• facebook
  • rss
  • Jak terapeuta został piratem

    Urszula Rogólska

    dodane 01.07.2015 08:02

    Kiedy podczas spektaklu teatralnego równie dobrze bawią się widzowie jak i aktorzy, wydarzenie musi być niebagatelne! Taka jest "Baśń o korsarzu Palemonie" w wykonaniu pracowników i podopiecznych Centrum Rehabilitacyjno-Edukacyjnego w Żywcu!

    Na scenie Miejskiego Centrum Kultury w Żywcu mali piraci z zapałem wymachiwali kartonowymi szpadami, szaleli w tańcach na pokładzie okrętu-zjawy; gamoniowaci książęta – w chwili życiowego zagrożenia – wykazali się heroiczną odwagą, a urocze księżniczki z wdziękiem oddawały się marzeniom i tańcom. A nawet kiedy płakały i użalały się nad swoim losem na pewno nie miały równych sobie na kuli ziemskiej!

    Widzowie zaś nie ustępowali pola aktorom – tańczyli, śpiewali, mocno przeżywali każdą scenę.

    Pracownicy i dzieci korzystające z zajęć i terapii w Centrum Rehabilitacyjno-Edukacyjny dla Dzieci w Żywcu prowadzonym przez Fundację Pomocy Dzieciom wystawili spektakularną „Baśń o korsarzu Palemonie” Jana Brzechwy.

      - Tak zwana dysfunkcja dzieci, to w naszym spektaklu walor! - mówi aktor Rafał Sawicki
    Urszula Rogólska /Foto Gość
    Spektakl powstał dzięki dwuletniej pracy całej ekipy pod kierunkiem Rafała Sawickiego – aktora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Nad samym przedstawieniem pracowali zaledwie od września ubiegłego roku. Ze względów logistycznych część prób odbywała się oddzielnie dla dorosłych i dla dzieci. Pracownicy ośrodka stworzyli sami także imponującą scenografię.

    Kostiumy dla aktorów wypożyczyła dyrekcja bielskiego teatru.

    - To klasyka literatury. Historia - choć nieprawdziwa - ma morał. Nasze zajęcia to dużo ciężkiej pracy, ale i zabawa – mówi Rafał Sawicki. – Nie byłoby tego efektu, gdyby nie zaangażowanie pedagogów, rehabilitantów i instruktorów, którzy zagrali w spektaklu naprawdę wielkie, poważne role! Udało się odkryć prawdziwe perły – jestem pod autentycznym wrażeniem potencjału aktorskiego, jaki tkwi w tych ludziach. Mam nadzieję, że nasza współpraca na tym wydarzeniu się nie skończy.

    - Głównym celem zajęć teatralnych było zaktywizowanie naszych dzieci – żeby nie bały się wyjść na scenę, pokazać co potrafią. To była gra aktorska, ale i elementy choreografii, terapii tańcem, które łączyła wielka radość – mówi Anna Szczepaniak, oligofrenoterapeuta z żywieckiego centrum. – Dzieci potrafiły tą radość przekazać naszym małym widzom. To w większości dzieci, które w ciągu roku szkolnego przychodzą do nas na zajęcia integracyjne. Znają się z naszymi dziećmi – dziś mogły je zobaczyć w zupełnie nowej sytuacji: na scenie.

      Terapeuci pokazali swoje drugie - porywające! - oblicze aktorskie
    Urszula Rogólska /Foto Gość
      Na scenie znakomicie współpracowali mali i duzi, profesjonaliści i amatorzy
    Urszula Rogólska /Foto Gość
    Autorzy spektaklu potrafili tak przygotować scenariusz, by dziecko z każdą niepełnosprawnością, każdą dysfunkcją mogło wystąpić na scenie.

    - Dysfunkcje? Jakie dysfunkcje! To były walory! – ucina zdecydowanie Rafał Sawicki. – Na przykład chłopczyk, który porusza się na wózku znakomicie sprawdził się w roli króla leżącego w łóżku. W dodatku znakomicie opanował mnóstwo tekstu. To są sprawy nie do przeceniania! Taka zabawa przeistoczyła się w poważną sprawę, jaką jest pokonywanie barier, własnych niemożności, słabości. I dzieci, i dorośli integrowali się. A różnorakie walory terapeutyczne pojawiały się automatycznie.

    - Ledwo zakończyliśmy spektakl, a dzieci już pytają, kiedy znowu wystąpimy i kto przyjdzie – uśmiecha się Anna Szczepaniak.

    - Jestem przekonany, że warto było zajęcia prowadzić i warto będzie je powtórzyć – dodaje Rafał Sawicki. - Co dalej? To kwestia pomysłu i  rozmowy. Tak wspaniała przygoda nie może być jednorazowa. Mam nadzieję, że uda się spektakl – w wersji dla dorosłych - raz jeszcze wystawić we wrześniu.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół