsca postojów i noclegów. Na swój pierwszy odpoczynek pielgrzymi zatrzymali się w gościnnych Kętach Podlesiu. Dalej już zmierzali do miejsc noclegowych: w Nowej Wsi (po raz pierwszy!), Malcu, Witkowicach i Nidku. Nazajutrz poznali kolejne dwie parafie (obok Podlesia), które dokonują prawdziwych cudów: Wieprz koło Andrychowa i Tomice, już na terenie archidiecezji krakowskiej. Tylko mieszkańcy tych parafii wiedzą, jak zgotować prawdziwą ucztę złożoną z gorących dań dla ponad 2 tys. osób naraz! Wieczorem drugiego dnia przyjmująca dotychczas wszystkich Wysoka podzieliła się pątnikami ze Stanisławiem Górnym, Kleczą Dolną i Marcyporebą. Nowymi trasami zmierzały więc grupy na miejsca postojów do Przytkowic, Polanki Hallera i Radziszowa. Noc przed ostatnim dniem marszu pątnicy spędzili w Bukowie, Mogilanach i kolejnych trzech miejscach po raz pierwszy: w Libertowie, Gaju i Świątnikach.

    Do tańca i różańca

    Po drodze był czas na modlitwę, konferencje, świadectwa Bożej potęgi w życiu pielgrzymów. Ks. Zygmunt Mizia, pielgrzymujący z „Jasiem”, figurką 10-tygodniowego dziecka, zapraszał każdą grupę na marsze dla życia i rodziny. Jerzy Żoch, poeta z Cieszyna, mówił o swoim pierwszym tomiku wierszy, wydanym z okazji Jubileuszu Miłosierdzia. Nie zabrakło pielgrzymich tańców w Witkowicach i Wysokiej. Wielkim spotkaniem pielgrzymów i ich gospodarzy było „Pielgrzymo-granie” w Wysokiej – koncert na chwałę Bożego Miłosierdzia w wykonaniu zespołu Magdy Anioł oraz grupy Fausystem. Dla wielu osób pielgrzymka stała się już miejscem corocznych niezwykłych przyjęć urodzinowych. Jest wśród nich 26-letnia Gabrysia Puczka z grona kwatermistrzów pielgrzymki i 12-letni Bartek Kopacz z Łodygowic, któremu najbliżsi przygotowali wspaniały tort na postoju w Kętach-Podlesiu, a rzesza pielgrzymów odśpiewała „Sto lat!”.

    Jak ogniwa

    Proboszczowie miejsc, przez które przechodzili pielgrzymi (a były to aż 23 parafie!), podkreślali, że nie tylko pątnicy byli tymi, którzy zostali obdarowani. – Dajecie nam kolejny raz szansę spełnienia uczynków miłosierdzia, kiedy mogliśmy was nakarmić, uradować się waszą obecnością – podkreślał ks. Stanisław Lipowski, proboszcz z Witkowic, liczących 2300 mieszkańców, które przyjęły na noclegi... 1200 osób! – Jak tłumaczyłem moim parafianom, przyjmując pielgrzymów, wypełniamy też jeden z uczynków miłosierdzia – dodaje ks. Mirosław Wądrzyk, proboszcz w Nowej Wsi. – To się wiąże z błogosławieństwem dla tych osób, które zdecydują się podjąć pielgrzymów w swoich domach. Czym stało się pielgrzymowanie, tłumaczy Andrzej Pakosz szef firmy, zajmującej się pomocą drogową. Od pierwszej pielgrzymki służy pielgrzymom samochodami swojej firmy. Do pomocy zachęcił także właścicieli innych firm. Są wśród nich i tacy, którzy nie podzielają jego światopoglądu, mówią o sobie, że są niewierzący. Niektórzy po prostu chcą pomóc. Inni szepną: westchnijcie za mnie. Andrzej Pakosz na cztery dni zamyka firmę. – To są cztery najlepsze dni w roku, jakie się nam trafiają – mówi pan Andrzej. – Przygotowujemy się do nich już wcześniej, jeśli chodzi o obsługę klientów. Do różnych służb pielgrzymkowych zaangażowała się większość mojej brygady i przyjaciele z innych firm. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Choć pracują dla innych, nie są w pracy. Każdy z nich uznaje to za swoją służbę serca, z dobrej woli. Na pielgrzymce jest nas 14. Do dyspozycji pielgrzymów mamy 12 samochodów. To wszystko na chwałę Pana Boga. Bo tak według nas powinna wyglądać nasza odpowiedź na miłosierdzie Boże. Jak dodaje Andrzej Pakosz: – Nie ma lepszych rekolekcji, które rozwijają duchowo niż pielgrzymka. To jest jak różaniec – każdy z nas jego ogniwem. Po czterech dniach wędrówki, pielgrzymi dotarli 3 maja najpierw do Centrum św. Jana Pawła II, gdzie powitał ich bp Piotr Greger. a następnie do kaplicy klasztornej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie mogli uczcić relikwie św. Faustyny. Widok był imponujący... Towarzyszyliśmy pielgrzymom na trasie.• Nasze relacje z trasy, miejsc postojów i noclegów, galerie zdjęć i świadectwa pątników na:

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół