Pamiętamy o nich: Tadeusz Cozac

Alina Świeży-Sobel

dodane 01.11.2015 08:09

Bielski Brat Albert - tak zapisał się w pamięci niezwykły nasladowca tego świętego, niestrudzony opiekun i przyjaciel ubogich. Do ostatnich dni troszczył się o nich, kwestował...

Odszedł w środku lata. W czasie pogrzebu 7 sierpnia śp. Tadeusza Cozaca (1932-2015) w kościele Chrystusa Króla w Bielsku-Białej-Leszczynach zgromadziły się tłumy jego pomocników i podopiecznych. Żegnali go kapłani - z biskupem Piotrem Gregerem, żegnali przedstawiciele władz - z prezydentem Jackiem Krywultem i starostą bielskim Andrzejem Płonką.

- Zrobił wiele dobrego i umiał skupić wokół pomocy biednym wiele osób. Będzie go bardzo trudno zastąpić. Na pewno trzeba zrobić wszystko, by jego dzieło funkcjonowało dalej, bo jest niezwykle potrzebne - mówi prezydent Jacek Krywult.

Świetnie go znali mieszkańcy zarówno mieszkańcy Bielska-Białej, jak i całej okolicy. Pan Tadeusz Cozac bywał gościem parafii i instytucji, wszędzie niestrudzenie pukał, choć w ostatnich latach każdy krok był dla niego wielkim wysiłkiem. Do ostatnich dni życia nie rezygnował: wciąż prosił o o wsparcie dla tych, którzy go najbardziej potrzebowali: odrzuconych, głodnych. - Umiał dostrzec biednego człowieka i z ogromną determinacją walczyć z tym wszystkim, co odbierało jego godność - podkreślali zgodnie ci, którzy go żegnali.

  Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Piotr Greger
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
- Ludzka bieda nie dawała mu spokoju. Był skromnym, ale bardzo bogatym człowiekiem: bogatym w miłosierdzie - nie mieli wątpliwości żegnający największego w Bielsku-Białej jałmużnika.

- Św. Brat Albert znalazł w Bielsku kontynuatora swojego dzieła. Był nim Tadeusz Cozac: człowiek wielkiej wrażliwości na biedę. Potrafił dostrzec tych, którzy nie mieli co jeść, ani w co się odziać, ani gdzie się wykąpać. Pan Bóg wyposażył go w charyzmat wyobraźni miłosierdzia. Nie zniechęcał się, gdy ktoś odmawiał pomocy. Pukał wtedy do innych drzwi - i otwierał ludzkie serca na pomaganie biednym - mówił w homilii ks. prał. Krzysztof Ryszka.

Jak św. Albert

Jego wytrwałe kołatanie z prośbą o pomoc dla biednych stało się dla wielu jak wyrzut sumienia. U wszystkich budziło szacunek. W tym czasie, kiedy wokół dokonywały się historyczne przemiany i świat ruszył do przodu, on wziął w swoje ręce sprawy najsłabszych. Został pierwszym - i przez 26 lat jedynym - prezesem bielskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. I zaczął pomagać głodnym. Zgromadził wokół tego zadania spore grono pomocników. Z błyskiem w oku opowiadał, jak jedną z pierwszych zim w bielskiej kuchni pomogło przetrwać kilka ton surowej kapusty, którą członkowie Towarzystwa wraz z nim przez wiele dni szatkowali i kisili. Cieszył się każdą   Ostatnie pożegannie śp. Tadeusza Cozaca
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
ofiarowaną dla głodnych złotówką. Tak powstała Kuchnia Społeczna, w której codziennie z posiłku korzystało nawet do 700 osób.

Później marzeniem prezesa Cozaca było zapewnienie bezdomnym darmowej kąpieli. Dziś do łaźni rocznie przychodzi prawie 6 tys. osób. Przy niej powstał magazyn odzieży. Co roku odbywają się wieczerze wigilijne dla 400 podopiecznych i wielkanocne śniadania. Do tego dochodzą świąteczne paczki żywnościowe dla dzieci, paczki na Dzień Dziecka i św. Mikołaja oraz szkolne wyprawki. Ostatnim dziełem prezesa Cozaca było schronisko dziennego pobytu dla bezdomnych.

W ciągu 26 lat zebrały się miliony posiłków, setki tysięcy rozdanych chlebów, tysiące korzystających z łaźni. Koszt tej pomocy w części finansowany był z samorządowej kasy, ale większość potrzebnych funduszy - blisko pół miliona złotych rocznie - pochodziło z kwest pod kościołami i darowizn.

- Do tego trzeba dodać ludzi, którym pomógł znaleźć pracę, wyprawił wesele - uzupełnia ten wykaz Piotr Ryszka z Towarzystwa, któremu śp. Tadeusz Cozac powierzył swój szczególny testament, prosząc, by podziękował w jego imieniu wszystkim darczyńcom, przeprosił urażonych. Dziś Piotr Ryszka kontynuuje misję rozpoczętą przez śp. Tadeusza Cozaca.

Prezes Cozac

Początki Towarzystwa Charytatywnego im. św. Brata Alberta w Bielsku-Białej i jego późniejszy rozwój skupiały się w jego osobie. W tej wytrwałym działaniu, które podejmował - i w opiece patrona: św. Brata Alberta, do którego śp. prezes Cozac wciąż zwracał się po wsparcie w trudnych chwilach. Jego obrazka nie wypuszczał z rąk, u niego zawsze szukał pomocy.

  Swoją nagrodę przyznały mu wdzięczne za serce dzieci specjalnej troski
Alina Świeży-Sobel /Foto Gość
- Św. Brat Albert był dla niego nie tylko patronem, ale i mistrzem: od niego zaczerpnął prawdziwie albertyńską metodę swego działania. Nie wahał się iść i żebrać - i w ten sposób gromadzić środki potrzebne na działalność tych wszystkich instytucji, które zakładał - nie ma wątpliwości ks. kan. Ignacy Czader, wicedyrektor diecezjalnej Caritas, która była jedną z wielu instytucji, z którą współpracował śp. Tadeusz Cozac.

Od początku nad całą działalnością Towarzystwa czuwał jego założyciel Towarzystwa prezes Tadeusz Cozac. Za swoje ogromne zaangażowanie został uhonorowany papieskim medalem „Pro Ecclesia et Pontifice” - najwyższym kościelnym odznaczeniem dla osób świeckich. Swój medal "Pro Consecratione Mundi" - "Za uświęcanie świata" przyznała mu Akcja Katolicka Diecezji Bielsko-Żywieckiej.

Wiosną 2015 r. dzieci specjalnej troski ze stowarzyszenia "Serce dla Serca" przyznały śp. prezesowi Tadeuszowi Cozacowi honorowy order "Serce Dziecka" - w podzięce za okazywaną im życzliwość.

«« | « | 1 | » | »»

Serwis specjalny

Komentowanie dostępne jest tylko dla .
przewiń w dół