• facebook
  • rss
  • Śmierć w Donbasie

    dodane 19.02.2015 00:00

    Jest jedną z ofiar wojny na Ukrainie. Zginął pod Donieckiem zaledwie kilka tygodni po ślubie. Roman Srokacz miał 28 lat i był w Polsce częstym gościem.

    Kiedy Romek z Zimnej Wody spod Lwowa przyjechał po raz pierwszy do Pogórza, miał 9 lat. Przyjechał z młodszym bratem Bogdanem na charytatywne kolonie. – Chłopcy pojawili się jeszcze w kolejnych latach. Dobrzy, skromni, pracowici i pobożni. Ujmowali swoją życzliwością, budzili sympatię i zdobyli w Polsce przyjaciół – wspomina pierwsze spotkania ks. kan. Ignacy Czader, organizator tamtych kolonii. Sam został ich przyjacielem. Po paru latach bracia dorośli i przyjechali ponownie, tym razem pomagać przy parafialnych pracach. – Byli z nami przy brukowaniu drogi na cmentarz, budowie biblioteki, plenerowych stacji drogi krzyżowej i Golgoty, przy licznych remontach. Brukowali też plac Szczepański w Krakowie czy rynek w Kętach.

    We Lwowie angażowali się również przy budowie kościoła w dzielnicy Sichów. Pomagali też swojej babci, która przez lata opiekowała się małą kaplicą w Zimnej Wodzie. Dali się nam poznać jako ludzie głębokiej wiary. W Pogórzu każdy dzień ich pracy zaczynał się od odwiedzin w domowej kaplicy – dodaje ks. Czader. Jak podkreśla, rzetelnie robili, co tylko trzeba było, bo bardzo chcieli pomóc swojej rodzinie. Ojciec przez lata leżał sparaliżowany... Dziadkowie pochodzili spod Krosna. Szanując rodzinne polskie korzenie, Romek był też ukraińskim patriotą. Kiedy trzeba było o Ukrainę upomnieć się na Majdanie, pojechał tam od razu. Gdy rozpoczęły się walki na wschodzie Ukrainy, na ochotnika zgłosił się do Gwardii Narodowej. Przyjaciele z Pogórza odradzali mu to, mówili o ryzyku. – Mamy dopiero 20 lat wolności i mam siedzieć bezczynnie, kiedy chcą ją nam odebrać? A gdyby atakowali Polskę, nie poszlibyście? – odpowiadał.

    Kiedy Rosjanie zajęli Krym, do budowanego powoli nowego domu bracia zabrali babcię, a jej dom oddali 8-osobowej rodzinie uchodźców: krymskich Tatarów. Wracając z Donbasu na urlop do Lwowa, Romek przygarnął porzuconego kota. – Taki był: wrażliwy, dobry, uczciwy, kochał życie. W kolejnych wykończonych pokojach nowego domu Romek miał zamieszkać z Olą po ślubie, który wzięli w listopadzie, w czasie tego urlopu. Zamieszkać miał po powrocie z ostatniej frontowej służby, na którą wyruszył do Doniecka w styczniu. Z drogi dzwonił jeszcze, prosił o modlitwę, bo warunki były bardzo trudne do jazdy. Chwilę później potężna ciężarówka staranowała autobus, którym jechali żołnierze. Wśród 12 zabitych był Romek.

    Na cmentarzu w Zimnej Wodzie pochowano go z wojskowymi honorami. Pogrzeb był wielką manifestacją religijną i patriotyczną, z udziałem arcybiskupa, wielu kapłanów i tysięcy mieszkańców. Było kilkanaście osób z Pogórza. – My straciliśmy bliskiego nam przyjaciela. Rodzina straciła oparcie. Dlatego chcemy teraz pomóc im. Mamy świadomość, że i tak będą się dzielić z innymi potrzebującymi, z uchodźcami. Chcielibyśmy, aby powstał specjalny Fundusz Pomocy im. Romana Srokacza. Tak jak to powiedziano nad jego grobem: prawdziwi bohaterowie nie umierają nigdy – tłumaczy ks. Ignacy Czader.

    Przy wejściu do kościoła stanęła duża skarbona na datki. Można je też wpłacać na konto parafii NMP Królowej Polski w Pogórzu – nr konta: 59 1050 1083 1000 0022 1082 1662 z dopiskiem: Fundusz Pomocy Romka Srokacza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół