• facebook
  • rss
  • 5 lat więzienia za wypadek w Przybędzy

    Urszula Rogólska

    dodane 23.02.2015 22:57

    Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał w mocy karę 5 lat więzienia dla Janusza S., który 28 marca 2012 r. wieczorem doprowadził do tragicznego wypadku drogowego w Przybędzy koło Żywca. Zginęło osiem osób, a 10 zostało rannych.

    28 marca 2012 r. Janusz S. pro­wa­dził cię­ża­rów­kę, która cią­gnę­ła wózek do prze­wo­zu drew­na. Około 21.30 na wiadukcie w Przybędzy (droga ekspresowa S 69) naczepa ciężarówki znalazła się na pasie, którym z naprzeciwka, prawidłowo, jechał bus z górnikami wracającymi z kopalni "Mysłowice-Wesoła".

    Naczepa uderzyła w bus, zmiażdżyła go, przebiła ekran dźwiękoszczelny i spadła do potoku. Na miejscu zginęło siedem osób jadących busem - sześciu pasażerów i kierowca. Ósma zmarła po przewiezieniu do szpitala w Żywcu. Dziesięciu górników trafiło do szpitali w Żywcu, Bielsku-Białej i Sosnowcu.

    W akcie oskarżenia prokuratura za­rzu­ci­ła Ja­nu­szo­wi S. - właścicielowi firmy przewozowej i zawodowemu kierowcy, że umyśl­nie na­ru­szył za­sa­dy bez­pie­czeń­stwa. Ze­staw, który pro­wa­dził, był w złym sta­nie tech­nicz­nym. Kie­row­ca je­chał także zbyt szyb­ko, przez co wózek stra­cił stabilność toru ruchu. Ja­nusz S. był trzeź­wy.

    Wyrok I instancji zapadł w październiku ub. roku przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. Poza karą pozbawienia wolności sąd zakazał oskarżonemu prowadzenia pojazdów mechanicznych przez 6 lat. Orzeczenie z pierwszej instancji zaskarżył obrońca oskarżonego. Sąd odwoławczy jednak w całości utrzymał wyrok sądu okręgowego, nie dopatrując się żadnych błędów.

    Kluczowym dowodem obciążającym oskarżonego była opinia biegłych. Według sądu, naczepa nie powinna była być w ogóle używana - nie pasowała do ciągnika, były problemy z hamulcami, nie działało oświetlenie. Była też źle dołączona, przez co przy większej prędkości zachodziła na boki.

    Obrona argumentowała, że pojazd oskarżonego został dopuszczony do ruchu. - Zezwolił na to diagnosta ze stacji obsługi, a Janusz S. ufał jego opinii, że sprzęt jest sprawny - przekonywał adwokat. Sprawa diagnosty, który w październiku 2011 r. dopuścił do ruchu uszkodzoną naczepę, trafiła do sądu w Cieszynie.

    O wypadku informowaliśmy także w "Gościu". TUTAJ można przeczytać reportaż: "Nie pytamy: dlaczego?".

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    przewiń w dół