• facebook
  • rss
  • Pani Anna i róże

    dodane 16.04.2015 00:00

    Odeszła tuż przed swymi 87. urodzinami. Kilkadziesiąt lat mieszkała w CuGy, w Szwajcarii. Ile razy odwiedziła rodzinne Górki Wielkie pod Skoczowem, trudno zliczyć. Była ostatnim żyjącym dzieckiem wybitnej pisarki.

    Anna Bugnon-Rosset, z domu Szatkowska, urodziła się w 1928 r. i w góreckim dworze spędziła lata dzieciństwa. Podczas II wojny światowej wyjechała z matką do Warszawy. Tam walczyła w powstaniu, a później razem emigrowały. Zofia Kossak wróciła do kraju, a Anna, która już założyła rodzinę, została za granicą. Jednak przyjeżdżała często do Górek, gdzie z dworu zostały po 1945 r. tylko ruiny, a rodzice mieszkali w małym domku ogrodnika. Potem odwiedzała już ich grób. Wraz z bratem Witoldem Szatkowskim i gminą Brenna założyła Fundację im. Zofii Kossak, by chronić spuściznę pisarki oraz ocalałe pamiątki.

    Obecnie dzieło podjęła bratanica Anna Fenby-Taylor. O swoich góreckich latach pani Anna napisała w książce „Był dom… Wspomnienia”. Zaskoczyło ją powodzenie tej publikacji, bo w jej zamiarze miał to być raczej taki „babciny” prezent dla wnuków. Dystyngowana starsza pani ze znakomitego rodu Kossaków, ujmowała skromnością i naturalnością. Zawsze życzliwa i pogodna, emanowała spokojem i cierpliwością. Wielu dostrzegało u niej tę samą charyzmę w podejściu do ludzi, którą miała jej matka. – Dla mnie cała moja życiowa fascynacja Zofią Kossak zaczęła się właśnie od niej: kiedy właściwie przypadkowo spotkałam ją w Górkach – mówi dr Joanna Jurgała-Jureczka z Hażlacha, autorka książek o Zofii Kossak, a dawniej też kierownik góreckiego muzeum pisarki. – Była wspaniałą osobą i przy tym bardzo dzielną kobietą: wcześnie owdowiała i sama wychowała czworo dzieci. Bardzo kochała matkę i takie też uczucia łączyły ją z jej dziećmi. „Utrata matki, nawet wiekowej, jest zawsze bolesnym przeżyciem, choć wiemy, że jest ona bliżej nas i skuteczniej niż za życia. Niech dobro, które czyniła, będzie jej darem: szanowanym, pomnażanym, naśladowanym przez dalsze pokolenia” – napisała kiedyś pani Anna. – To był list, który przysłała do mojej mamy po śmierci babci – mówi dr Jurgała-Jureczka. – Takie było też odejście pani Anny i jej pogrzeb w Cugy. Oprócz rodziny przyszli chyba wszyscy mieszkańcy. Czuło się, że była tam szanowana. Z wdzięcznością mówiono o jej udziale w życiu parafii, a podczas liturgii część czytań zabrzmiała po polsku – opowiada dr Jurgała-Jureczka. – Serdeczne pożegnanie zakończyło się na cmentarzu, gdzie bliscy sypali na jej trumnę ziemię z Górek. Ja położyłam róże, które pani Anna tak bardzo kochała...

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół