• facebook
  • rss
  • Mazur nad Sołą

    dodane 16.07.2015 00:00

    Po odpustowej Sumie w sanktuarium MB Kazimierzowskiej rajczańscy parafianie pod przewodnictwem proboszcza ks. kan. Franciszka Warzechy ruszyli na 12. już  Piknik Królewski.

    Bywalcy już wiedzą, a gościom wystarczyło krótkie wyjaśnienie, że to historia czczonego tu obrazu Matki Bożej, daru króla Jana Kazimierza, dała podstawę temu świętowaniu z królewskimi akcentami. Już za cztery lata przypadnie 350. rocznica przekazania królewskiego daru. W tym roku świętowano pod hasłem: „Matko Miłosierdzia, prowadź do Jezusa”. Zaczęło się tradycyjnie, od wzlatujących w niebo gołębi, a potem młodzi aktorzy rajczańskiego teatru „Effatha” zatańczyli starego, polskiego mazura, a potem w rytmie poloneza zaprosili publiczność na scenę. W efektownych figurach, w pięknych strojach, tanecznym korowodem wędrowali wśród widzów.

    W pełnym słońcu pokazy udzielania pierwszej pomocy i naukę wspinania poprowadzili ratownicy GOPR: ks. Zygmunt Mizia i Włodzimierz Lach. Na scenie GOK-u zaprezentował się zasłużony rajczański chór „Laurentius”, a także zespoły: „Ziemia Rajczańska”, „Sarna” i „Anielska Brygada” z Rybnika. – Pikniki przygotowuje tu mnóstwo osób i to naprawdę wzrusza, kiedy doświadczamy niezawodności i tylu dobrych serc. To, że są kiermasze i loteria, stoiska z pysznym jedzeniem, atrakcje dla dzieci, a przez cały czas występują na scenie zespoły, jest budujące – podkreślają zgodnie Dorota Salachna i Ewa Matlak, zaangażowane w organizację. – Cel pikników jest od lat taki sam: zbieramy na pomoc i dożywianie dla dzieci. Liczą się fundusze, które uda się zebrać, ale jeszcze bardziej liczy się ta wspaniała wspólnota, jaka tu powstała. Na pewno nie zabraknie dobrych ludzi, którzy nie zostawią dzieci w potrzebie. Okazją do zdobycia funduszy były też dary przekazane podczas pikniku do licytacji. Była wśród nich płaskorzeźba z wizerunkiem św. Jana Pawła II. – Podarowałem ją już komuś z radą, by ta osoba modliła się o rozwiązanie swoich problemów za jego wstawiennictwem. I po roku... dostałem ją z powrotem, bo rzeczywiście problemy zniknęły, a teraz miała trafić do innego potrzebującego – mówi rzeźbiarz Włodzimierz Lach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół