• facebook
  • rss
  • Normalność

    ks. Jacek Pędziwiatr

    dodane 07.05.2016 11:45

    Wśród dzieci dotychczasowych premierów można znaleźć kierowcę rajdowego, aktorkę, blogerkę kulinarno-modową, dziennikarza powiązanego z aferalnymi parabankami i upadającymi liniami lotniczymi. W zacnym tym gronie pojawia się teraz... ksiądz.

    Tymoteusz - syn premier Beaty Szydło - przyjął święcenia kapłańskie w stopniu diakonatu. Wraz z 11 pozostałymi alumnami diecezji bielsko-żywieckiej studiującymi w krakowskim seminarium duchownym przyrzekł posłuszeństwo biskupowi Romanowi Pindlowi i jego następcom, przyjął księgę słowa Bożego i przewieszoną przez ramię stułę - znak godności, jaka została mu powierzona.

    Jest to ewenement w skali czasoprzestrzennej. Nie znalazłem w naszej rodzimej przeszłości ani w zagranicznej teraźniejszości przypadku, by dziecko premiera zasiliło stan duchowny. Można na ten fakt patrzeć w kategoriach wyjątkowości, a nawet sensacji. Można, ale po co? Dla mnie jest to raczej przejaw normalności.

    Łaska Boża jest powszechna, a Duch wieje, gdzie chce. Pokazuje to, że powołanie „nie wybiera”, że rodzi się bez względu na status materialny czy rolę społeczną, a nawet polityczną rodziny lub poszczególnych jej członków. Z drugiej zaś strony jest dowodem na to, że sprawowanie władzy bynajmniej nie musi ocierać się o aferalność czy gwiazdorstwo, a służba publiczna powinna prowadzić do uświęcenia, tak samo, jak każda inna.

    I jeszcze jedno: jestem urzeczony faktem, że podczas uroczystości święceń w żaden szczególny sposób nie wyróżniono ani pani premier, ani jej syna. Jak w starej, wiedeńskiej tradycji. Kiedy umarł Franciszek Józef, w orszaku pogrzebowym trumnę z jego ciałem zawieziono do klasztoru kapucynów. Zastukano w bramę, jakiś głos z drugiej strony rzucił przez uchylony lufcik:
    - Kto tam?
    - Franciszek Józef, z Bożej łaski cesarz Austrii, apostolski król Węgier, król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii, król Jerozolimy... - lufcik zatrzasnął się z hukiem. Zapukano więc powtórnie.
    - Kto tam? - lufcik znów się uchylił.
    - Franciszek Józef, śmiertelny człowiek, który prosi o łaskę - odpowiedział jeden z ministrów.

    Dopiero wówczas brama zaczęła się powoli otwierać, a dawny cesarz spoczął wśród swoich przodków w kapucyńskiej krypcie.

    To też jest piękno tajemnicy Kościoła, który - choć święty i wielki - jest wspólnotą ludzi równych sobie w słabości i potrzebie Bożego miłosierdzia.

    Przeczytaj także: Podbeskidzie ma 12 nowych diakonów

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół