• facebook
  • rss
  • O przesuwaniu rodzinnej szafy w Cieszynie

    Urszula Rogólska

    dodane 14.06.2015 16:22

    Mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego wyszli na ulice Cieszyna w III Chrześcijańskim Marszu dla Życia i Rodziny. W rękach nieśli kolorowe baloniki, flagi i chorągiewki - różowe (dla pań i dziewczynek) i niebieskie (dla panów i chłopców). Każdy dostał także odblaskową kamizelkę z hasłem marszu.

    "Rodzina chroni - chrońmy rodzinę" - to już tradycyjne hasło cieszyńskiego marszu, w który włączają się chrześcijanie różnych wyznań w mieście i sąsiednich miejscowościach całego Śląska Cieszyńskiego.

    Marsz rozpoczął się na cieszyńskim rynku, gdzie wszystkich powitał Bertrand Bisch - pochodzący z Francji mieszkaniec Cieszyna, lider Wspólnoty Mężczyzn w Modlitwie "Nikodem", która jest głównym organizatorem przedsięwzięcia.

    - Niektórzy pytają, dlaczego tutaj jesteśmy. Odpowiem na przykładzie zasady szafy. Jest taka zasada - mówił B. Bisch. - Kilka lat temu kupiliśmy z żoną fajną szafę do sypialni. Zastanawialiśmy się, gdzie ją postawić. Żona mówi: "Przy ścianie obok łazienki". Ja mówię: "Pod oknem". Koniec końców szafa stanęła pod oknem. - Ale codziennie, kiedy żona sprzątała, przesuwała szafę krok po kroku. Po pół roku szafa stała przy łazience, a nie tam, gdzie ją postawiliśmy.

    Jak mówił B. Bisch, zasada szafy jest w chwili obecnej bardzo często używana, aby wprowadzić do prawodawstwa ustawy, na które - jak mówił - "nigdy w życiu” byśmy się nie zgodzili. - Obok zasady szafy jest jeszcze druga, która bardzo dobrze działa - zasada ofiary - mówił B. Bisch, wyjaśniając na przykładzie wspominanej szafy: żona jest osobą, która została skrzywdzona. Wszyscy litujemy się nad nią. I to jest pierwszy krok szafy. Drugi krok - ustawodawca zgłasza ustawę, która chroni tę osobę. Trzeci - ta osoba lub grupa społeczna (żona jest tylko metaforą), która jest chroniona, staje się nietykalna - rządzi.

    Na tym przykładzie B. Bisch przypomniał, jak zmieniało się prawodawstwo we Francji, jego ojczyźnie. Zaczęło się 17 stycznia 1975 roku od legalizacji aborcji w przypadku zagrożenia życia matki. 23 czerwca 2009 r. zalegalizowano aborcję w przypadku wykrycia zespołu Downa u dziecka. Od 19 stycznia 2015 r. wprowadzono legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży - bez konkretnej przyczyny. - Dziecko, które zostało poczęte, a którego matka nie chce, nie ma prawa do życia - mówił B. Bisch.

      Bertrand Bisch na scenie ustawionej na cieszyńskim rynku
    Urszula Rogólska /Foto Gość
    Drugi przykład to homoseksualizm: - Od lat 70 ub. wieku uczulano nas na trudny los osób homoseksualnych - w wiadomościach pokazywano nam te osoby pobite z tego tylko powodu. W 2005 roku wprowadzono karalność jakiejkolwiek krytyki homoseksualizmu. Od 17 maja 2014 r. związki homoseksualne zrównano z małżeństwem. A każde małżeństwo ma prawo do adopcji dzieci. Można zapytać: to dziecko nie ma prawa do miłości ojca i matki?

    W tym kontekście B. Bisch nawiązał do ratyfikowanej i podpisanej przez prezydenta w Polsce konwencji Rady Europy o o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Środkiem do tej walki ma być wczesna edukacja seksualna.

    - Uważam, że wczesna edukacja seksualna uderza w osobowość niewinnego dziecka - podkreślał mówca. - Człowiek jest jednością i nie można rozdzielić jego sfery seksualnej od reszty życia. Taką edukacją wstrzykniemy wirusa, który zadziała jak wirus komputerowy. Za lat 10, 15, 20 te dzieci będą najlepszymi klientami przemysłu pornograficznego. Uzależnienie od pornografii to ogromny ból w życiu człowieka. Ale jednocześnie wielka jest moc Pana Boga, który to potrafi uzdrowić.

    Podsumowując, B. Bisch zaznaczył: - Jesteśmy tutaj, bo wierzymy w Pana Boga. Jesteśmy pełni nadziei - cytując św. Jana Bosko: "Nigdy nie zastępujcie miłości zimnym przepisem”. Stawiam sobie i tobie pytanie: "Czy przestaliśmy już  kochać drugiego człowieka? Potrafimy jeszcze oddać wszystko dla drugiej osoby, bo tego chce od nas nasz Bóg, który sam oddał swoje życie na krzyżu?".

    Cytując "Hymn o miłości", dodał: - Miłość jest naszym powołaniem. Jest tym, co świat obiecuje, ale nie może tego dać...

    Po jego przemówieniu kilkaset osób odtańczyło poloneza, przygotowanego przez Ligię i Marcjana Gepfertów - wodzirejów zaangażowanych w cieszyńskie marsze od początku. Do dostojnego tańca ruszyły razem całe rodziny z maluchami - także tymi w wózkach. Młodzi, dojrzali i starsi. Nie zabrakło cieszyńskich wspólnot zakonnych - sióstr boromeuszek i elżbietanek cieszyńskich oraz braci i ojców franciszkanów.

    Śpiewając pieśni i piosenki religijne, przeszli przez centrum Cieszyna w stronę Zamku i Wyższej Bramy, gdzie ich celem był dziedziniec klasztoru sióstr boromeuszek. Tutaj siostry przygotowały dla wszystkich przysmaki gorącego bufetu, ale i chłodzące lody i napoje.

    Festynowi rodzinnemu towarzyszą stoiska kilkunastu wspólnot, które w wieloraki sposób pomagają rodzinom w wielu aspektach jej życia. Na scenie ich przedstawiciele mówią świadectwa o tym, jak z Bożą pomocą i wiarą w żywego, zmartwychwstałego Jezusa można przezwyciężać każdy kryzys małżeński i rodzinny.

    Marsz i festyn zakończy wieczorem wspólna modlitwa.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół