• facebook
  • rss
  • Ratunek z Mediolanu

    Urszula Rogólska

    |

    Gość Bielsko-Żywiecki 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Ze św. Ambrożym. – Coraz trudniej jest z tymi pszczołami. Nowe choroby przychodzą, nowe kataklizmy – martwi się ks. Marek Kręcioch, proboszcz parafii św. Urbana w Kobiernicach. – A badania naukowe mówią, że kiedy wyginą pszczoły, do pięciu lat zaczną wymierać ludzie.

    Wzeszłym roku, po 15 latach, pszczoły ks. Marka Kręciocha znów zrobiły mu niespodziankę. Miód był spadziowy. Wyjątkowo ciemny. – Czarny jak… sutanna. W końcu to proboszczowskie pszczoły – śmieje się ks. Marek, prowadząc do swojej pasieki tuż za murami kościoła, gdzie w rządku stoi dwadzieścia uli. – Jak się trochę zdenerwuję jakąś sprawą, albo na ludzi, albo jest do rozwiązania jakiś trudny problem, idę do pszczół. Spokój przychodzi szybko.

    List do Mediolanu

    – Jakiś czas temu pszczelarze z naszego koła w Porąbce, do którego i ja należę, powiedzieli, że parę lat temu byli w Pszczelej Woli, gdzie tamtejszy ksiądz sprowadził relikwie św. Ambrożego, patrona pszczelarzy, które później peregrynowały – opowiada ks. Marek Kręcioch. – Zastanawiali się, czy sprowadzenie relikwii na stałe byłoby możliwe. W listopadzie ub.r. napisałem list do kardynała Angelo Scoli z Mediolanu, a drugi do kustosza relikwii św. Ambrożego. To właśnie w mediolańskiej katedrze spoczywa nasz patron. W bardzo szybkim czasie przyszła odpowiedź, a wraz z nią – w kopercie – kapsułka z relikwią fragmentu kości św. Ambrożego i potwierdzający jej autentyczność certyfikat. Mamy więc tu, w naszym rejonie, patrona pszczelarzy. Będzie stacjonował w Kobiernicach, ale i wędrował w każde miejsce, gdzie pszczelarze będą chcieli się modlić razem z nim. Uroczystości wprowadzenia relikwii do kościoła św. Urbana w Kobiernicach, w niedzielę 24 kwietnia o 10.30, będzie przewodniczył biskup Roman Pindel.

    Tuż za ścianą

    Przechodzimy obok kościoła parafialnego. To stąd nieraz już padały słowa z Księgi Ezechiela: „»Synu człowieczy, zjedz to, co masz przed sobą. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów!« (…) Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód”. Albo te z Mądrości Syracha: „Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy”, i wiele, wiele innych, bo w słowie Bożym nie brakuje odwołań do świata pszczół, miodu i wosku. Kiedy z ambony płynie słowo Boże, które wzmacnia, leczy, pokrzepia i jest słodkie jak miód, tuż za ścianą kościoła pracują pszczoły, dzięki którym – kiedy nadchodzi ku temu czas – można skosztować, jak ów miód smakuje. W kwietniowe popołudnie raz po raz kilka pszczół ląduje na deseczce ustawionej przy wlocie do ula. Powoli wspinają się, dźwigając żółte tobołki po bokach nóżek. To uzbierany pyłek roślin. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z odwiecznym planem, pierwszy miód będzie można im podkradać w czerwcu.

    To jest rzecz poważna

    Pszczelarska pasja kobiernickiego proboszcza zaczęła się 17 lat temu. – Kiedy tutaj przyszedłem, miałem jakieś 14, 15 lat kapłaństwa. Nestor miejscowych pszczelarzy, dziś już prawie 85-letni pan Józef Zątek, przyniósł mi jeden ul. Później od kolejnego pszczelarza otrzymałem drugi. Właściwie to postawili mnie pod ścianą. Powiedzieli, że ksiądz, jako proboszcz, musi się też zajmować pszczołami. To jest rzecz poważna. Ale oczywiście najpierw musiałem przejść sprawdzian, czy się do tego nadaję. Gołą rękę musiałem włożyć do ula i z dna wyjąć plaster czerwiu trutowego. Wtedy żadna mnie nie użądliła... Kobiernicki proboszcz rozwijał nową pasję, powiększał pasiekę przez dodawanie rodzin. – To jest hobby. Bo z tego zysku większego nie ma – mówi ks. Kręcioch. – To, co człowiek zyska, ten miód, to porozdaje. Z ilością miodu bywa różnie. Mogą dać pięć, piętnaście litrów, ale zdarzyło mi się parę lat temu, że z piętnastu uli miałem 600 litrów. Jak tłumaczy ks. Kręcioch, nazwy miodów to w dużej mierze chwyt marketingowy. – Żeby miód był akacjowy, w pobliżu musiałoby rosnąć jakieś 20 hektarów akacji, żeby był rzepakowy – 20 ha rzepaku. Tutaj nie ma takich terenów. Miód na wiosnę jest najczęściej wielokwiatowy, a jesienią – spadziowy, z drzew iglastych.

    Wzorowy porządek

    Ks. Kręcioch mówi, że pszczoła to pszczoła. Nieprawdą jest, że rozpoznaje człowieka – choć trudno w to uwierzyć, patrząc, jak owady ufnie siadają na dłoni swojego opiekuna. – Pszczół nie trzeba się bać. Do pracy ku pszczołom chodzę w słoneczną pogodę. Czasem zakładam kapelusz, czasem nie. Jeśli idę bez kapelusza, widzą ciemne włosy, to mogą się poddenerwować, upatrując we mnie niedźwiedzia, swojego największego naturalnego wroga. A jak od czasu do czasu pszczółki użądlą, to dla zdrowotności – śmieje się ks. Marek. Proboszcz podkreśla, że pszczoły są dla człowieka ideałem do naśladowania: – Tworzą najdoskonalszą społeczność. Jeśli ludzie chcieliby ją naśladować, to byłby raj na ziemi i pokój. Pszczoły nas uczą zasad życia w społeczeństwie. Są pracowite, a pracują dla całej wspólnoty, są wierne swojej matce i stanom, do jakich zostały stworzone. Każda ma swoją rolę do spełnienia. Jedne opiekują się larwami, inne gąsieniczkami, jeszcze inne sprzątają, są strażniczkami. I to wszystko idealnie współgra. Potrafią stworzyć najlepszą komórkę – sześciokątną, najbardziej wytrzymałą, najbardziej pojemną. Jak tłumaczą pszczelarze, w ulu panuje wzorowy porządek. Kiedy z komórek wygryzą się młode pszczoły, przez dziesięć dni sprzątają, opiekują się larwami. Później wylatują przed ul, zakręcają ósemkę, biorą azymut na ten ul, z którego wychodzą, i pszczoła zapamięta na całe swoje życie, że to jest jej dom.

    Już pracują

    Latem pszczoły żyją 4, 5 tygodni. Intensywnie pracują. – Jeśli jest pożytek – czyli nektar – przerabiają go w ulu i częściowo przeznaczają do wychowu młodych pszczół, a częściowo przerabiają swoimi enzymami do komórek wolnych. I to jest miód, który im się kradnie – tłumaczy ks. Kręcioch. – Najważniejsza w ulu jest matka, królowa, która wydziela feromony. Ona kierują całą tą rodziną. Jeśli zabraknie królowej, to taka rodzina pada. Nową matkę można kupić lub wyhodować, ale czasem same pszczoły potrafią to zrobić. – Widzą, że matka słabo czerwi, więc wybierają sobie jedną czy dwie komórki. Taką larwę karmią trzy dni dłużej mleczkiem pszczelim i z niej powstaje matka, półtora raza większa od pszczoły. Podkarmiają ją przez kolejnych dziesięć dni, a następnie – przy pięknej pogodzie – matka wychodzi na oblot godowy. Trzy, cztery trutnie ją unasienniają i to wystarcza jej na całe życie, czyli na jakieś dwa lata. Taka matka może znieść 1800–2000 jajek dziennie. – Teraz mamy temperatury powyżej 15 stopni, więc już wylatują z ula – wyjaśnia kobiernicki proboszcz. – Przynoszą wodę, pyłek z kwiatów, potrzebne do karmienia młodych pszczół. Pszczela matka już zaczęła czerwić miesiąc temu – czyli składać czerw, jajka. Młode pszczoły wylęgają się, opiekują się następnym czerwiem.

    Garną się młodzi

    Koło pszczelarzy w gminie Porąbka, do którego należy ks. Marek Kręcioch, liczy pięćdziesięciu członków. W samych Kobiernicach mieszka ich dziesięciu. Przez lata prezesował im Józef Zątek, teraz jego następcą jest Józef Fabia. Ks. Marek nie jest jedynym księdzem bielsko-żywieckim z pszczelarską pasją. W tym gronie są także proboszczowie: ks. Kazimierz Buba z Juszczyny, ks. Marek Nieciąg ze Świnnej i wikary z Włosienicy ks. Marcin Lisicki, który pszczelarstwa uczył się u ks. Kręciocha, kiedy przez kilka lat był wikarym w Kobiernicach. Wśród księży – wielkich przyjaciół pszczelarstwa – jest także ks. Józef Jasek, który będąc proboszczem w Kaniowie, również prowadził swoją pasiekę. Teraz – jako proboszcz w Bielsku-Białej-Leszczynach – pasieki nie ma, ale wciąż utrzymuje kontakt z pszczelarską bracią. Do pszczelarstwa, z nadzieją osiągania wymiernych korzyści, garną się liczni młodzi. – Ale każdy z nas i tak zdaje sobie sprawę, że największą korzyścią jest sama satysfakcja z pracy wśród pszczół. A radość sprawia fakt, że tym, co człowiek pozyska dzięki pszczółkom, może się podzielić z innymi. Co im „ukradnę”, to najczęściej rozdam – śmieje się ks. Kręcioch, przywołując też patrona pszczelarzy, św. biskupa Ambrożego z Mediolanu. Znany był ze swojej dobroczynności, rozdał majątek, żeby pomóc ubogim, ale to, z czego najbardziej słynął, to jego miłość do słowa Bożego, które z jego ust spływało jak miód.

    Jest z nami

    – Jak nasz patron uczył głosić Dobrą Nowinę i zgodnych z nią zasad życia, tak pszczoły uczą nas zachowywania pewnych reguł. Tyle że coraz powszechniej widzimy, że niedługo tych niezwykłych nauczycielek może zabraknąć – mówi ks. Kręcioch. – Od lat dziesiątkuje pszczele rodziny zgnilec – choroba bakteryjna czerwia; w latach 80. przyszła do nas warroza – roztocza żerujące na pszczołach. W ostatnich latach pojawiła się nowa choroba, jeszcze niezdefiniowana: pszczoły wylatują z ula i nie wracają, gdzieś giną. W mojej pasiece z powodu tej choroby jesienią straciłem dwie rodziny, teraz trzy… Przez swoją pracę pszczoły zapewniają człowiekowi aż trzy czwarte żywności! Od dawna zastanawiamy się my, zastanawiają się naukowcy: co zrobić? My postanowiliśmy poprosić o pomoc naszego patrona. Wierzymy w jego wstawiennictwo u Boga. I dlatego też zależało nam, żeby był tu z nami – także w znaku swoich relikwii. Serdecznie zapraszam 24 kwietnia do Kobiernic wszystkich pszczelarzy, czcicieli św. Ambrożego, pasjonatów i sympatyków pszczelarstwa, wszystkich, którzy chcieliby do nas dołączyć – do wspólnej modlitwy, ale i integracji środowiska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół